Ta sama banda, czyli problemy Rosji na Kaukazie

Prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow i premier Rosji Władimir Putin podczas wizyty w Groznym (Zdjęcie: Flickr/Itrumpet)
Prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow i premier Rosji Władimir Putin podczas wizyty w Groznym (Zdjęcie: Flickr/Itrumpet)

Ostatnie siedem dni to niełatwy okres dla władz Federacji Rosyjskiej. Zamachy w moskiewskim metrze, w wyniku których zginęło blisko 40 osób, były tylko początkiem fali terroru, która przetacza się aktualnie przez kontrolowany przez Rosjan północny Kaukaz. Republiki Dagestanu i Inguszetii od dawna były niespokojne, a poprzednie dni to pasmo ataków rebeliantów, głównie na funkcjonariuszy służb mundurowych. Zamachowcy, w celu zwiększenia liczby ofiar, dokonują podwójnych uderzeń, atakując ponownie w miejscu pierwszego ataku, gdy dotrą tam milicjanci, prokuratorzy etc.

Nieskuteczna wojna z terroryzmem

Tytułowa ta sama banda to słowa opisujące autorów opisanych powyżej zamachów. Słowa, których użył premier Władimir Putin. To nie są łatwe dni dla Putina. Prowadzona przez niego od dekady wojna z terrorem nie przyniosła spodziewanych efektów. Terroryści nadal zagrażają Rosji i mogą w zasadzie zaatakować każdy cel, na całym terytorium kraju, nie wyłączając stolicy – Moskwy. Rosyjskie służby specjalne nie potrafią powstrzymać zamachowców, choć często posiadają informacje, które by im na to pozwoliły. Brak odpowiedniej koordynacji oraz wymiany informacji pomiędzy służbami to nie tylko problem Rosji – wystarczy przypomnieć bożonarodzeniowy lot z Amsterdamu do Detroit z nigeryjskim zamachowcem-samobójcą na pokładzie. Tym razem owe niedociągnięcia zakończyły się tragicznie.

Trudno mówić o zeszłotygodniowych aktach terroru w oderwaniu od sytuacji panującej na obszarze północnego Kaukazu. Zdemolowana i zrównana z ziemią Czeczenia znajduje się pod panowaniem Ramzana Kadyrowa. Rebelia została praktycznie stłumiona, przy wykorzystaniu niezwykle brutalnych metod, ale niedobitki partyzantów przeniosły się do sąsiednich republik – Dagestanu i Inguszetii. Mimo centralizowania władzy przez Kreml (wprowadzenie mianowania gubernatorów przez prezydenta zamiast wyłaniania go w drodze wyborów nastąpiło zresztą po tragicznym zamachu na szkołę w Biesłanie w 2004 roku) oraz rosnącej liczby rosyjskich sił porządkowych, północny Kaukaz płonie.

Dwie drogi do wyboru

Przemoc i siła nie są w stanie uspokoić niepokornych republik. Władze nie mają wiele do zaproponowania ich mieszkańcom. Bezrobocie i bieda są bardzo duże. Do tego dochodzą skomplikowane struktury rodzinno-klanowe oraz lokalne porachunki. W efekcie tego zabójczego miksu władze w Moskwie dostają istną beczkę prochu, z którą obchodzą się jakby dzierżyły w obu rękach rozpalone pochodnie. Brak pozytywnej oferty, którą mianowani przez Moskwę aparatczycy mogliby zachęcić miejscową ludność do zajęcia się czymś innym niż zwalczaniem władzy i jej przedstawicieli.

Dwie drogi główne prowadzące do uspokojenia sytuacji są następujące. Pierwsza zakłada dokręcenie śruby. Na przemoc odpowiedzią będzie jeszcze większa przemoc i represje, być może nawet specjalne operacje sił rosyjskich na terenie niespokojnych republik. Skala działań będzie musiała zwiększać się w trakcie ich prowadzenia, a pacyfikacja zatoczy bardzo szerokie kręgi. Uda się wytropić, pojmać lub zabić pewną liczbę rebeliantów, być może nawet Doku Umarowa, podejrzewanego o zaplanowanie zeszłotygodniowego festiwalu terroru. Zginą lub zostaną ranni także cywile, chociażby krewni bojowników, ale także postronni obywatele. Efektem takiej polityki będzie zwiększenie nienawiści do Rosjan i zaostrzenie sytuacji w regionie.

Druga opcja zakłada przygotowanie konstruktywnej propozycji dla Inguszetii, Dagestanu i sąsiednich republik, polegającej na przeznaczeniu istotnych środków finansowych na rozwój gospodarczy i poprawę sytuacji materialnej ludności. Praca i perspektywa lepszego życia, a więc pokój i dobrobyt są atrakcyjniejsze od biedy i trudów walk. Zredukowanie popularności rebeliantów to istotny krok na drodze do ograniczenia ich wpływów i siły. Obok pakietu pomocowego należy prowadzić rozważne działania militarno-wywiadowcze, które pozwolą pojmać lub wyeliminować przeciwnika. Rozważne, czyli bez zbędnej przemocy, z poszanowaniem życia i godności człowieka. Mówiąc inaczej, działanie odpowiednich sił w sposób, w jaki jeszcze nigdy nie postępowały.

Konieczna fundamentalna zmiana

Brak szacunku dla życia i godności człowieka to znak rozpoznawczy rosyjskich sił pacyfikujących demonstracje w Moskwie, walczących w Czeczenii czy odbijającej zakładników z rąk terrorystów. Skłonność do nadmiernej przemocy, brutalność w postępowaniu, tortury czy lekceważenie życia cywilów to rosyjski standard, który trudno będzie zmienić jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki. Wynika to nie tylko z długiej tradycji, ale także nastawienia aktualnych władz Rosji, dla których jednostka jest niczym i można ją śmiało poświęcić. Tymczasem taka zmiana, nowe podejście władz i sił odpowiedzialnych za zaprowadzenie porządku w razie potrzeby jest konieczne, aby niełatwa operacja ugaszenia pożaru na północnym  Kaukazie mogła się powieść.

Kaukaz odgrywa dla Rosji bardzo ważną rolę, stanowi wrota do projekcji rosyjskich interesów na Bliskim Wschodzie. Niestabilność regionu jest Rosji wybitnie nie na rękę. Mimo to, dotychczasowe działania tylko zaogniały sytuację. Czy elita władzy w Moskwie doszła wreszcie do wniosku, że przemoc i represje nie są  właściwą odpowiedzią na problemy na miękkim podbrzuszu Federacji Rosyjskiej?

Piotr Wołejko