Stosunki polsko-rosyjskie po tragedii smoleńskiej

źródło: tok.fm

Ponad pięć lat temu tysiące młodych ludzi w całej Polsce krzyczały głośno „Ukraina bez Putina!” Na specjalnie zorganizowanym wiecu pod Belwederem, naprzeciw rosyjskiej ambasady, ze sceny odpowiadał im nie kto inny jak ubrany w pomarańczowy szalik Lech Kaczyński, ówczesny prezydent Warszawy. Nikt wtedy nie przypuszczał, że do politycznych konfrontacji polskiego i rosyjskiego przywódcy życie dopisze takie zakończenie.

Jeśli komukolwiek udało się skorzystać na katastrofie samolotu polskiego prezydenta pod Smoleńskiem, był to bowiem właśnie Władimir Putin. Dzięki zaangażowaniu rosyjskich służb w wyjaśnienie przyczyn i pomoc ofiarom tragedii, a także gestowi rosyjskiego premiera, ściskającego wśród resztek maszyny załamanego Donalda Tuska, człowiek, który według opinii publicznej miał na twarzy wypisane KGB, stał się sympatyzującym Polsce i czułym na ludzką krzywdę przyjacielem. Jakby tego było mało, w państwowej telewizji zaczął być puszczany „Katyń” Andrzeja Wajdy. Rosja jest na najlepszej drodze, by stracić w oczach Polaków wizerunek czarnego luda i stać się normalnym europejskim krajem.

Ten klimat w stosunkach polsko-rosyjskich utrzyma się zapewne przez jakiś czas, zarówno na szczeblu oficjalnym, jak i w świadomości zbiorowej. Wymogi przyzwoitości sugerują, by w poczuciu wdzięczności za działania Rosji rząd i nowy prezydent nie spieszyli się ze wznowieniem sporu o historię, który w naszych relacjach z Kremlem zajmował centralne miejsce. I dobrze – wzajemne podbijanie nacjonalistycznego bębenka nie służyło ani interesom Warszawy, ani Moskwy. Jeśli spory o sprawiedliwość dziejową i racje moralne zostaną zastąpione przez politykę dotyczącą rzeczy konkretnych i teraźniejszych, to znaczy, że śmierć prezydenta Kaczyńskiego nie poszła na marne.

Celebrowanie pojednania między bratnimi narodami słowiańskimi nie powinno jednak zastępować naszym decydentom trzeźwego myślenia w relacjach z Kremlem. Tego, że Putin w cieniu tragedii zachował się porządnie, nikt mu nie ujmie. Ale nie powinno nam przesłaniać faktu, że Rosja to mimo wszystko potężny sąsiad, którego cele polityki zagranicznej mogą być krańcowo odmienne od naszych. Dalej będziemy mieli problem z zawieszonymi między Wschodem a Zachodem Białorusią, Ukrainą i republikami Zakaukazia. Dalej będziemy uzależnieni od rosyjskiego gazu. Dalej Rosjanie będą krzywo patrzeć na instalowanie się u nas Amerykanów ze swoim sprzętem wojskowym. A dosłownie jeden dzień przed smoleńską tragedią ruszyła budowa Gazociągu Północnego, ewokującego skojarzenia z przedwojennymi rosyjsko-niemieckimi konszachtami i ich zdecydowanie niemiłymi konsekwencjami.

W relacjach ze wschodnim sąsiadem, biorąc pod uwagę uprzednie doświadczenia, bądźmy więc czujni. Kultywowanie nienawiści do Rosjan z tego powodu, że 70 lat temu ich totalitarny reżim wymordował polskich oficerów jest zwłaszcza teraz głupotą. Ale upieranie się przy mirażu pojednania ignorując sygnały świadczące o zagrożeniu ze strony Moskwy byłoby głupotą jeszcze większą.

Maciej Józefowicz