Stosunki polsko-rosyjskie po tragedii smoleńskiej

źródło: bbc.co.uk

Tragiczny wypadek polskiego samolotu był nie tylko przedmiotem natychmiastowej reakcji rosyjskich władz, ale poruszył przede wszystkim zwykłych ludzi zamieszkujących Federację Rosyjską i cały świat. Media na wszystkich kontynentach pisały o katastrofie w Smoleńsku, współczując Polakom  Hasła związane z tą tragedią zdominowały wyszukiwarki internetowe. W tych smutnych chwilach, otrzymaliśmy wsparcie i życzliwość. Jaki jednak wpływ będzie miała smoleńska katastrofa na relacje polsko-rosyjskie?

Serwis BBC zrobił listę wypadków lotniczych, w których śmierć ponieśli przywódcy państw, liderzy. Żadnego z wymienionych wydarzeń nie można porównać do sobotniej tragedii, w której zginął nie tylko prezydent RP z małżonką, ale m.in. najważniejsi dowódcy wojskowi, czołowi posłowie i senatorowie, urzędnicy, ministrowie z Kancelarii Prezydenta, wiceministrowie rządu, duchowni, osoby piastujące ważne funkcje publiczne, jak np. szef IPN-u, prezes NBP oraz – co jest okrutnym żartem historii – rodziny ofiar katyńskich. Nie tylko Polacy znaleźli się w wyjątkowej dla siebie sytuacji, Rosjanie również. Cały świat skierował swoje oczy – przynajmniej na jakiś czas – na stosunki polsko-rosyjskie.

Premier Putin natychmiast zadeklarował pomoc i stanął na czele rosyjskiej komisji badającej katastrofę. Zapowiedział również, iż Rosjanie przeżywają katastrofę tak samo jak Polacy i będą wspierać nas w tej trudnej chwili. Prezydent Miedwiediew wydał „odezwę do narodu polskiego”, co historycznie Polakom może się kojarzyć słabo, ale tym razem było deklaracją żalu, współczucia i obietnicą zbadania wypadku we współpracy z Polakami. Miedwiediew ogłosił w swoim oświadczeniu, że 12 kwietnia będzie dniem żałoby narodowej oraz wspomniał, iż prezydent Kaczyński leciał złożyć hołd ofiarom totalitaryzmu, polskim oficerom w Katyniu. Wspaniałe gesty.

Do czasu wypadku mieliśmy do czynienia z powolną ewolucją w polityce historycznej Rosji względem Katynia. Jeszcze w sierpniu ubiegłego roku prof. Natalia Narocznicka z utworzonej przez rosyjskiego prezydenta komisji ds. przeciwdziałania próbom fałszowania historii na szkodę Rosji twierdziła na łamach rosyjskich mediów, iż w Katyniu jest też „ślad niemiecki”, a Polacy są winni śmierci tysięcy jeńców radzieckich z czasów wojny polsko-bolszewickiej, których rzekomo mieliśmy zagłodzić. W międzyczasie, w telewizji wyemitowano film pt. “Sekrety tajnych protokołów” Wadima Gasanowa, w której oskarżono Polaków o to, iż byli pierwszym sojusznikiem Adolfa Hitlera. Stopniowa ewolucja zaczęła następować od września i wizyty premiera Putina na Westerplatte. Należy zwrócić uwagę na późniejsze prace komisji ds. trudnych, która pracowała w ciszy, ale – co najważniejsze – skutecznie. Ukoronowaniem było wyemitowanie w rosyjskiej telewizji „Katynia” Andrzeja Wajdy i wspólne obchody 70-rocznicy zbrodni katyńskiej, na których byli obecni premier Tusk i premier Putin.

Po 10 kwietnia mamy do czynienia z rewolucją. Radykalnie zmienił się sposób pokazywania Katynia. Film Andrzeja Wajdy został puszczony ponownie, ale na kanale z o wiele większą oglądalnością. Inna stacja wyemitowała materiał na temat wydarzeń z kwietnia 1940 r., w którym znalazły się fragmenty „Katynia” oraz opinia Putina, że była to zemsta Stalina za porażkę z 1920 roku. Polacy, z pierwszego sojusznika Hitera, stali się ofiarami totalitaryzmu Stalina, podobnie jak miliony osób mieszkających w ZSRR. To retoryka Putina, z 7 kwietnia, który wskazywał też na radzieckie ofiary według koncepcji „wszyscy jesteśmy ofiarami”. Przyspieszyliśmy. Trzeba dodać, iż sam motyw zbrodni katyńskiej pojawił się w prawie wszystkich zagranicznych relacjach, media cytowały wypowiedź Aleksandra Kwaśniewskiego, iż jest to „przeklęte miejsce” i tłumaczyły, co stało się w 1940 roku, czasem dodając nawet, iż ZSRR wkroczył na terytoria polskie w 1939 roku. Jeżeli zaś chodzi o internautów, to hasło „katyn massacre” było 6, najczęściej wpisywanym w wyszukiwarkę Google w dniu 10 kwietnia, na godzinę 18:15 – potem już nie śledziłem. Postawa rosyjska po rozbiciu samolotu, zasługuje na szacunek i wniosek, że jest o czym rozmawiać, pomimo różnic, które nieraz dadzą o sobie znać. Przede wszystkim doszło do zmiany atmosfery w stosunkach polsko-rosyjskich.

Nie ma jednak, co się łudzić, iż dojdzie do rewolucji w kwestiach polityczno-gospodarczych. Polska i Rosja mają swoje interesy strategiczne i one nas różnią – chociażby w kwestii Gruzji czy polityki energetycznej. Władze rosyjskie nie odwołają przecież nagle projektu North Stream, a Polacy nie zrezygnują z popierania gruzińskich i ukraińskich proeuropejskich aspiracji, tak samo, jak Moskwa nie zmieni swojej polityki wobec byłych republik radzieckich czy gazociągu Nabucco. Nie należy też oczekiwać, iż Gazprom będzie sprzedawał nam taniej gaz. Różni nas również podejście do polityki Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza obecność amerykańskich żołnierzy, baterii Patriot i elementów tarczy antyrakietowej w Polsce.  Atmosfera, atmosferą, polityka, polityką. Kluczowe jest, by rozmawiać ze sobą bez uprzedzeń i ze zrozumieniem, a to ostatnio obserwować możemy w stosunkach polsko-rosyjskich. Rozmowy w przyjaznej atmosferze, służą porozumieniom i wzajemnemu zaufaniu, tak dotąd nieobecnemu. To z kolei, w przyszłości, może zaowocować konkretniejszymi korzyściami np. gospodarczymi. Papierem lakmusowym rosyjskich intencji będzie przyjazd marszałka Komorowskiego do Moskwy i to, w jaki sposób Rosjanie potraktują tam Polaków.

Tragedia spowodowała, iż Polacy i Rosjanie dawno nie byli tak blisko. To może być pewna klamra, która otworzyła się w 1940 roku, a zamknie się w 2010. Teraz jest szansa na zmianę perspektywy  Adam Daniel Rotfeld nazwał to impulsem. Różnic w interesach politycznych na razie nie przezwyciężymy, ale być może zmieni się diametralnie sposób patrzenia przez Polaków na Rosjan i Rosjan na Polaków.

Patryk Gorgol