Ruchy tektoniczne państw

W okresie Zimnej Wojny namiętnie komentowano skutki oraz ustalenia konferencji jałtańskiej, krytykując decyzje poszczególnych przywódców, gdybając i analizując. Choć „o Jałcie wypowiedziano miliony słów”, to nie znaczy, że wszystkie kraje świata oceniają postanowienia „wielkiej trójki” jednakowo. Pamięć historyczna narodów – a więc nacjonalistyczny punkt widzenia – wciąż stanowi najpowszechniejszy pryzmat przy próbach zrozumienia historii. Ciężko wobec tego zachować właściwy wielkim historykom obiektywizm. Rzecz ta odnosi się jednak nie tylko do historii dawnej, ale także tej najnowszej, a wynikać może z wielu czynników: wiedzy, poglądów, wychowania itd. Dziś taką kością niezgody wydaje się być porządek światowy po zakończeniu Zimnej Wojny.

Demokratyzacja satelickich państw Związku Radzieckiego oraz upadek samego ZSRR zakończyły rywalizację pomiędzy dwoma blokami – wschodnim i zachodnim. Wraz z upadkiem „kolosa na glinianych nogach” skończyły się również: wyścig zbrojeń, wojna ideologiczna oraz świat bilateralny. Fukuyama obwieścił triumfalnie koniec historii, a wszyscy ludzie na ziemi winni byli cieszyć się zwycięstwem liberalnej demokracji nad innymi ideologiami. Koniec historii symbolizował ponadto niepodważalny prymat Stanów Zjednoczonych nad resztą świata, samodzielne panowanie Ameryki na każdym polu: militarnym, ekonomicznym i kulturowym.

Kiedy Europa w bólu rodziła demokratyczne rządy, chiński rząd manifestował swoją wyższość nad podwładnymi. Po słynnych wydarzeniach, w czasie których „pokojowo nastawieni żołnierze zostali zaatakowani przez studentów”, Chiny popadły w niełaskę Zachodu. Przez lata marginalizowano Państwo Środka na arenie międzynarodowej, nie mogąc pogodzić się z niesfornym reżimem, który ostentacyjnie podważa zwycięski porządek świata – liberalną demokrację. W tym samym czasie Rosja lizała rany po rozpadzie radzieckiego imperium, handlarze bronią rozkradli sowieckie arsenały, a prywatyzowana przez niekompetentne władze gospodarka nie była w stanie podnieść się z dna. Pacyfistyczna Europa Zachodnia już wówczas myślała o zjednoczeniu, a zapewniana o militarnej ochronie ze strony Stanów Zjednoczonych oraz zachęcona brakiem groźnego Związku Radzieckiego na mapie, zrezygnowała z szeroko zakrojonych zbrojeń. Niskie ceny ropy w latach 90tych – z wyjątkiem chwilowego wzrostu cen za baryłkę w okresie wojny w Zatoce Perskiej – uniemożliwiały epokowy skok gospodarczy naftowym potentatom z Bliskiego Wschodu. Nic więc dziwnego, że jedynym hegemonem były wówczas Stany Zjednoczone, które z czasem stały się aroganckie i przepełnione pychą. Miało to jednak swoją cenę.

Okres postzimnowojenny najlepiej oddaje pewne zjawisko naturalne – ruchy tektoniczne. Z definicji są to ruchy skorupy ziemskiej, które odbywają się pod wpływem procesów zachodzących wewnątrz Ziemi. W zglobalizowanym świecie większość państw połączona jest ze sobą niewidzialnymi nićmi zależności oraz tym, co nazywa się interesem. Można wobec tego założyć, że państwa te – pomimo wielkich niekiedy odległości – stykają się w znaczeniu tektonicznym, a niekiedy nawet zachodzą na siebie. Wobec tego, erupcja polityczna, bądź ekonomiczna jednego z mocarstw, wywołuje reakcję w innych częściach globu – podobnie jak w przypadku ruchów skorupy ziemskiej. Po dekadzie hegemonii Ameryki do głosu zaczęły dochodzić inne państwa i kultury; doszło wówczas do zderzenia płyt tektonicznych – Ameryki z resztą świata. Przy tego typu ruchach skorupy ziemskiej dochodzi niekiedy do orogenezy – ruchu górotwórczego. Analogicznie: ruchy Stanów Zjednoczonych na globalnej szachownicy wywołały światowy sprzeciw. Wojujący fundamentalizm islamski urósł w siłę, Rosja powstała z kolan, a jej obywatele wynieśli do władzy agentów KGB, którzy bardzo szybko powrócili do „radzieckich metod postępowania w kraju i za granicą”. Chiny związały ekonomicznie ręce Stanom Zjednoczonym, stając się po drodze największym światowym eksporterem, a w wielu krajach na świecie (szczególnie w Ameryce Łacińskiej i w Afryce) dostrzec można tendencję do zwracania się w stronę autorytaryzmu i odchodzenia od „jedynej słusznej” liberalnej demokracji. Powróciło wszystko to, co zakończył upadek Związku Radzieckiego. Prężenie militarnych muskułów, wojna ideologiczna, – dziś odbywa się pomiędzy państwami demokratycznymi oraz autokratycznymi – która na nowo dzieli świat na bloki, oraz quasi – multilateralizm: oto wynik ruchów skorupy ziemskiej, które swój początek miały w Białym Domu.

Stany Zjednoczone nadal pozostają najsilniejszym militarnie państwem, a amerykańska kultura wciąż jeszcze tworzy pewne wzorce postępowań. Pomimo niedawnego kryzysu gospodarka USA także ma się nieźle, ale słychać w oddali głosy, że może powoli chylić się ku upadkowi. Czy można jednak twierdzić, że „architektura globalnego ładu od czasów zakończenia Zimnej Wojny pozostaje niezmienna”? Być może tak, wszak wiadomo nie od dziś, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Nie mniej jednak, należy zwrócić uwagę na kilka wydarzeń.

Epoka postzimnowojenna, w której Stany Zjednoczone samotnie rządziły światem trwała dekadę. To czas końca historii i przedwczesnego święcenia triumfu demokracji. Historia jednak powróciła na początku XXI wieku, kiedy Amerykę zaatakowali islamscy terroryści. Zdarzenie to wywołało cały szereg „ruchów tektonicznych” na całym globie: wojna w Afganistanie, wojna w Iraku, kolejna intifada w Palestynie, powrót imperialnych ambicji Rosji, bezprecedensowy wzrost gospodarczy Chin, zwrócenie się Ameryki Łacińskiej przeciwko unilateralizmowi Ameryki, odśrodkowe tendencje na obszarze „globalnych Bałkanów”, sojusznicze rozczarowanie Europy polityką Stanów Zjednoczonych, wzrost nacjonalizmów narodowych w licznych krajach świata, czy rzucenie nuklearnej rękawicy Waszyngtonowi przez Koreę Północną. Wszystkie te wydarzenia miały także swoje własne następstwa, – nazwijmy je wstrząsami tektonicznymi – których echo rozbrzmiewa, przenosząc się w sposób koncentryczny na inne regiony świata.

Powrót wielkich i potężnych Chin, przed którymi ostrzegał Napoleon, jest faktem. Wzrost roszczeń Rosji w swojej strefie wpływów – kolejne swoją drogą znamię powrotu historii – również nie podlega dyskusji, a dołączenie w ostatnim dziesięcioleciu kilku państw do zaszczytnego grona posiadaczy broni nuklearnej samo w sobie przedefiniowało potęgę militarną mocarstw. Wszystko to pośrednio przyczyniło się do zmniejszenia roli Stanów Zjednoczonych w zglobalizowanych świecie. Wielu politologów nie podziela opinii jakoby Ameryka słabła i głoszą, że to pozostałe kraje rosną w siłę. Nowe i stare mocarstwa rzeczywiście nabierają na znaczeniu, ale odbywa się to kosztem Stanów Zjednoczonych – w wymiarze politycznym. Waszyngton traci bowiem najcenniejszą z rzeczy, które przyświecały mu dotychczas, mianowicie legitymację społeczności międzynarodowej, czyli tą pewność, że Ameryka działa w imieniu całego wolnego świata. Dziś takie twierdzenie jest już anachroniczne, o czym świadczy podział wolnego świata w kwestii inwazji na Irak podczas drugiej wojny w Zatoce.

Jeśli wobec tego, jesteśmy świadkami powrotu historii w znaczeniu kaganowskim i podważającym teorię końca historii Fukuyamy, nie można mówić o tym, iż architektura globalnego ładu w ciągu ostatnich dwóch dekad nie uległa zmianom. Wszystkie państwa na świecie podlegają ponadto ruchowi tektonicznemu w znaczeniu geopolitycznym i geoekonomicznym. Takie są realia globalizacji i sieci wzajemnych powiązań. Oznacza to, że w skali globalnej wszyscy uczestnicy otwartej wymiany handlowej dzielą ze sobą granice tektoniczne, które ścierają się w miejscu wysuwania na wierzch interesów narodowych.

W tym rozumieniu Stany Zjednoczone graniczą tak samo z Wenezuelą jak i z Chinami. Wystarczy sobie wyobrazić erozję jako spowodowałoby załamanie się chińskiej, czy amerykańskiej ekonomii. Odczułyby to wszystkie państwa znajdujące się w sieci powiązań gospodarczych, któregokolwiek z tych krajów. To samo dotyczy polityki. Jeśli Stany Zjednoczone weszłyby na wojenną ścieżkę z Iranem (abstrahując od tego, czy są do tego militarnie zdolne w chwili obecnej), można dość łatwo przewidzieć efekt takiego działania. Mające dość ważkie interesy z Teheranem – Rosja i Chiny – nie tylko zbliżyłyby się do siebie, ale z całą pewnością oddaliły także od Ameryki. Nie obyłoby się również bez reakcji wśród krajów muzułmańskich (bez względu na to, czy opowiedziałyby się za, czy przeciw irańskim szyitom). W ten właśnie sposób działa ruch tektoniczny państw; kiedy ścierają się różne płaszczyzny, powoduje to wstrząsy, rozłamy, powstawanie nowych bytów, zniszczenie starych, a bardzo rzadko doprowadza do kompromisu. Co więcej, w tym konkretnym przypadku doszłoby niemal na pewno do procesu górotwórczego, który stworzyłby cały blok wrogi Ameryce, posiadający broń atomową i zupełnie od Stanów Zjednoczonych przeciwne interesy.

Warto wobec powyższego spojrzeć na poczynania mocarstw na globalnej szachownicy przez pryzmat ruchu tektonicznego skorupy ziemskiej – najlepiej poprzez tożsame ich rozumienie vide ruchy wewnątrz Ziemi to nic innego jak ruchy państw, a ruchy skorupy ziemskiej są efektami tych działań. Znając powiązania pomiędzy państwami, ich ekonomiczne, – przede wszystkim – ale i polityczne, kulturowe, ideologiczne, religijne i społeczne zależności, podobieństwa i różnice, łatwiej będzie przewidzieć ewentualne echo działań poszczególnych państw oraz koncentrycznie rozchodzących się skutków dowolnych posunięć, pamiętając o tym ubocznym efekcie ruchów tektonicznych jakim bywa orogeneza – w polityce XXI wieku jest to powstawanie ekstremizmów.