Intermaryzm: Polska jako mocarstwo regionalne?

Idea rozszerzania polskich wpływów na wschód swój początek zawdzięcza polityce Bolesława Chrobrego i liczy sobie przeszło tysiąc lat. Jako trwały trend pojawiła się w działaniach Kazimierza Wielkiego, który przyłączył do piastowskich ziem tereny Rusi Halickiej (dziś zachodnia Ukraina). Kontynuowaliśmy ją jako państwo z zadziwiającą wytrwałością.

Unia Lubelska, obraz Jana Matejki z 1869 roku (Źródło: wikipedia.org)
Unia Lubelska, obraz Jana Matejki z 1869 roku (Źródło: wikipedia.org)

Unia Lubelska , przeniesienie stałej królewskiej rezydencji do Warszawy, z której baczniejszym okiem można było doglądać ziemi Carów wszystko to miało zabezpieczać nasze interesy na wschodzie.  Rozbiory pogrzebały polską politykę wschodnią na ponad wiek, ale nawiązały do niej ścierające się koncepcje federacyjne Piłsudskiego i inkorporacyjne Dmowskiego wskrzeszając  polską szablą sny o potędze Polski kresowej, Polski „od morza do morza” w 1918 roku. Tragedia II Wojny Światowej nakreśliła ręką Stalina linię Nysy Łużyckiej jako „rekompensatę” utraconych Kresów, ludność polską przesiedlono za linię Bugu stanowiącą granicę wschodu i zachodu, prawosławia i katolicyzmu. „Jagielloński” kształt terytorialny i etniczny zastąpił powrót do „Polski Piastów” jak kreśliła nową Rzeczpospolitą komunistyczna propaganda. Historia zatoczyła koło, znów zwróciliśmy oczy na zachód. Najpierw nowym kształtem terytorialnym (Jałta)  później militarnie (NATO) i  gospodarczo (UE). Właśnie teraz kiedy to przeorientowanie nastąpiło tak jak przed wiekami dawna polska myśl polityczna odżywa.

Instynktownie zaczął ponownie rozszerzać polskie wpływy na wschodzie prezydent Aleksander Kwaśniewski. Był to rodzaj asekuracji powiedzą niektórzy – trzeba było wesprzeć pomarańczową rewolucję, bo niezależna Ukraina to odsunięcie Rosji od naszych granic. Oczywiście to prawda, ale czy nie inaczej rozumieli tą kwestię nasi dziadowie? Tragicznie zmarły prezydent Lech Kaczyński stworzył swoimi działaniami ramy nowej-starej polskiej polityki wschodniej. Realizował intermaryzm (tak pozwolę sobie nazwać to zjawisko polityczne) nawiązując mniej lub bardziej świadomie do dawnych idei federacyjnych Piłsudkiego, który w naszej części świata chciał widzieć Międzymorze (łac. Inter Mare). Miała to być federacja zapełniająca geopolityczną pustkę, która powstała  po upadku Austro-Węgier, federacja będąca przeciwwagą dla ZSRR. Możemy dziś obserwować zalążki tej polityki, która w przeciwieństwie do dwudziestolecia międzywojennego po 1989 roku trafiła na podatny geopolityczny grunt. Pozytywne relacje z Litwą poniekąd realizowane poprzez „most energetyczny” i kupno rafinerii w Możejkach przez Orlen, dobre relacje z państwami bałtyckimi, których przywódcy nieraz stanowili „orszak” polskiego prezydenta, gdy chciał pokazać światu sprawy ważne z naszego punktu widzenia (niedawna wojna w Gruzji), przełom w relacjach z Ukrainą w czasie prezydentury Juszczenki, wspieranie Gruzji Saakaszwilego  to główne zarysy intermaryzmu. Polska znów nawiązuje do swych politycznych  tradycji szukając sobie na wschodzie miejsca. W tym zakątku świata próbuje realizować swoje sny o mocarstwie regionalnym, czerpiąc pełnymi garściami z idei domu Jagiellońskiego, sarmackiego „przedmurza chrześcijaństwa”, Piłsudskiego i jego Międzymorza.

Przestrzeń geopolityczna, która dzieli Polskę i Rosję liczy sobie dopiero 20 lat a zapełniają ją państwa o słabych tradycjach historycznych oraz mniejszym potencjale gospodarczym lub demograficznym niż Rzeczpospolita. Europa Wschodnia to jedyne miejsce, które Warszawa nadal może politycznie kształtować  poprzez swoją soft power. To że w tym miejscu świata Polska cieszy się nadal pewnym rodzajem prestiżu pokazały uroczystości pogrzebowe prezydenta Kaczyńskiego, gdzie delegacje zagraniczne wysokiej rangi przybyły głównie ze wschodu. Wszelkie plany polityczne powinny zostać przekute na konkretne decyzje szczególnie w przypadku państw bałtyckich – nie tak dużych jak Ukraina, ale znajdujących się w tym  samym bloku politycznym co Rzeczpospolita, cechujących się nieufną polityką wobec Rosji (w przeciwieństwie do Białorusi). Polska wielokrotnie stawała się ich rzecznikiem, w przypadku Litwy poczyniono nawet kilka przyjaznych gestów, by zjednać sobie jej władze.

Czy była to świadoma polityka? Na ile opierała się na osobistych relacjach „władców” Europy Wschodniej a na ile na kalkulacjach politycznych poszczególnych rządów narodowych? Czy podświadome opieranie swojej przyszłości na terenie Europy Wschodniej znów stanie się naczelnym programem politycznym kraju nad Wisłą? Intermaryzm może wzmocnić nasz głos w UE, kolejny raz w historii wiele zależeć będzie jednak od solidarności krajów „Międzymorza”. Przeszłość Jagiellońska tych ziem może być budulcem europejskiego sojuszu „nowej Unii”, może także zniweczyć jakąkolwiek współprace ze względu na zaszłości historyczne. Ten drugi scenariusz zwyciężył w okresie międzywojennym i zakończył się Jałtą.  Czas pokaże czy historia jest nauczycielką życia.

Piotr A. Maciążek