Druga szansa Baracka Obamy

Dwa tygodnie temu zakończyła się jedna z najbardziej zaciekłych batalii politycznych w historii USA. Po 14 miesiącach debaty Kongres przyjął kompleksowy plan reformy systemu zdrowotnego. Obama jako prezydent odniósł historyczne zwycięstwo – ale  jeśli nie wyciągnie wniosków z przebiegu starcia o reformę zdrowotną, jej uchwalenie będzie jego pierwszym i jedynym dużym sukcesem  jako prezydenta.

Gdy Izba Reprezentantów przyjęła ostateczną wersję reformy zdrowotnej, o której piszę na tych łamach od ponad roku, to w oczach mediów nastąpiła – jak złośliwie zauważył Frank Rich – komiksowa transformacja Obamy z drugiego Cartera w drugiego Reagana. Tak jak Clark Kent w jednej chwili zmieniał się w Supermena, tak Obama nagle z nieudacznika stał się superprezydentem.

Ta gwałtowna zmiana medialnej opinii, reprezentowanej przez setki ekspertów, publicystów, komentatorów i blogerów świadczy najlepiej o stanie tychże mediów. Gdy sytuacja polityczna zmienia się z godziny na godzinę, a twitter i facebook niemal natychmiast generują nowy “conventional wisdom” bardzo trudno o budowanie spójnej i integralnej oceny  kogokolwiek w sferze politycznej, a już zwłaszcza prezydenta.

Nie zmienia to faktu że błędy popełnione przez Obamę były realne. Po prostu w momencie w którym były popełniane, ani dla decydentów, ani dla mediów nie były błędami, tylko kolejnymi  mniej lub bardziej racjonalnymi decyzjami. Obama postępował więc mądrze, gdy na początku chciał współpracować z Republikanami, co oczywiście okazało się stratą czasu – GOP w tej batalii był opozycją totalną. Obama postąpił mądrze, gdy nie powielił błędu Clintona i nie narzucił Kongresowi treści ustawy. Ale pozostawienie niemal całkowitej kontroli w rękach bardzo niepopularnego Kongresu zaowocował miesiącami sporów, potajemnych negoc jacji i walnie przyczyniło się do niepopularności ustawy. Obama doszedł do porozumienia z lobby farmaceutycznym – ale w ten sposób w oczach politycznego zaplecza zdradził ideały Demokratów jako takich. Wreszcie, chaos w przekazie i brak spójności w strategiach komunikacyjnych Kongresu i prezydenta przyczyniły się do tego, że debatę o reformie zdrowotnej opanowali demagodzy z obu stron, a Biały Dom cały czas znajdował się w defensywie.

Fundamentalny problem, który przewijał się w debacie o reformie zdrowotnej, wynika z kryzysu tożsamości, który przenika całą administrację Obamy. Obama musi odpowiedzieć na kluczowe pytanie: co właściwie oznacza “Zmiana” którą zapowiadał. Po półtora roku, nadal nie jesteśmy pewni odpowiedzi.

Czy “Zmiana” oznacza skierowania USA na lewo? Do centrum? Czy to tylko nudny pragmatyzm? Jak ta Zmiana przekłada na język administracji i legislacji? Obama uwierzył chyba w twierdzenia niektórych swoich zwolenników, że jego polityczna osobowość jest swego rodzaju testem Rorschacha, i każdy może zobaczyć w nim kogo chce. To aksjologiczne niezdecydowanie, tendencja do zajmowania wiecznie niezdefiniowanego stanowiska objawia się także w wielu działaniach jego administracji.

Ale co zaskakujące, Obama cały czas wygrywa. Wygrał z Clinton, z McCainem, teraz z GOP w bitwie o reformę zdrowotną, chociaż to ostatnie zdarzyło się w dużej mierze – przynajmniej w końcowym etapie – dzięki zbiegom okoliczności i zbytniej pewności siebie Republikanów. Jedyną bitwę której jeszcze nie wygrał jest ta o swoją własną tożsamość.

Sukces reformy zdrowotnej, to w istocie polityczna szansa na odnalezienie tej tożsamości. Szansa, którą Obama musi wykorzystać, by w w 2012 r. nie trafić na polityczny kryptonit.

Michał Kolanko