Czy obawiać się ZBiR(ów)?

Rozpad ZSRR w 1991 roku i jego przekształcenie we Wspólnotę Niepodległych Państw wytworzył niezwykle korzystną sytuację geopolityczną w naszej części świata. Jedynie Związek Białorusi i Rosji pozwolił ocalić resztki moskiewskiego panowania w Europie.

Aby skutecznie realizować politykę wobec Rosji, należy najpierw zrozumieć skąd biorą się jej posunięcia na światowej szachownicy (Źródło: sxc.hu)
Aby skutecznie realizować politykę wobec Rosji, należy najpierw zrozumieć skąd biorą się jej posunięcia na światowej szachownicy (Źródło: sxc.hu)

Najistotniejszym wydarzeniem w całym procesie dokonywującego się demontażu imperium sowieckiego była utrata rosyjskich wpływów na Ukrainie co przypieczętowała Pomarańczowa Rewolucja w 2004 roku. Polskie doświadczenie jasno definiuje ten stan rzeczy: Rosja bez Ukrainy nie jest w stanie stać się Imperium. Stwierdzenie takie pojawiające się co jakiś czas w paryskiej Kulturze kierowanej przez Jerzego Giedroycia stało się podstawą wschodniej polityki zagranicznej III RP wszystkich rządów. Wynika ono przede wszystkim z sytuacji geopolitycznej Rosji, która zabezpieczona na niemal wszystkich odcinkach swoich granic, w Europie Wschodniej dostrzega najniebezpieczniejszą dla siebie lukę, którą mogą wykorzystać jej potencjalni wrogowie. Od północy chroni ją wieczna zmarzlina, ze wschodu Pacyfik, od strony granicy z Chinami tajga i pustkowia Syberii. W końcu granica Rosji z wolna opiera się o grzbiety Himalajów. Niewielka luka niezabezpieczona przez przyrodę, otwierająca się na Afganistan często motywowała Rosjan do ekspansji w tym kierunku. Pozostaje ona niebezpieczna ze względu na obecność wojsk USA w tym regionie, zbyt uwikłanych jednak w walkę z Talibami i problem pogrążającego się w chaosie Pakistanu. Przed Iranem chronią prawosławne imperium wody Morza Kaspijskiego, przed Turcją niedostępny Kaukaz.

Tylko tereny Europy wschodniej stanowią dla Rosji niebezpieczeństwo. To właśnie niziną środkowoeuropejską pędziły niegdyś wojska Napoleona i Hitlera. George Friedman w książce „Następne sto lat” postrzega całość rosyjskiej polityki zagranicznej właśnie przez pryzmat tej nieobronnej luki w geopolitycznym położeniu Rosji. Skoro nie istnieją naturalne przeszkody powstrzymujące ewentualnych agresorów należy przesunąć granice bądź strefy wpływów maksymalnie w kierunku zachodnim. Już w średniowieczu Moskwa podświadomie realizowała ten program „zbierając ziemie ruskie” znajdujące się pod panowaniem Litwy. Budowa takiego buforu geopolitycznego zawsze była niezwykle istotna dla Rosjan, pozwalała bowiem oddalić działania wojenne od rosyjskiego hinterlandu, obszaru- zaplecza dostarczającego surowce i sprzęt . Jego brak zaowocował oszałamiającymi sukcesami III Rzeszy w czasie II wojny światowej (bezpośrednia granica z III Rzeszą po rozbiorze Polski). Powyższa koncepcja była realizowana, z różnym skutkiem od rozbiorów Rzeczpospolitej Obojga Narodów, po utworzenie NRD. Ekspansja na zachód jest koniecznością geopolityczną Rosji.

Czy mamy się zatem czego obawiać? Owszem Polska jest członkiem NATO i UE, jednak jak pokazują wydarzenia, nawet nasi politycy nie dowierzają w skuteczność tych gwarancji. Zbyt wiele razy poświęcano sprawy polski na rzecz nowo powstających konstelacji politycznych by wspomnieć tylko rozbiory, Kongres Wiedeński, System Jałtański. Ludwik Dorn sugeruje w książce „Rozrachunki i Wyzwania”, że zapobiegliwość polskich władz, w szczególności zaś prezydenta Lecha Kaczyńskiego o amerykańską tarczę antyrakietową i to pomimo braku realnych korzyści dla Polski wynikała z chęci pozyskania geopolitycznego straszaka. Stan polskiej armii nie był na tyle satysfakcjonujący by mogła ona powstrzymywać agresora do czasu przybycia sił NATO.

Friedman twierdzi, że Rosja będzie starała się odzyskiwać swoje wpływy na terenie byłego ZSRR, a poza jego obszarem będzie wywierała presję za pomocą eksportowanych do Europy źródeł energii. Ostatnią fazą będzie próba skłócenia ewentualnych wrogich dla Rosji sojuszy i budowa własnego bloku sprzymierzeńców zaczynając od Białorusi, z którą już dziś Rosja tworzy ZBiR (Związek Białorusi i Rosji). Scenariusz ten wybiegający w pierwsze dekady XXI wieku wydaje się możliwy, w pewnym sensie jest nawet realizowany. Niedawna wojna w Gruzji nie doprowadziła do ostatecznego podporządkowania tego kraju, choć udało się Moskwie utworzyć przyczółki do dalszej ekspansji na Kaukazie w Osetii Północnej i Abchazji. Również Armenia wydaje się być zainteresowana współpracą z Rosją w ramach WNP. Podporządkowanie sobie Kaukazu ma ogromne znaczenie w kwestii dywersyfikacji dostaw ropy i gazu dla Europy. Rejon ten może stać się kluczowym punktem zapalnym XXI wieku. Nie ma oczywiście mowy o aneksjach w stylu XIX wiecznym, pokazała to doskonale izolacja międzynarodowa nowych quasi-państw na arenie międzynarodowej, niemniej Rosja wydaje się umacniać w tym rejonie. Trend ten z pewnością będzie narastał w pierwszych dekadach XXI wieku.

Kluczowym kierunkiem rosyjskiej ekspansji stanie się jednak Europa Wschodnia, szczególnie najbardziej zrusyfikowane i niestabilne państwa regionu – Białoruś i Ukraina. Wynika to jak już wspomniałem z geopolitycznej konieczności przed jaką stanęła Rosja po upadku ZSRR. O ile integracja z Białorusią będzie prawdopodobnie postępować z czasem, o tyle sytuacja Ukrainy nie jest do końca oczywista. Rosja zręcznie rozgrywała antagonizm pomiędzy zachodem i wschodem tego kraju, pomiędzy postpomarańczowymi frakcjami politycznymi kierowanymi przez prezydenta Juszczenkę i premier Tymoszenko. Jak zachowa się nowy prezydent Ukrainy, Wiktor Janukowycz, pozostaje wielką niewiadomą. Dawniej popierany przez Kreml dziś zapowiada swoją pierwszą wizytę zagraniczną w Brukseli. Co ciekawe na jego zaprzysiężeniu nie pojawi się ani prezydent ani premier Rosji.

Bigos polityczny na Ukrainie może doprowadzić do stanu permanentnej anarchii, niemniej można zaobserwować kilka pozytywnych wydarzeń, które miały miejsce w ostatnim czasie. Prawdopodobnie umowa dotycząca stacjonowania floty czarnomorskiej na Krymie nie zostanie przedłużona, co bardzo osłabi Rosję w basenie morza Czarnego. Alternatywą może być baza w Syrii, zresztą rozmowy na ten temat są prowadzone, ale z geopolitycznego punktu widzenia będzie to wielkie osłabienie Kremla w rejonie południowo-zachodnim (ostatnim przyczółkiem w tym rejonie pozostanie separatystyczne Naddniestrze, w którym stacjonują rosyjskie siły).

Choć nie udało się zbudować spójnej ukraińskiej ideologii spajającej podzielony kraj, to zaczynem takowej może być podejście elit ukraińskich do kwestii wielkiego głodu na Ukrainie, jak twierdzi ukraiński historyk Jarosław Hrycak. Powoli narasta też we władzach w Kijowie potrzeba integracji z NATO i UE. Czy Rosja podporządkuje sobie Ukrainę? Jest to dziś wielka niewiadoma. Z punktu widzenia Polski i koncepcji Międzymorza lansowanej przez Giedroycia (czyli budowy bloku sprzymierzonych państw na pomoście lądowym pomiędzy morzem Bałtyckim i Czarnym) byłaby to tragedia. Podporządkowanie sobie przez Rosjan Białorusi wydaje się być kwestią czasu, a wtedy zwiększenie długości bezpośredniej granicy polsko-rosyjskiej z pewnością zaogni wzajemne relacje obu państw. Rosyjskie parcie na zachód z pozoru agresywne jest w istocie posunięciem defensywnym, wymogiem geopolitycznym, który domaga się zabezpieczenia odsłoniętej wschodniej flanki tego państwa. Skoro taki jest wymóg, to jakiego adwersarza możemy się spodziewać w najbliższych dziesięcioleciach?

Problemem będzie struktura demograficzna naszego wschodniego sąsiada. Dziś Federację zamieszkuje 141 milionów obywateli, w 2025 roku jeżeli trendy demograficzne utrzymają się na obecnym poziomie będzie ich już tylko 130 milionów. Większym problemem okazuje się jednak zmieniająca się struktura etniczna Rosji. W 2005 roku udział muzułmanów w ogóle społeczeństwa tego kraju wynosił 14%, przy obecnych tendencjach w 2030 będzie ich 19% a w 2050- 23%. Czy Rosji grozi wieloetniczność i powolna atrofia? Z pewnością Kreml będzie próbował utrzymać spójność państwa, jednak spadek ilości rekrutów, w szczególności prawosławnego Słowianina bardzo to utrudni. Być może Rosja stanie się „autorytarnym, nacjonalistycznym państwem naftowym (petro-state) lub nawet dyktaturą”, jak prognozuje scenariusz Narodowej Rady Wywiadu USA? Autorytarny system sprawowania władzy prosperuje przecież w Rosji przynajmniej od podboju Nowogrodu Wielkiego w XV wieku. Wielu historyków, jak urodzony w Cieszynie i reprezentujący „polski” punkt widzenia na sprawy rosyjskie Richard Pipes twierdzi, że jest on częścią natury Rosjan jako narodu. Nie należy więc raczej oczekiwać w najbliższej przyszłości demokratyzacji tego kraju – chyba, że prawdziwą okaże się teoria Francisa Fukuyamy przedstawiona w jego słynnym „Końcu Historii”, a tryumf demokracji liberalnej na świecie będzie w perspektywie czasu zupełny. Fukuyama doszukiwał się u podstaw swojej teorii niestałości systemów autorytarnych i dyktatur w braku legitymizacji władzy. Ta w Rosji zawsze była silna i nawet sporadyczne przebłyski społeczeństwa rosyjskiego takie jak obrona Jelcyna w czasie komunistycznego puczu oraz realizacja koncepcji „małej Rosji” w 1991 roku nie psuje tu obrazu całości.

Wiele będzie, zależało także od zasobów finansowych Rosji, te z kolei ze względu na charakter gospodarki tego państwa są prostą wykładnią cen ropy i gazu. Pieniądze i model rządów mogą okazać się ostatnią rzeczą spajającą Trzeci Rzym. Należy jednak pamiętać, że świat z jednobiegunowego staje się wielobiegunowy, nie tak jak wieścili to do niedawna politolodzy – innymi słowy nie będzie to świat równorzędnych mocarstw. Prawdopodobnie USA zachowają swoją naczelną rolę – nie tak wielką jednak jak kreślona przez Petera Bendera wizja Ameryki, jako nowego Rzymu. Stanom będą towarzyszyć dość niezależne ośrodki siły, które możemy nazwać mocarstwami regionalnymi. Właśnie w tym modelu Rosja może się realizować. Swoistym memento, które powinno nam przyświecać we wszelkich analizach geopolitycznych dotyczących Rosji mogą być słowa Anglika Halforda Johna Mackindera: „kto rządzi Europą Wschodnią (Europą rosyjską), włada sercem kontynentu. Kto rządzi sercem kontynentu, włada światową wyspą (Eurazją). Kto rządzi światową wyspą, włada światem”.

Piotr A. Maciążek

Bibliografia: Peter Bender, Ameryka Nowy Rzym, Wydawnictwo Sic, Warszawa 2004 | George Friedman, Następne sto lat, Wydawnictwo AMF 2009 | Francis Fukuyama, Koniec Historii, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009 | Amelia Łukasik, Agnieszka Rybak, Rozrachunki i Wyzwania, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2009 | Leszek Sykulski, Geopolityka- Słownik Terminologiczny, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009 | Świat w 2025 roku- scenariusz Narodowej Rady Wywiadu USA, Wydawnictwo AlfaSagittarius, Kraków 2009.