Zamach na moskiewskie metro – co się dzieje?

W poniedziałkowy poranek doszło do ataku terrorystycznego w moskiewskim metrze – na dwóch stacjach, Łubianka i Park Kultury. Według doniesień – nie żyje co najmniej 37 osób, a 65 jest rannych, przy czym w większości są to obrażenia zagrażające życiu. Liczba ofiar zamachu niemal na pewno wzrośnie.

Stacja metra Łubianka: kwiaty pozostawione w hołdzie ofiarom ataków z poniedziałku 29 marca 2010 (Xinhua/Lu Jinbo)

Od razu rozpoczęły się spekulacje: kto może stać za tym zamachem? Pojawiły się również inne pytania – dlaczego ładunków nie zdetonowano tak, by kilkakrotnie zwiększyć liczbę ofiar? Ataki terrorystyczne na metro nie są też nadzwyczaj innowacyjnym pomysłem, dlatego jest ono chronione w pierwszej kolejności. Przypomnieć wypada tutaj dwa takie zamachy – zorganizowane przez sektę Aum Shinrikyo w tokijskim metrze, w 1995 roku (12 zabitych i ponad 3 tysiące rannych) oraz atak na londyńskie metro z 2005 roku (52 zabitych, blisko 700 rannych). W pamięci mamy również atak z 2004 roku na podmiejskie pociągi zmierzające do Madrytu. Efekt: prawie 200 zabitych oraz około 2 tysięcy rannych. W porównaniu z Madrytem i Londynem, zamach w Moskwie był zatem czymś na znacznie mniejszą skalę.

Kto za tym stoi?

Od razu pojawiły się dwie hipotezy. Pierwsza z nich jest oficjalnym rosyjskim stanowiskiem. Przeprowadzone zostanie śledztwo, ale znaleziono ciała dwóch szachidek, prawdopodobnie odpowiedzialnych za atak. To będzie główny trop. Ponadto, kaukascy islamiści przez cały czas odgrażali się, iż swoje operacje przeniosą poza teren Kaukazu. W listopadzie 2009 roku w zamachu na pociąg “Newskij Ekspress” zginęło 29 osób. Rosjanie uznali odpowiedzialność islamistów, a w marcu ogłosili, iż dopadli część z nich w Inguszetii.

Rzeczywiście, na terenie Federacji Rosyjskiej działają takie ugrupowania i do atakowania specjalnie ich namawiać nie trzeba. Uzbrojenie i wyszkolenie dwóch szachidek oraz wysłanie ich do Moskwy nie jest też czymś niemożliwym do zorganizowanie. Służby rosyjskie nie są przecież w stanie skontrolować wszystkich osób przyjeżdżających lub przebywających stale na terenie Moskwy, a pochodzących np. z Kaukazu. Nie po raz pierwszy wykorzystano by kobiety do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego. Trzeba podkreślić ograniczony zasięg tego ataku – ofiar śmiertelnych mogło być dużo więcej. Podobnie było w przypadku ataku na WTC. Po pierwsze, służby wiedziały o takiej możliwości, ale nie umiały mu zapobiec, a po drugie, ta sama operacja, przeprowadzona o inny sposób, mogłaby przynieść więcej ofiar.

Druga hipoteza, która nieśmiało zaczęła się pojawiać, zakłada, że ataku dokonali sami Rosjanie, w ramach rozgrywek wewnętrznych, dążąc do ponownego zaostrzenia kursu i posiadania doskonałego pretekstu do posprzątania np. w Dagestanie. Wskazuje się też fakt, iż zamach przeprowadzono przy siedzibie FSB, co – gdyby było dziełem islamistów – byłoby totalną kompromitacją rosyjskiego wywiadu.

Należy poczekać na więcej faktów i pierwsze działania władz rosyjskich. One nam dużo powiedzą – Rosjanie często posługują się prowokacją. Jeżeli jednak zakładałbym jakikolwiek udział rosyjski to na podobnej zasadzie, co amerykański w ataku na WTC – totalna nieudolność prowadząca do śmierci cywilów. Pytanie brzmi, czy celowa? Można by to traktować jako bierną formę pomocy.

Wyróżnić należy kilka argumentów przeciw tezie, że stoją za tym sami Rosjanie.

Po pierwsze, nie trafia do mnie uwaga, iż specjalnie została ograniczona liczba ofiar, co może wskazywać na działanie rosyjskiego wywiadu (zwłaszcza teraz, gdy odnaleziono kolejny ładunek) Jestem przekonany, że gdyby operację przeprowadzili Rosjanie, nie braliby liczby ofiar pod uwagę, a nawet mogliby dążyć do jej zwiększenia, by potem tacy ludzie jak ja nie pisali, iż to mały zamach, w porównaniu z tymi w Madrycie i Londynie. Rosjanie, przy okazji “odbijania” zakładników w Biesłanie i na Dubrowce, pokazali, iż życie cywilów nie jest ważniejsze od celów politycznych władz, czyli “rozprawienia się z terrorystami”, a zasadę “żadnych rozmów z terrorystami” traktują – dosłownie i w przenośni – zabójczo poważnie.. W tym drugim przypadku, w czasie szturmu zginęło kilka razy więcej zakładników niż terrorystów (a tych było 40). Znowu zadać należy sobie tylko pytanie, czy Rosjanie mogli temu zapobiec?

Po drugie – jeśli Putin z Miedwiediewem szukaliby pretekstu samego w sobie, do zdecydowanych działań na Kaukazie albo czystki w służbach, nie potrzebowaliby takiego zamachu. Co prawda, jest efektowny, bo w metrze moskiewskim, ale o ograniczonym zasięgu. Idealnym pretekstem do realizacji w/w celów byłby już zamach bombowy na “Newskij Ekspress”, chociaż niemalże na pewno władze rosyjskie wykorzystają atak do realizacji swoich celów (o czym niżej).

Po trzecie – nie jestem przekonany co do tego, iż w obecnej sytuacji politycznej Rosji, kompromitacja służb specjalnych była tym, co jest Moskwie niezbędne do szczęścia. Władza jest niezagrożona, a apele obrońców praw człowieka, Unii Europejskiej itd, trafiają do kosza.

Kto zatem skorzysta na zamachu?

Nie skorzystają na pewno islamiści, bo niezależnie od tego, czy byli organizatorami, czekają ich ciężkie dni. Zamachy ani nie spowodują, że władze rosyjskie się wycofają stamtąd, ani nie poprawią sytuacji mieszkańców np. Dagestanu czy Inguszetii, a wręcz przeciwnie.

Sytuację na pewno wykorzystają władze rosyjskie. Car-szeryf, Władimir Putin, ponownie będzie mógł działać w swoim żywiole. Wraz z prezydentem Miedwiediewem zapowiedzieli ostrą reakcję na te wydarzenia. Znowuż, w razie problemów, jest idealny pretekst do kolejnych “operacji antyterrorystycznych” na Kaukazie, a że jednocześnie łatwiej będzie kogoś wpasować w definicję terrorysty? Odciąga się uwagę opinii publicznej od innych problemów, które nie omijają Rosjan – teraz władze mają im zapewnić bezpieczeństwo. Prezydent z premierem będą mogli sobie też z większą swobodą zmieniać prawodawstwo, a jeśli będzie to niezbędne – również dokonać czystki w MSW i FSB.