USA: Demokraci w sprawie reformy zdrowotnej grają va banque

Ponad rok po rozpoczęciu debaty o reformie opieki zdrowotnej, Demokraci i prezydent Obama znajdują się w sytuacji gracza, który może już tylko postawić wszystko na jedną kartę. Sukces nie jest jednak pewny a konsekwencje porażki – niezwykle dotkliwe.

Zdjęcie: hacer.org
Zdjęcie: hacer.org

Po szczycie Demokraci-Republikanie poświęconemu reformie  o którym pisałem dwa tygodnie temu, sytuacja na froncie walki o reformę zdrowotną nie uległa większej zmianie. Szczyt nie był przełomem dla Obamy, i zakończył się patem: GOP i Demokraci przedstawili własne argumenty, żadna ze stron nie ustąpiła ani na krok. Obama zgodził się jednak – dla czystego sukcesu wizerunkowego – przemyśleć  kilka mniejszych  propozycji legislacyjnych GOP, m.in. dotyczących zwalczania zbędnych wydatków w systemie zdrowotnym.

W takiej sytuacji Demokraci zaczęli zdawać sobie sprawę, że fiasko całego projektu reformy będzie miało dla nich konsekwencje znacznie gorsze niż przyjęcie mało popularnej ustawy. Takie fiasko oznacza, że Obama i Kongres przez rok nie osiągnęli nic – zamiast zajmować się np. bezrobociem. Przyjęcie ustawy, która da konsumentom w systemie zdrowotnym kilka natychmiastowych korzyści, da Demokratom przynajmniej szanse powiedzenia, że udało się “cokolwiek” osiągnąć. Co więcej, największe firmy ubezpieczeniowe akurat w tym momencie zapowiedziały podwyżki cen, co dało Demokratom dodatkowe argumenty, co wraz z innymi sprzyjającymi zbiegami okoliczności – które ładnie podsumowuje Marc Ambinder – umożliwiło ostateczną ofensywę Białemu Domowi.

Jednak plan – którego jeden z wariantów chcę opisać – najeżony jest wieloma trudnościami.

Oto obecna sytuacja: Izba i Senat przyjęły własne wersje ustawy. Wersja Izby jest bardziej lewicowa, wersja Senatu – nieco bardziej konserwatywna, z jednym kluczowym wyjątkiem, o którym poniżej. Ciekawostka: propozycja GOP reformy zdrowotnej z 1993 r. jest niemal identyczna z obecnym planem Obamy (!).

Ponieważ w Senacie Demokraci stracili tzw. superwiększość, która umożliwiała im przełamywanie obstrukcji GOP, a Demokraci w Izbie nie zgadzają się na przyjęcie wersji Senackiej bez poprawek, jedyne wyjście to zastosowanie manewru, zwanego reconcillation. Najprościej rzecz ujmując:

  1. Izba Reprezentantów przyjmuje Senacką wersję reformy zdrowotnej.
  2. Izba przyjmuje osobną ustawę, w której zawarte są poprawki.
  3. Senat przyjmuje tą drugą ustawę, za pomocą reconcillation czyli procedury, która umożliwia przegłosowywanie ustaw za pomocą większości 50+1 głosów. Tyle głosów Demokraci zdobędą bez problemu – jest ich w Senacie 59.
  4. Obama podpisuje obie ustawy. Sukces!

Są jednak dwa kluczowe problemy związane z tą drogą.

Po pierwsze, jak już wspomniałem, senacka wersje ustawy jest nieco bardziej konserwatywna niż ta przyjęta przez Izbę. Nie zawiera np. opcji rządowej (public option) czyli zapisu wprowadzającego rządową firmę ubezpieczeniową, która miałaby rywalizować z prywatnymi ubezpieczycielami. Ale w wersji senackiej zakazy dotyczące rządowych subsydiów dla aborcji (w dużym skrócie mówiąc) są nieco mniej rygorystyczne niż te w wersji Izby. W Izbie bowiem, Bart Stupak – konserwatywny Demokrata – zażądał wprowadzenia bardzo rygorystycznego języka, uniemożliwiającego rządowe wsparcie aborcji. Bez jego poparcia (i kilkunastu Demokratów o podobnych poglądach) reforma nie zostałaby przegłosowana już w tamtym roku.

Teraz Stupak powrócił ze swoimi żądaniami. Nie zgadza się na język senackiej wersji, i grozi, że 12 Demokratów zagłosuje wraz z nim przeciw w finalnym głosowaniu. Wtedy cała ustawa przepadnie. Jednak przyjęcie korzystnych dla niego zapisów w ustawie “poprawkowej” jest niemożliwe. Reconcillation dotyczy tylko spraw zmieniających zapisy związane z budżetem. Aborcja nie przeszłaby specjalnego testu, i zostałaby odrzucona z ustawy. Nie da się więc przyjąć zapisów korzystnych dla Stupaka i jego dwunastki.

Drugi problem wiąże się z tym, iż sam proces w Senacie, związany z reconcillation może okazać się niezwykle długi i bardzo trudny dla Demokratów. Republikanie zapowiadają, że będą – dzięki pewnemu trikowi – proponować dosłownie tysiące poprawek, wydłużając cały proces.

Droga do końcowego sukcesu jest niezwykle wyboista. Jeśli w marcu nie uda się rozwiązać wyżej wymienionych problemów, rok debaty o reformie pójdzie na marne a Obama otrzyma cios, z którego może się nigdy nie podnieść politycznie.

Michał Kolanko