Szczyt Miedwiediew-Sarkozy, czyli uprzywilejowanego partnerstwa pomiędzy Moskwą i Paryżem ciąg dalszy

Prezydent Francji, Nicolas Sarkozy (z lewej), i prezydent Rosji, Dimitrij Miedwiediew (z prawej), zacieśniają współpracę polityczno-wojskową (Zdjęcie: Xinhua.net)
Prezydent Francji, Nicolas Sarkozy (z lewej), i prezydent Rosji, Dimitrij Miedwiediew (z prawej), zacieśniają współpracę polityczno-wojskową (Zdjęcie: Xinhua.net)

We wtorek zakończyła się wizyta prezydenta Rosji Miedwiediewa w stolicy Francji. Sarkozy mógł w końcu zaprezentować się jako mąż stanu, którego kraj wraca z podniesioną głową do światowej polityki i rozmawia z największymi tego świata o globalnych problemach jak równy z równym. Wizyta ta jednak miała charakter o wiele bardziej złożony i należy ją rozpatrywać w aspekcie szerszym niż bilateralny, zwracając uwagę na nową jakość w stosunkach Paryża z Moskwą. Sarkozy próbuje umiejętnie kształtować relacje z Rosją, a skuteczność tej polityki będzie miała wpływ na sytuacje wewnętrzną zarówno w Unii Europejskiej (stosunki z Niemcami), jak i w NATO (stosunki z USA i państwami nadbałtyckimi oraz Gruzją).

Pierwszy wniosek jaki może wyciągnąć postronny obserwator odbytego szczytu to zmiana agendy we wzajemnych relacjach pomiędzy Francją a Rosją. Dwie główne nici porozumienia (próba budowania sojuszu antyamerykańskiego i budowa multipolarnego świata), które wyznaczały ton wzajemnych relacji w czasach Chiraca i Putina, okazały się naiwnymi postulatami szybko zweryfikowanymi przez rzeczywistość. Wzajemne stosunki szybko straciły swój blask z 2003 roku (atak USA na Irak), a atencja Moskwy skupiła się całkowicie na Berlinie. Nie dziwił więc niepokój jaki pojawił się we francuskich kręgach politycznych, które coraz mniej łaskawym wzrokiem spoglądały na rodzący się nowy sojusz niemiecko-rosyjski. Wraz z nastaniem ery Sarkozy’ego nastąpiły starania odideologizowania wzajemnych relacji i oparcia ich na pragmatyzmie, którego podstawy stanowić miała współpraca ekonomiczna, energetyczna i wojskowa. Nowa polityka Paryża zaczęła szybko przynosić efekty. Francuskie inwestycje w Rosji wyniosły 10 mld (więcej niż USA), a wzajemna wymiana handlowa zwiększyła się o 25% procent od 2006. Paryż aktywnie włączył się w promowanie projektu energetycznego South Stream, a energetyczna spółka EDF stała się współudziałowcem konsorcjum odpowiedzialnym za jego budowę. Ukoronowaniem współpracy energetycznej są umowy zawarte w czasie ostatniej wizyty, według których Gazprom odsprzeda francuskiej firmie GDF-Suez 9% akcji spółki North Stream. W ten sposób Paryż stanie się jedynym państwem w Unii Europejskiej posiadającym udziały w obu energetycznych projektach i niezaprzeczalnie jednym z najwierniejszych adwokatów rosyjskiej polityki w Brukseli.

Wzajemna pomiędzy oboma krajami wykracza jednak poza kwestie stricte energetyczne i ekonomiczne, a swoistą „wisienką na torcie” miało być zawarcie porozumienia dotyczącego sprzedaży Mistrali. Ta 199-cio metrowa jednostka morska jest zdolna do przenoszenia czołgów i helikopterów i według wielu może zmienić układ sił na rosyjskich obszarach przygranicznych. Jednym z regionów, zaniepokojonym tym porozumieniem są kraje nadbałtyckie, których bezpieczeństwo może być narażone w świetle braku kompleksowych planów obrony w obrębie NATO. Drugim jest Morze Czarne, gdzie nowe jednostki mogą odgrywać rolę w przypadku hipotetycznego konfliktu o Krym (umowa dzierżawy wygasa w 2017). Wydaje się jednak, że obawy te są nieracjonalne, a wielu ekspertów zwraca uwagę, że Moskwa musiałaby zainwestować ogromne pieniądze w dodatkowe uzbrojenie i systemy, aby nowe jednostki w pełni mogły wykorzystać swoje możliwości. O ile jednak militarne konsekwencje podpisania umowy wydaje się mocno ograniczone, o tyle ich polityczny aspekt może być znaczący. Sprzeciw małych krajów nadbałtyckich może być zignorowany przez Paryż, jednakże obiekcje Stanów Zjednoczonych, choć umiejętnie tonowane, są wszystkim powszechnie znane. Gdyby porozumienie doszło do skutku, byłby to pierwszy przypadek transferu technologii z państwa NATO do Rosji w historii, a fakt ten mógłby niekorzystnie wpłynąć na stosunki francusko-amerykańskie. Nie dziwi więc fakt, iż postępy w negocjacjach rzadko wychodzą na światło dzienne, a sama umowa jest często bagatelizowana przez przywódców Rosji i Francji.

Ostatnia wizyta Miedwiediewa we Francji pokazuje, że Sarkozy dąży do zbudowania strategicznego partnerstwa z Rosją. Warto jednak pamiętać, że zbliżenie we wzajemnych relacjach jest poniekąd efektem sprzyjającej postawy Sarkozy’ego dla interesów rosyjskich podczas mediacji w konflikcie gruzińskim. Nie dziwi więc fakt, że wiele państw Europy Środkowo-Wschodniej krytycznie spogląda na politykę Paryża względem Moskwy w zakresie współpracy wojskowej. Jednocześnie Kreml skutecznie wykorzystuje te niepokoje do swojej strategii ‘divide et impera’ i zwiększa swoje wpływy w Brukseli. Polityka Paryża jak do tej pory jest skuteczna, choć Sarkozy musi pamiętać, że Rosja ma wielu adwokatów w Unii Europejskiej i oczekuje od nich lojalności. W przeciwnym razie Kreml bardzo elastycznie interpretuje wzajemne ustalenia, o czym najlepiej przekonała się Wielka Brytania, kiedy w 2006 popadła w niełaskę. Jeśli prezydent Francji chce skutecznie rywalizować z Berlinem o jak najlepsze stosunki z Moskwą powinien wystrzegać się gry va banque i zrażania swoją polityką innych krajów, w przeciwnym razie może stracić swoją niedawno odzyskaną pozycję na arenie międzynarodowej.

Emil Zacharczuk