Kurdowie: przeklęci przez los

Fakt, że dwudziestotrzymilionowy naród kurdyjski nie posiada własnej państwowości, jest największym wyrzutem sumienia współczesnego świata.

Mapa wycinka Bliskiego Wschodu z zaznaczonym na niej Kurdystanem oraz obecnymi granicami państw (źródło: metin.typepad.com)
Mapa wycinka Bliskiego Wschodu z zaznaczonym na niej Kurdystanem oraz obecnymi granicami państw (źródło: metin.typepad.com) - KLIKNIJ BY POWIĘKSZYĆ -

Kurdowie zamieszkują Kurdystan, który leży w południowo-zachodniej Azji. Obszar ten nie stanowi jednak państwa, lecz jest terenem podzielonym między Iran, Turcję, Irak i Syrię. Kurdowie się jednak nie poddają. W opozycji do bliskowschodnich państw, uznają siebie za naród.

Mimo iż żadne „goszczące” społeczeństwo nie darzy Kurdów sympatią, najciężej mają na terytorium Turcji. W traktacie pokojowym podpisanym przez państwa Ententy z Turcją 10 sierpnia 1920 roku w Sevres przewidziano powstanie autonomicznego Kurdystanu, jednak Turcja nigdy nie ratyfikowała tego traktatu, a w kolejnych latach siły nacjonalistyczne Kemala Ataturka zajęły terytoria kurdyjskie i nie uznawały odrębnej tożsamości Kurdów.

W efekcie, w 1974 roku z inicjatywy Abdullaha Ocalana powstała Partia Pracujących Kurdystanu, odwołująca się do ideologii komunistycznej i stawiająca sobie za cel doprowadzenie do niepodległości Kurdystanu. Po okresie konsolidacji poparcia na terenach zamieszkiwanych przez Kurdów, PPK przystąpiła do walki. Trwała ona od 1984 roku do 1999 roku i pochłonęła około 37 tys. osób.

W sierpniu 2002 roku nastąpiła odwilż w relacjach kurdyjsko-tureckich. Parlament w Ankarze zalegalizował audycje radiowe i telewizyjne w języku kurdyjskim i zezwolił na nauczanie języka kurdyjskiego. Dodatkowo, w czerwcu 2004 roku z więzienia zwolniona została najbardziej znana kurdyjska polityk, Leyla Zana. Kurdom to jednak nie wystarczyło i wznowili kampanię zbrojną. Walki w południowo-zachodniej Turcji były na tyle silne, że 17 października 2007 roku turecki parlament udzielił rządowi rocznego zezwolenia na operacje militarne na terytorium północnego Iraku. Do akcji przystąpiły tureckie siły specjalne i lotnictwo bojowe, starcia jednak nie ustawały. Najpierw 9 żołnierzy tureckich zginęło w wyniku wybuchu bomby przydrożnej w prowincji Erzincan, potem 17 żołnierzy tureckich i 23 rebeliantów zginęło w potyczce koło Semdinli w prowincji Hakkari.

Pozory normalności

W obliczu zaistniałej sytuacji, prezydent Turcji Abdullah Gul oświadczył, że jest gotów zaprowadzić pokój w regionach kurdyjskich. Niedługo potem rząd Tayyipa Erdogana oficjalnie przedstawił parlamentowi w Ankarze plan reform zmierzających do poszerzenia praw Kurdów, zakładający m.in. całkowite zezwolenie na używanie języka kurdyjskiego w mediach oraz przywrócenie starych kurdyjskich nazw miast na terenach z większością kurdyjską.

Wielu analityków nie wierzy jednak w obecną odwilż i przestrzega, że Ankara nie zrezygnuje z ostatecznego wyeliminowania PPK z kurdyjskiego krajobrazu politycznego. Co ciekawe, do realizacji tego celu zaprzęgnięta jest nie tylko armia. W połowie grudnia 2009 roku turecki Trybunał Konstytucyjny podjął decyzję o rozwiązaniu Demokratycznej Partii Społecznej. Było to jedyne ugrupowanie legalnie reprezentujące mniejszość kurdyjską w tureckim parlamencie. Powodem decyzji sądu były powiązania DPS z Partią Pracujących Kurdystanu. Decyzja trybunału, która doprowadziła do ostrych zamieszek w południowo-wschodnich regionach kraju, obejmuje również zakaz wstępowania do innych partii politycznych, nałożony (na okres pięciu lat) na większość członków Demokratycznej Partii Społecznej. Kurdowie się jednak nie poddają. Osoby należące do zdelegalizowanego ugrupowania przyłączyły się do mało znanego stronnictwa Pokój i Demokracja. To już ósme (po Demokratycznej Partii Społecznej i wcześniejszych) polityczne wcielenie Partii Pracujących Kurdystanu, która po kolejnych delegalizacjach „niezależnych” kurdyjskich ugrupowań powołuje do życia następne.

Krzysztof Głowacki