Kalifat europejski

„Jeśli nastawienie Europy do własnych korzeni się nie zmieni, Europa się zislamizuje”

– Kardynał Miloslav Vlk, arcybiskup Pragi i prymas Czech

W swoich poglądach czeski hierarcha nie jest osamotniony. Zgadzam się z wypowiedzią kardynała. Europa odwróciła się od chrześcijaństwa, w związku z czym brak jej narzędzi instytucjonalnych i światopoglądowych, by przeciwstawić się zagrożeniu islamizacji – uważa prof. Ryszard Legutko. Co ciekawe, nie tylko ludzie o prawicowej proweniencji dostrzegają zagrożenie islamizacją. Swego czasu Oriana Fallaci w książce „Siła rozsądku” oświadczyła, że Europa staje się prowincją islamu.

Plakat autorstwa Buraka Duliera, tureckiego grafika, z roku 2005

Według publicystki dwa czynniki wpływają na ten proces. Pierwszy to „wypalenie się” chrześcijaństwa. Fallaci twierdziła, że Europejczycy stają się społeczeństwem postchrześcijańskim, które traci więzi ze swą tradycją i wartościami historycznymi. Nie były to dane wyssane z palca. Przez dwa ostatnie pokolenia liczba wierzących i praktykujących chrześcijan zmalała tak drastycznie, że niektórzy obserwatorzy nazywają Europę kontynentem bezreligijności. W Wielkiej Brytanii analitycy obliczają, że tamtejsze meczety gromadzą co tydzień więcej wiernych niż kościoły anglikańskie!

Drugim czynnikiem wspierającym islamizację Europy jest dramatyczny spadek liczby urodzeń. Aby zachować obecną liczbę ludności, każda kobieta powinna rodzić więcej niż dwoje dzieci. Niestety, w Unii Europejskiej wskaźnik rozrodczości wynosi 1,5 i nadal spada. Z danych Departamentu Spraw Ekonomicznych i Społecznych ONZ wynika, że za 50 lat liczba Europejczyków spadnie do 3/4 obecnego stanu, a za 100 lat – do połowy. Tymczasem populacja muzułmanów w Europie już oscyluje wokół 22 mln (nie licząc Turcji, w której liczba muzułmanów przekracza 68 mln ludzi). Liczba dwudziestu milionów jest zbliżona do liczby mieszkańców średniej wielkości państwa europejskiego, więc teoretycznie nie powinno się bić na alarm. W rzeczywistości jednak należy wziąć pod uwagę takie czynniki jak ujemny przyrost naturalny w Europie oraz rosnącą w szybkim tempie liczbę urodzin w społecznościach muzułmańskich. W Europie wyraźnie dodatni przyrost naturalny posiada jedynie Albania, która jest praktycznie… w całości muzułmańska.

Zdania podzielone

Europejscy konserwatyści twierdzą, że spadek populacji rdzennych mieszkańców Europy i jednoczesny napływ ludności arabskiej stanowią fizyczne zagrożenie dla zachodniej kultury. Odnajdują oni przyczyny tego kryzysu w wewnętrznej słabości Zachodu, w jego odejściu od cywilizacji chrześcijańskiej, w procesie laicyzacji, pacyfikacji i liberalizacji kultury. Tymczasem lewicowe elity nie uznają migracji islamskiej do Europy jako zagrożenia, ponieważ uważają, że cywilizacja europejska powinna opierać się na tolerancji, przestrzeganiu praw człowieka, wielości religijnej i kulturowej, poprawności politycznej oraz na pokojowej koegzystencji i braku dyskryminacji. O ile niektóre założenia tej koncepcji można uznać za szlachetne to, patrząc realistycznie, wydaje się ona zbytnio bezkrytyczna. Zakłada na przykład, że kultury przybywające do Europy zechcą poddać się zasadom liberalnym i przyjmą je jako swoje, odrzucając tym samym izolacjonistyczne i fundamentalistyczne elementy własnej kultury. To błąd, za który przyjdzie nam zapłacić dużą cenę.

Wahabizm za progiem

W Wielkiej Brytanii już widzimy niepokojące oznaki nowej „islamskiej asertywności”, z samozwańczymi przywódcami islamskimi potępiającymi wszystko, co uważają za obrazę islamu, domagającymi się specjalnego traktowania muzułmanów w szkołach, szpitalach i miejscach pracy oraz żądającymi zaakceptowania prawa szariatu do rozwiązywania sporów rodzinnych. To zjawisko nie jest jednak ograniczone do Wielkiej Brytanii. W szwedzkim Rosengard, tuż obok Malmö, 90 proc. kobiet zasłania twarze chustami. Etniczne kolonie powstają również w Danii.

Arabowie czują się na tyle silni, że jeśli nie otrzymują tego, o co żądają, dochodzi do zamieszek. Najlepszym tego przykładem były wydarzenia sprzed kilku lat we Francji. Islamiści bezkarnie palili samochody i niszczyli sklepy w kraju, który przyjął ich, dał mieszkania, pracę a także obywatelstwo. Co ciekawe, policja, w obawie przed oskarżeniami o rasizm, nietolerancję i ksenofobię, brała się do tłumienia zamieszek bardzo opieszale. Można sobie wyobrazić, co działoby się w jakimkolwiek kraju islamskim, gdyby chrześcijanie wywołali podobne rozruchy. W kraju arabskim nawet otwarcie Kościoła czy noszenie publicznie krzyża może być uznane za przestępstwo. Muzułmanie w Europie podlegają natomiast wszelkiego rodzaju ochronie i prawom antydyskryminacyjnym, są podmiotem wielu konwencji i deklaracji.

Co ciekawe, dla Arabów to wciąż za mało. Ostatnio domagają się nowych przywilejów, m.in. utworzenia specjalnych rad doradczych przy rządach ich goszczących; wydzielonych miejsc zamieszkania wyłącznie dla muzułmanów; wyłączenia części miejskich kąpielisk tylko dla kobiet; wykluczenia Hindusów i Żydów ze składu sądów, w sprawach dotyczących islamistów czy zmiany przepisów na temat hałasu, zezwalających na nadawanie przez głośniki ad hanu.

Polityczna poprawność górą

Mając to wszystko na uwadze, pod koniec ub. r. Szwajcarzy podjęli niezwykle ważną decyzję. Otóż, ponad 57 proc. mieszkańców Szwajcarii w referendum opowiedziało się za zakazem budowy minaretów, za czym postulowała prawicowa Szwajcarska Partia Ludowa. Warto podkreślić, że na 26 szwajcarskich kantonów tylko 4 sprzeciwiły się zakazowi. Wynik referendum okazał się wielkim szokiem dla wszelkiej maści lewicowców i wyznawców poprawności politycznej, którzy korzystając z „wiarygodnych” sondaży byli pewni, że zakaz budowy minaretów zostanie odrzucony.

Szwajcarskie „nie” dla islamizacji Starego Kontynentu może jednak nie wystarczyć. Zachodnie elity są otwarcie antychrześcijańskie i proislamskie. Nie przeszkadzają im wezwania imamów do mordowania niewiernych, zabójstwo Theo van Ghoga i Pima Fortuyna, płonące ambasady krajów europejskich i ich flag po opublikowaniu karykatur Mahometa. Akceptują całkowicie sprzeczne z wartościami demokratycznymi dyskryminację kobiet w islamie czy infibulację dziewczynek, nazywając to eufemistycznie „odmiennościami kulturowymi”. Jednocześnie piętnują Polskę czy Maltę za zbyt restrykcyjne przepisy dotyczące aborcji i rozwodów. Jakby tego było mało, wściekle atakują Kościół Katolicki mimo, że ten wspiera demokrację i prawa człowieka. Wizycie papieża Benedykta XVI we Francji towarzyszyły protesty muzułmanów i lewaków, którzy posunęli się do profanacji pomnika Jana Pawła II w Ploermel.

Pogrzebane nadzieje

Sposobem na zatrzymanie islamizacji Starego Kontynentu jest przyjęcie imigrantów spoza świata muzułmańskiego. Latynosi jako chrześcijanie pozwoliliby Europie utrzymać historyczną tożsamość, a Hindusi i Chińczycy przyczyniliby się do większego zróżnicowania kulturowego, co osłabiłoby dominację islamu. Niestety, wszystko wskazuje na to, że islamizacja Europy nastąpi, bo Europejczycy uważają rodzenie dzieci, zahamowanie nielegalnej imigracji czy zróżnicowanie źródeł pochodzenia imigrantów za zbyt trudne. Zamiast działać, wolą poddawać się cywilizacyjnemu uwiądowi.

Krzysztof Głowacki