Gra w statki na Półwyspie Koreańskim: wojny nie będzie

Trafiony-zatopiony. Korea Północna zatopiła na spornym obszarze morskim okręt Korei Południowej. To znaczy, spekuluje się, iż mogła tego dokonać KRL-D, bo jak nie oni, to kto? Inna sprawa, że “sporny obszar” to w sumie cała Korea.  Obiekt, po zniszczeniu okrętu, miał odpłynąć w stronę Korei Północnej. W odwecie, podobno, ostrzelano bliżej nieokreśloną jednostkę północnokoreańską.

To tak, jak z informacjami podawanymi przez “Radio Erewań”. Spory na granice chińsko-radzieckiej, Chińczycy ostrzelali pracujące w polu sowieckie kombajny. W odpowiedzi, kombajny odpowiedziały ogniem rakietowym i odleciały w kierunku Moskwy. Na chwilę obecną, mamy zbyt mało informacji. Koreańczycy z południa już wiedzą co się stało – teraz pozostaje tylko kwestia tego, jak zareagują. Gdyby to był zwykły wypadek, z pewnością szybko zostało by to ogłoszone.

Jeżeli okaże się, iż okręt został storpedowany przez Koreę Północną, to ciężko będzie to wytłumaczyć pomyłką. Larum podniosło się jednak takie, jakby zaraz miała wybuchnąć wojna. Nic z tego…

Jakby nie patrzeć, Kim Dzong Il deklarował, iż “odeprze wszelką agresję”, a tak przecież – na potrzeby wewnętrznej propagandy – może zinterpretować pływanie na spornym obszarze. W sumie fakty nie mają tutaj nic do rzeczy, te Kim Dzong Il wybierze sobie sam i jego poddani dowiedzą się czegoś w stylu: po wtargnięciu na wody terytorialne Korei, byliśmy zmuszeni interweniować. Po oddaniu, powiedzmy tysiąca, strzałów ostrzegawczych i ostrzelaniu naszych jednostek przez wroga, odpowiedzieliśmy zatapiając go. Kolejny sukces północnokoreańskiej armii. Groźby pod adresem Seulu, to taka tradycja. Władze północnokoreańskie oświadczyły ostatnio, iż mogą zaatakować Koreę Południową przy pomocy broni nuklearnej.

Pokrótce przedstawię moją hipotezę. Zakładam, iż potwierdzą się informacje, że strzelali Koreańczycy z północy.

Reżim przykręca śrubę – zarządził przymusową wymianę pieniędzy, w mediach pojawiają się kolejne doniesienia dotyczące dramatycznej sytuacji humanitarnej w tym kraju. W pokazowym procesie na śmierć skazano urzędnika, rzekomo odpowiedzialnego za fatalny stan gospodarki. Ludzie – co piszę bez ironii – z sentymentem wspominają czasy Kim Ir Sena. Co zatem może zrobić Kim Dzong Il?

Byłoby czymś nieprawdopodobnym, gdyby storpedowano okręt bez wiedzy Ukochanego Przywódcy. Armia jest w KRL-D potęgą, cały kraj pracuje na żołnierzy, ale nie są oni niezależni od Kima. Co jakiś czas dochodzi do ostrzeliwania się, ale nie na taką skalę Jaki z tego wniosek?

To celowe działanie reżimu. Kim Dzong Il odsuwa tymczasem uwagę od tego, co dzieje się w jego kraju, przy okazji karmiąc jastrzębie z armii. Od dziś będzie mógł mówić – za każdym razem, jak naruszycie naszą przestrzeń, skończycie jak tamten okręt. “Narodowi” znowu pokazany jest wróg. Wiadomo tez, przez kogo źle się dzieje w państwie koreańskim.

Niewątpliwie zaraz zaczną się nawoływania do pokoju, rozmów, konsultacji itd. Kim Dzong Il może odmówić – wszakże gorszej sytuacji i tak już nie może mieć, albo zdecydować się na rozmowy, przy okazji wplatając w to inne kwestie. Nie od dziś KRL-D gra ze światem w chowanego.

Koreańczycy z południa, zapewne wspólnie z Amerykanami, naradzają się, co czynić. Zatopienie okrętu na pewno nie pomoże relacjom pomiędzy Koreą Południową, a Koreą Północną, ale wojna byłaby obustronnie bezsensowna. Kim Dzong Il to szaleniec, ale wie, iż w wojnie konwencjonalnej nie ma szans, a jeśli użyje innej niespodzianki, to będzie jego koniec i płetwy rekina w sosie kokosowym na obiad już nie uświadczy. Poza tym, przez tak zaminowane pole, jakie jest na granicy, bezproblemowo można przejść w filmie o Jamesie Bondzie, a nie w świecie rzeczywistym. Korea Południowa również nie spieszy się z “wyswobadzaniem” swoich braci, bo odbyłoby się to straszliwym kosztem, zarówno w czasie ewentualnej wojny, jak i potem. To setki miliardów dolarów, których obecnie nie mają. Amerykanie, w bieżącej sytuacji geopolitycznej, też na konflikt na półwyspie nie mogą sobie pozwolić.

Wojny nie będzie, a stosunki będą mogły, co najwyżej, przypominać grę w statki. Raz zatopi się statek, innym razem postrzela do samolotów. Koreańczycy żyją w stanie permanentnego zagrożenia ponownego wybuchu konfliktu od roku 1953, więc dlaczego to starcie miałoby być wyjątkowe?

W gruncie rzeczy, w 1953 roku podpisano jedynie rozejm, więc państwa koreańskie są w stanie wojny przez cały czas.

Patryk Gorgol