E-demokracja czy e-złudzenia?

Czy tak ma wyglądać e-demokracja w polskim wydaniu? (Źródło: www.politykaglobalna.pl)

W miniony czwartek Kancelaria Prezesa Rady Ministrów przedstawiła pomysł na platformę komunikacyjną, opartą na systemie wiki i przeznaczoną do omawiania i konsultowania niektórych projektów legislacyjnych z obywatelami. Ta platforma miałaby działać razem z “grupą inicjatywną”, złożoną z m.in. przedstawicieli internautów. Czy jednak skala i szczegóły tego pomysłu są wystarczające, by mówić o przełomie w stosowaniu Internetu przez rząd?

Pomysł, aby obywatele mogli w ten czy inny sposób uczestniczyć w procesie legislacyjnym nie jest niczym nowym. W USA Barack Obama wielokrotnie w czasie kampanii wyborczej zapowiadał, że wszystkie ustawy, które będą wchodzić w życie w czasie jego rządów zostaną na 5 dni przed podpisem wystawione na “widok publiczny” na stronie www Białego Domu. Miała też zostać uruchomiona możliwość komentowania i oceniania tych aktów legislacyjnych.

Jednak jest to kolejna obietnica, którą Barack Obama do tej pory nie spełnił. Z drugiej strony, pomysł już w swym założeniu jest mało praktyczny – możliwość zmiany ustawy na 5 dni przed podpisaniem nie istnieje, a wszelkie błędy czy ulepszenia mogą zostać ewentualnie poprawione czy dodane w nowelizacji.  Biały Dom wyręczają w niektórych przypadkach media – takie jak Huffington Post, czy TalkingPointsMemo, publikując pełne teksty ustaw w trakcie ich powstawania  i prosząc swoich czytelników o ich przeglądanie i komentowanie. Tak było m.in. z tekstem reformy zdrowotnej. Z politycznego punktu widzenia, ciekawy pomysł wprowadzono w życie na HealthReform.gov, czyli na głównym serwisie administracji USA poświęconym reformie. Można tam publikować własne “historie z życia” dotyczące systemu ubezpieczeń zdrowotnych w USA., które obrazują potrzebę wprowadzenia  w tym systemie zmian. Serwis gromadzi też zapisy wszystkich dyskusji, spotkań poświęconych reformie, artykułów prasowych itd.  Można tam znaleźć także podsumowanie wpływu propozycji Obamy na system zdrowotny w każdym stanie USA.

Na nieco niższym poziomie w federalnej administracji, bardzo ciekawym projektem jest Regulations.gov. Jest to serwis, który gromadzi od 2003 r. teksty wszystkich regulacji wprowadzanych w życie i proponowanych przez agendy rządu federalnego. Regulacje te dotyczą m.in. bezpieczeństwa żywności, transportu, ochrony środowiska i wielu innych tematów. Każdy dokument można komentować, a odpowiedzialne za jego implementację agencje są zobowiązane reagować na komentarze i wprowadzać poprawki gdy okazuje się to konieczne. Publikowane dokumenty można komentować w określonym przedziale czasowym. Z tego co zauważyłem, osoby publikujące swoje uwagi rzadko występują anonimowo, zwykle są to eksperci/przedstawiciele NGO zainteresowani danym tematem.

W przeciwieństwo do Regulations.gov, platforma komunikacyjna proponowana przez Kancelarię ma zostać oparta o mechanizm wiki.  Można się tego dowiedzieć, czytając komentarze na oficjalnym profiluj KPRM na facebooku. W oficjalnym dokumencie zaprezentowanym na stronie premier.gov.pl nie ma wzmianki o wiki, można za to dowiedzieć się o ograniczonym zakresie działania samej platformy. Konsultacje na niej prowadzone mają dotyczyć:

sfery technologii teleinformatycznych, mediów i rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Obejmą  one m.in. ustawę Prawo Prasowe, ustawę Prawo Autorskie, ustawę o radiofonii i telewizji (nowelizowaną w ramach implementacji dyrektywy audiowizualnej), ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz ustawę o dostępie do informacji publicznej, ustawę o naziemnej telewizji cyfrowej, polskie wersje dokumentów tworzących tzw. Pakiet Telekomunikacyjny (tj. dyrektywy ramowej, dyrektywy dostępowej, dyrektywy autoryzacyjnej, dyrektywy w sprawie usługi powszechnej oraz dyrektywy e-prywatności) oraz rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie szczegółowego wykazu danych oraz rodzajów operatorów publicznej sieci telekomunikacyjnej lub dostawców publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych obowiązanych do ich zatrzymywania i przechowywania.

Ten katalog może być rozszerzany o dodatkowe dokumenty. Ponadto, konsultacje on-line mają mieć “charakter doraźny” i będą toczyć się niezależnie od procesu konsultacji społecznych w sprawie poszczególnych ustaw.

Drugim istotnym punktem dokumentu “ramowego” jest propozycja stworzenia grupy inicjatywnej, która wspomagałaby proces tworzenia platformy oraz jej funkcjonowania. Grupa ma składać się z przedstawicieli 5 środowisk/stron : internautów, ekspertów, branży teleinformatycznej/medialnej, rządu, oraz NGO. Sposób wyboru tychże przedstawicieli nie został opisany, a KPRM zachęca by przedstawiać swoje propozycje metod wyboru na wspomnianym wyżej profilu na Facebooku.

Niestety łatwo odnieść wrażanie, że propozycja KPRM nie idzie wystarczająco daleko. Cały ten projekt nie ma charakteru kompleksowej, w pełni przemyślanej propozycji dotyczącej zaangażowania obywateli w proces legislacyjny. Owszem, cieszy fakt, że po debacie z internautami 5 lutego taka propozycja została przedstawiona.  Ale czy ta platforma będzie czymś więcej niż tylko przysłowiowym listkiem figowym, zakrywającym brak jednej, spójnej strategii dotyczącej e-governance w Polsce?

Jak w istocie mają wyglądać konsultacje na wiki? Na ile dynamiczne będą zmiany i działania podejmowane wskutek interwencji ludzi na tej platformie zebranych? Na ile anonimowi będą uczestnicy? Na pewno taki mechanizm – jeśli będzie się sprawdzał – powinien w przyszłości objąć wszystkie obszary procesu legislacyjnego, nie tylko te związane z internetem. W tym momencie nie mamy nawet pewności, że owa wiki będzie istniała dłużej niż tylko kilka miesięcy. W sytuacji, gdy każde działanie w sferze publicznej może być odebrane jako działania wizerunkowe, taka strategia rządu jest dość ryzykowna.

Zbiorowość w Sieci potrafi stworzyć encyklopedie i programy komputerowe, lepsze niż ich komercyjne odpowiedniki. Prawo i proces legislacyjno-polityczny nie muszą być nieprzejrzyste, skomplikowane i słabe pod względem merytorycznym. Ale takie działania wymagają dobrej koordynacji, wdrażania  nie na osobnych odcinkach procesu legislacyjnego, tylko w całym aparacie państwowym. W USA taką koordynację zapewnia CIO – Chief Information Officer. Wprowadzenie jednolitej koordynacji rządowych projektów związanych z społeczeństwem informacyjnym i szeroko pojętą transparentnością działań administracji wydaje się sensownym pomysłem.

Osobną kwestią jest proces wyboru ludzi do wspomnianej “grupy inicjatywnej”. Kancelaria nie wyjaśniła, jakie są kryteria uczestnictwa, zwłaszcza w przypadku grupy “internautów”. Nawiasem mówiąc, podział na kategorie wydaje mi się sztuczny, czy eksperci albo osoby związane z NGO nie mogą być także blogerami czy – szerzej – internautami? Co w przypadku gdy jedna osoba należy do kilku kategorii? Problem przed którym stoi KPRM jest następujący: jak wybrać reprezentantów tak zróżnicowanej społeczności, jaką tworzą internauci w naszym kraju. Jednocześnie muszą oni dysponować wystarczającymi możliwościami czasowymi i logistycznymi, by w efektywny sposób nawiązać dialog ze strona rządową.

Podsumowując, nadszedł czas na rozwiązania, które można określić inaczej niż tylko jako “mały krok naprzód.” Założenia funkcjonalne nowej platformy mają być znane na przełomie lutego i marca. Wtedy też okaże się, czy debata z 5 lutego na temat Rejestru Usług i Stron Niedozwolonych była rzeczywiście początkiem nowego rozdziału w polskiej polityce.

Uczestnictwo obywateli i kontrola procesu tworzenia prawa nie jest oczywiście lekiem na wszystkie problemy naszej demokracji. Ale trudno sobie wyobrazić, by bez takich działań – prawdziwych a nie doraźnych –  nasza sfera publiczna była czymś więcej niż miejscem, gdzie liczą się tylko złudzenia.

Michał Kolanko