Człowiek w czasach wiecznego pokoju

W 2010 roku obiegowa prawda w stosunkach międzynarodowych głosi, że im więcej współzależności gospodarczej między państwami, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo wojny. Założenie jest proste: współpraca eliminuje konflikt. Pytania nasuwają się same i brzmią rewolucyjnie: czyżby człowiek stał się lepszy niż był? Poszedł po rozum do głowy i uznał, że zamiast utrudniać życie innym, lepiej skupić uwagę i siły na ułatwianiu życia wszystkim?

Nie, człowiek ani nie stał się lepszy, ani po żaden rozum nie poszedł, a w każdym razie nie po ten, który diametralnie zmieniłby jego kondycję i sposób zachowania. Tylko chwila zastanowienia i bliższego spojrzenia na stan polityki światowej ukazuje, że w tym samym czasie, gdy współzależność ekonomiczna między państwami rośnie, napięcie w kwestiach bezpieczeństwa międzynarodowego wcale nie maleje. Chiny zbroją się na potęgę; Stany Zjednoczone tną wydatki wszędzie, tylko nie na armię; w rozważaniach o przyszłości UE wciąż powraca jeden wątek – co z tym wojskiem? (w USA coraz głośniej słychać sugestie, że może Europejczycy wreszcie zajęliby się swoim bezpieczeństwem, bo Ameryki za chwilę nie będzie już na to stać); rzucona na kolana Rosja gra na czas i marzy o wielkim powrocie wyżywając się na mniejszych sąsiadach; Indie cicho pilnują własnego bezpieczeństwa zarówno na Oceanie Indyjskim, jak i w Azji Centralnej mieszając szyki wszystkim innym. Na początku XXI wieku pomimo wzrastającej współpracy gospodarczej w równym stopniu wzrasta konkurencja w zakresie bezpieczeństwa. Przekonanie o schyłku absolutnej dominacji USA tylko ją podsyca. Najzabawniejsze jest to, że stany uniesienia nad pokojowym rozwojem cywilizacji wywoływane zastrzykiem gospodarczych zależności już przerabialiśmy – w poprzedniej erze globalizacji, sto lat temu, na początku XX wieku…

W książce Neoclassical Realism, the State, and Foreign Policy grupa politologów zebrała do kupy eseje wgryzające się m.in. w problem wspomnianej dychotomii politycznej rzeczywistości. Badania i obserwacje praw rządzących polityką międzynarodową doprowadziły autorkę jednego z esejów, profesor Jennifer Sterling-Folker, do sformułowania kilku ciekawych wniosków. Liberalne założenie, że współzależność gospodarcza eliminuje zagrożenie wojny zamazuje, według Sterling-Folker, prawdziwy obraz tego, jak tworzy się polityka zagraniczna państw. Formowanie się jej nie jest bowiem procesem do końca racjonalnym – główną rolę odgrywają trzy przeplatające się czynniki: 1) konkurencja zewnętrzna kraju z innymi państwami; 2) konkurencja wewnętrzna grup walczących o władzę i wpływy w danym kraju; 3) tzw. polityka tożsamości narodowej, która infekuje zarówno politykę zagraniczną, jak i wewnętrzną państw wprowadzając irracjonalny kontekst do pozornie bardzo racjonalnych decyzji. To te czynniki pozwalają na równoległy rozwój przeciwstawnych sobie na pozór tendencji: wzrastającej zależności gospodarczej państw świata i zaciekłej walki na polu bezpieczeństwa. Jak to działa w realu?

Autorka posługuje się analizą stosunków trójkąta Chiny – Tajwan – USA. Państw, które postrzegają siebie zarówno jako najważniejszych partnerów gospodarczych, jak i największe zagrożenie dla własnych interesów i bezpieczeństwa.

W 2003 roku Chiny stały się największym rynkiem eksportowym Tajwanu. Ostatni kryzys finansowy pokazał uzależnienie gospodarcze Stanów Zjednoczonych od Chin i na odwrót. Tajwan jest jednym z największych partnerów handlowych USA. A jednak cała ta współzależność nie przekłada się na uspokojenie sytuacji w grach geopolitycznych. Kryzysy w Cieśninie Tajwańskiej z lat 1996 i 2001 burzą proste wytłumaczenia: dlaczego w czasach rosnącej współpracy i wymiany handlowej w trójkącie sytuacja bezpieczeństwa w regionie daleka jest od pokojowej i przyjaznej?

Okładka książki Neoclassical Realism, the State, and Foreign Policy
Okładka książki "Neoclassical Realism, the State, and Foreign Policy"

Zdaniem Sterling-Folker odpowiedzi należy szukać w bitwach o władzę wewnątrz poszczególnych państw. Dobrym przykładem są tu Stany Zjednoczone. Arena polityczna w Ameryce w kwestii odpowiedniego traktowania Chin podzielona jest na dwa nieformalne obozy: „obóz Boeinga” – zakładający, że głęboka współpraca z Chinami to najlepszy sposób na oswojenie Państwa Środka; oraz „obóz powstrzymywania”, którego przedstawiciele twierdzą, że współpraca amerykańsko-chińska jedynie wzmacnia konkurenta Ameryki. Gra Stanów Zjednoczonych na dwa fronty – przeplatanie decyzji o nowych inicjatywach współpracy gospodarczej z Chinami z podtrzymywaniem pomocy militarnej dla Tajwanu (informacja o sprzedaży Tajwanowi kolejnej porcji broni kilka tygodni temu kolejny raz poszła pod prąd tezie o istnieniu „Chimeryki”) – jest wynikiem starć i potyczek dwóch obozów na waszyngtońskim Kapitolu. Współzależność gospodarcza i konflikt bezpieczeństwa idą ramię w ramię.

W 1995 roku administracja Billa Clintona w pierwszym odruchu odmówiła wizy prezydentowi Tajwanu. Pod naporem zdominowanego przez Partię Republikańską Kongresu decyzja została jednak zmieniona. Clinton uznał, że nie opłaca mu się iść na udry z kongresmenami, których poparcia potrzebował w innych swoich inicjatywach. Prezydent Tajwanu wizę dostał, Amerykę odwiedził, a w kilka miesięcy później w stresie obserwował manewry wojenne Chińczyków wokół rządzonej przez niego wyspy. Wizyta Tajwańczyka w Waszyngtonie była dla Chin zbyt wielką obelgą. Co ważne, jak w swoim długim i precyzyjnym wywodzie zauważa autorka, każde napięcie na linii Tajpej-Pekin wzmaga poczucie odrębnej tożsamości narodowej Tajwańczyków i przekłada się na ich decyzje w dniu wyborów – to bezwzględnie utrudnia jakiekolwiek zbliżenie polityczne wyspy z Państwem Środka, choć wcale nie przeszkadza wymianie handlowej.

Jak widać, wewnętrzne potyczki w jednym kraju mogą prowadzić do poważnych konsekwencji międzynarodowych po drugiej stronie globu. Codzienny handel najczęściej ani nie może temu zaszkodzić, ani pomóc. Polityka, tożsamość, partykularne interesy decydentów domagają się swojej racji.

Idee zawarte w książce Neoclassical Realism, the State, and Foreign Policy podważają wiarę w neoliberalną (w znaczeniu koncepcji stosunków międzynarodowych) moc wymiany handlowej, która niesie ze sobą wieczny pokój. Rewolucji więc nie będzie, człowiek się nie zmienił, można spać „spokojnie”. Z otwartymi oczami. Jak zawsze.

Jan Barańczak