XXI wiek wcale nie musi należeć do Azji

Dość powszechnie przyjmuje się, że dwudzieste pierwsze stulecie będzie należeć do Azji. Dwie miliardowe potęgi – Chiny i Indie – mają nadawać ton regionowi, głównie za sprawą dynamicznego rozwoju gospodarczego i postępu cywilizacyjnego. Za plecami gigantów inne państwa rozwijają swoje gospodarki. Jak wskazuje Joshua Kurlantzick, ekspert Council on Foreign Relations (były dziennikarz, korespondent z Azji Południowo-Wschodniej), jest wiele powodów, dla których dominująca wśród specjalistów wizja najbliższej przyszłości może się nie ziścić.

Obszerne opracowanie Kurlantzicka znajduje się na stronach CFR, ja pozwolę sobie dokonać krótkiego omówienia i uporządkowania głównych argumentów autora. Najpierw tezy dotyczące Stanów Zjednoczonych, a następnie te dotyczące krajów azjatyckich.

1. Już na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku istniała w Ameryce obawa utraty dominującej pozycji, a potęgą mającą zająć miejsce Stanów Zjednoczonych miała zostać Japonia. Nie została jednak, gdyż jej napędzana bańką spekulacyjną na rynku nieruchomości gospodarka załamała się i nie wyszła na definitywną prostą do dziś.

2. Azjatycki cud, gdy przyjrzeć się mu bliżej, nie jest aż tak fantastyczny. Spadek znaczenia Ameryki jest znacznie przeceniany. Status globalnej potęgi wymaga ekonomicznej, politycznej i wojskowej siły wielkiego kalibru, a w ostatnich dwóch kwestiach Waszyngton jest niekwestionowanym hegemonem, wyprzedzając rywali o kilka długości. Mimo zwiększania wydatków na wojsko w tempie dwucyfrowym każdego roku, dogonienie Stanów Zjednoczonych zajmie państwom azjatyckim dekady, o ile w ogóle będzie możliwe. Gdy tsunami spustoszyło wybrzeża kilku państw regionu musiały one polegać na US  Navy w celu koordynacji i prowadzenia operacji ratunkowej.

3. Nawet w kwestii gospodarki Stany Zjednoczone pozostają silne. Fareed Zakaria, autor książki The Post-American World przytacza statystykę udziału Ameryki w globalnej produkcji – 32 procent w 1913 roku, 26 procent w 1960 roku i 26 procent w 2007 roku. Wyjątkowo stabilna pozycja.  Ameryka znajduje się w czołówce większości rankingów dotyczących otwartości gospodarczej i innowacyjności. Azjatyccy rywale (z wyjątkiem Japonii i Korei Południowej) posiadają co prawda wielkie firmy i korporacje, ale są one własnością państwa i ich innowacyjność jest niewielka.

4. Kurlantzick twierdzi także, iż rywalizujące i niezbyt przyjaźnie do siebie nastawione państwa Azji w dużej mierze widzą w Ameryce neutralnego arbitra lud mediatora, do którego można zwrócić się w razie potrzeby. Niemiecki pisarz Joseph Joffe określa Stany Zjednoczone mianem „domyślnej potęgi”. Nikt na świecie nie ufa nikomu w takim stopniu, aby ten mógł odgrywać rolę hegemona – rola ta cały czas przypada Waszyngtonowi.

5. Najważniejsze jest jednak to, że Stany Zjednoczone są atrakcyjne dla narodów na całym świecie w kwestii idei i wartości. Oferują, jak Wielka Brtyania w czasach imperialnych, wizję świata i cywlizacji. Protestujący w Teheranie patrzą na Amerykę, nie Chiny, Indonezję czy Indie, aby ta zareagowała i podjęła stosowne działania. Kurlantzick twierdzi nawet, że niektórzy demonstranci krzyczą podczas antyrządowych protestów „śmierć Chinom”, ponieważ Pekin wspiera reżim w Teheranie. W innych krajach protestujący także patrzą na Amerykę i oczekują na reakcję amerykańskiego prezydenta, nie zaś chińskiego przywódcy czy premiera Indii.

Teraz „azjatycka” część argumentacji eksperta Council on Foreign Relations:

1. Rozwój Azji napotka wiele problemów. Jednym z nich jest demografia. Chińska polityka „jednego dziecka” prowadzi kraj ku nieuchronnemu szybkiemu starzeniu się społeczeństwa. Amerykański think tank Center for Strategic and International Studies szacuje, że w 2040 roku w Chinach będzie przynajmniej 400 milionów osób starszych, z których większość nie będzie posiadała żadnych emerytur ani zabezpieczeń społecznych. Inne kraje regionu także będą zmagać się z problemem starzenia się społeczeństwa, np. Japonia, której populacja w połowie obecnego stulecia może stopnieć do 90 milionów.

Wiele problemów społecznych może wywołać o wiele większa liczba mężczyzn niż kobiet. Już teraz chińskie władze przyznają publicznie, że w ciągu roku dochodzi do blisko 90 tysięcy „zdarzeń masowych”, czyli protestów i demonstracji  o rozmaitym podłożu. Indie także czeka sporo wyzwań, m.in. Naksalici czy Maoiści operujący w kilku indyjskich stanach. Różnorodne konflikty wewnętrzne zagrażają stabilności Tajlandii, Malezji, Indonezji i Myanmaru (Birmy).

2. Przewidywania jakoby Azja miała się integrować, podążając w jakiś sposób drogą Europy, wydają się rozmijać z faktami. Nacjonalizm, jeden z większych problemów Azji, doprowadził Europejczyków do dwóch wyniszczających wojen. Choć Chiny i Indie współpracowały ze sobą chociażby w kwestii zmian klimatycznych, w kilku kwestiach istnieją między nimi ostre i żywe spory (w tym graniczne). Japonia, zaniepokojona wzrostem Chin, nieustannie stara się przytępić chińską siłę militarną. Co więcej, narody Azji w wielu przypadkach mają bardzo negatywne nastawienie do swoich sąsiadów. Nie wróży to dobrej współpracy.

3. Ujmując rzecz szerzej, liderzy azjatyccy nie mają za bardzo pojęcia, jakie idee, wartości lub historie mogą Azję jednoczyć. Argument o wieku Azji jest wadliwy, ponieważ „Azja” stanowi zachodni koncept, który nie jednolicie rozumiany w Azji.

Do powyższej litanii Kurlantzicka warto dodać przytoczone przez Billa Emmotta w książce „Rivals. How The Power Struggle Between China, India and Japan Will Shape Our Next Decade” słowa urzędnika średniego szczebla (nie pamiętam niestety, czy z Chin, czy z Indii): „Indie i Chiny uważają, że przyszłość należy do nich. Nie może jednak należeć do obu tych państw jednocześnie„. Polecam lekturę analizy Kurlantzicka pod rozwagę. Jest to rzadki w ostatnim czasie tekst podważający niemalże dogmatyczną teorię o zdominowaniu XXI stulecia przez Azję i nieuchronnej utracie wpływów przez Zachód, głównie zaś przez Stany Zjednoczone.

Piotr Wołejko