Ukraina – koniec czy początek cyrku?

Julia Tymoszenko. Zdjęcie: blog.kievukraine.info
Julia Tymoszenko. Zdjęcie: blog.kievukraine.info

W niedzielę, 7 lutego, odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich na Ukrainie. Niektórym może wydawać się, iż temperatura sporu w polskiej polityce jest wysoka. Jeśli tak, to na Ukrainie mamy do czynienia z prawdziwą wojną. Julia Tymoszenko czy Wiktor Janukowycz? Możliwe, że nie poznamy odpowiedzi na to pytanie, tak szybko, jak można by tego oczekiwać. Przegrany kandydat będzie podważał ważność wyborów prezydenckich. Kontrowersje wokół działalności komisji wyborczych to taka świecka tradycja.  Jakby tego było mało – mający podjąć decyzję sąd administracyjny, również traktowany jest jako element politycznych wpływów.

Jak było w czasie poprzednich wyborów prezydenckich?

W 2004 roku w niektórych okręgach na wschodzie Ukrainy głosowało prawie (a niekiedy nawet ponad!) 100% uprawnionych do głosowania. Ukraińcy zawstydzili zatem nawet niedemokratyczne państwa z Afryki. Oczywiście – zwolennicy Janukowycza tłumaczyli to ostrym sporem politycznym i faktem, iż mieszkańcy np. Doniecka prędzej wybraliby diabła, niż Wiktora Juszczenkę – zatem poszli tłumnie na głosowanie. Wyniki zostały jednak uznane za niewiarygodne, Sąd Najwyższy uznał drugą turę wyborów za nieważną i w dogrywce (tzw. trzeciej turze) wygrał Wiktor Juszczenko. Jeżeli Janukowycz ponownie zdecyduje się na „poprawienie” swojego wyniku, to będzie recydywistą.

Podejrzana poprawka do ordynacji wyborczej

Kandydaci oceniają siebie samych swoja miarą – są przekonani, iż ich oponent zrobi wszystko, by, korzystając z legalnych lub nielegalnych zagrywek, zostać prezydentem. Dlatego zwolennicy Janukowycza są już w Kijowie, aby przypilnować „uczciwości wyborów”, a Tymoszenko mówi o możliwości sfałszowania wyborów, na co wskazywać miałoby uchwalenie poprawki do ordynacji wyborczej. Jeśli w jej ocenie – a to przecież niemal pewne, gdy przegra wybory – doszłoby do oszustw, zapowiada protesty.

Tak ważnych przepisów, na kilka dni przed wyborami, nie zmienia się przez przypadek. Nad poprawką nie pracowała komisja parlamentarna, została przegłosowana głosami Naszej Ukrainy (prezydenta Wiktora Juszczenki), Partii Regionów (partia Wiktora Janukowycza) i komunistów. Prezydent ją momentalnie podpisał. Vacatio legis, jako zwrot łaciński oznaczający czas pomiędzy ogłoszeniem, a wejściem w życie zmian, na Ukrainie, w czasie wyborów, nie jest znany. Juszczenko wybrał: popiera Janukowycza. Ciekawe, czy to doraźny sojusz przeciwko Tymoszenko, czy początek trwalszego układu. Panowie w przeszłości potrafili się już między sobą porozumieć.

Sam przepis likwiduje kworum 2/3 członków, które było niezbędne do podjęcia decyzji w komisjach wyborczych. Partia Regionów argumentuje, iż dzięki temu niemożliwe będzie zerwanie głosowania, mając na myśli okręgi, w których ich kandydat zdecydowanie wygrywa. Tymoszenko twierdzi, iż ta poprawka tworzy sytuację, w której jej przedstawiciele w komisji stracą możliwość kontroli nad uczciwym przebiegiem wyborów. Inni pytają się – a co, jeśli komisje podzielą się na dwie podkomisje – Tymoszenko i Janukowycza? W razie sparaliżowanie pracy komisji wyborczej określonej rangi, jej kompetencje ma przejąć komisja wyższej rangi (np. okręgowa). Pojawia się kolejna wątpliwość – jak wyglądałoby to w praktyce, skoro jest to „świeży” przepis, niestosowany w praktyce? Oby nikt nie musiał tego sprawdzać.

Niesamowita kampania

Zmiana ordynacji wyborczej na kilka dni przed wyborami jest kpiną z demokracji i nie służy przejrzystości wyborów. Znamienne jest, iż zostało przegłosowane głosami Naszej Ukrainy i podpisane natychmiast przez prezydenta Juszczenkę. Tego samego, który walczył z fałszerstwami wyborczymi podczas poprzednich wyborów. Juszczenko, po przegranych wyborach, ma zresztą lekką rękę do podpisywania różnych dokumentów.

Ukraińska polityka jest jeszcze barwniejsza inż polska, na początku lat 90-tych. W tym tygodniu złapano pięciu rosyjskich szpiegów, co było operacją wywiadowczą służącą Julii Tymoszenko. Jak zareagował Janukowycz? To nieprawdopodobne, ale ogłosił, iż posiada informacje, że Federalna Służba Bezpieczeństwa (rosyjski wywiad) szykuje prowokacje wobec niego. Julia Tymoszenko obiecuje z kolei, że Ukraina w ciągu 5 lat wejdzie do Unii Europejskiej. Patrząc na stan gospodarki i dorobek prawny – Kijów musiałby przyspieszać z prędkością kilkukrotnie szybszą, niż Usain Bolt. Kandydaci obiecali już wszystko, wszystkim. Janukowycz też zapowiada zwiększenie współpracy z Zachodem, a jednocześnie podkreśla, iż Rosja stanie się dla Ukrainy partnerem strategicznym. Mówi, iż wyprowadzi Ukrainę z kryzysu, „piękna Julia” twierdzi to samo. W praktyce żaden z kandydatów nie ma programu, a zbiór haseł na każdą okazję. Taka podróbka „Czerwonej książeczki”.

Może będzie uczciwie?

Paradoksalnie, może się okazać, iż ewentualne fałszowanie wyborów byłoby z punktu widzenia Janukowycza idiotyzmem. Jest do tego zdolny i jutrzejsze „cuda nad urną” nie byłby sensacją. Na dzień dzisiejszy jest jednak faworytem i ma szansę wygrać bez uciekania się do korzystania z takich sztuczek. Janukowycz jest teraz mądrzejszy. W czasie „pomarańczowej rewolucji” prosił rosyjski Specnaz, by ten stłumił protesty opozycji, co ilustruje, jakie zdanie ma Janukowycz na temat praktycznego funkcjonowania demokracji. Teraz przeciwko sobie nie ma skonsolidowanie opozycji i jednocześnie tak jednoznacznej opinii rosyjskiego pachołka. Jeśli zacznie fałszować wyniki, może się przewrócić – na jego ręce patrzeć będą przecież wszyscy. Zwłaszcza obserwatorzy z Unii Europejskiej (w tym Polacy), dla których lepiej, by zwyciężyła Julia Tymoszenko.

Patryk Gorgol