Rok prawdy Obamy

Wkrótce  Barack Obama będzie wygłaszał przed połączonymi izbami Kongresu drugie orędzie o stanie unii. Po dwunastu miesiącach u władzy nie może już zrzucać winy na poprzednika za bolączki dnia dzisiejszego. Rok 2010 może okazać się decydujący dla jego prezydentury. Tymczasem łatwiej nie będzie, ponieważ na jesieni odbędą się wybory do Kongresu (tzw. midterm elections). Na Kapitolu nie będzie więc woli do podejmowania ryzykownych decyzji, a Izba Reprezentantów może powrócić w republikańskie ręce.

Gospodarka, głupcze!

Głównym problemem 44. prezydenta Stanów Zjednoczonych jest gospodarka. Bezrobocie jeszcze pod koniec ubiegłego roku przekroczyło próg dwucyfrowy. Najbliżsi doradcy ekonomiczni Obamy wyrażają sprzeczne opinie odnośnie stanu gospodarki. Trudno za optymistyczną uznać wiadomość o przedwczesnym spłacaniu przez niektóre banki rządowej pomocy. Głównym powodem takiego postępowania jest bowiem możliwość wypłacenia odpowiednio wysokich premii kadrze menedżerskiej.

Naprawa gospodarki musi być nadrzędnym celem demokratycznego prezydenta. Na potędze ekonomicznej opiera się, w każdym, nie tylko amerykańskim przypadku, potęga państwa. Potęga polityczna i militarna. Przechodząc do polityki zagranicznej, poprzedni rok pokazał, że hegemoniczna rola Ameryki odchodzi do lamusa. Niektórzy rozumieją to lepiej (Chiny), inni gorzej (Europa), ale najlepiej ze swoich ograniczeń zdają sobie sprawę Amerykanie.Lekcję dostał także Obama, któremu trudno uznać ubiegły rok za udany na polu dyplomacji.

Nowe, brutalne realia

Dotychczasowe dane wskazują, że to nie będzie era gładkiego multilateralizmu ani amerykańskiego przywództwa” – napisał w Sydney Morning Herald Richard Haass, prezydent Council on Foreign Relations. „Coś bardziej skomplikowanego (…) wydaje się bardziej prawdopodobne„, dodał Haass. Świat stał się trudniejszym miejscem do zarządzania, nie mówiąc o przewodzeniu – tak brzmi główna myśl amerykańskiego eksperta. Trudno się z nim nie zgodzić.

Tymczasem, wspaniała kampania wyborcza i wielkie umiejętności Obamy-kandydata stoją u podstaw wielkich oczekiwań wobec Obamy-prezydenta. Nie sposób im wszystkim sprostać, jak mówi James Lindsay, również z CFR, w wywiadzie zatytułowanym „Pierwszy rok Obamy: Wielkie oczekiwania. Trudne realia„. Obama nie może jednak skapitulować wobec rzeczywistości, a także udawać, że pięknymi przemówieniami może przenosić góry. Przed powtórzeniem drogi Jimmy’ego Cartera przestrzega obecnego prezydenta Leslie Gelb, były komentator New York Timesa i emerytowany prezydent CFR.

Szacunek, skuteczność a… sprawa polska

Główna rada Gelba dla Obamy to twardość. Prezydent powinien  budzić respekt w kraju – zarówno wśród swoich politycznych przyjaciół, jak i we wrogim obozie republikańskim – oraz za granicą. Przyjaciele muszą być zdyscyplinowani, a przeciwnikom nie powinno uchodzić na sucho odrzucanie rozsądnych, kompromisowych propozycji. Gelb wskazuje, że prezydent dysponuje narzędziami, które pomogą mu w realizacji powyższych celów. Respekt poza granicami USA to jednak inna bajka. Od momentu objęcia rządów przez Obamę antyamerykanizm w świecie znajduje się w odwrocie, jednak jest to dalece niewystarczające.

Potrzebna jest bowiem skuteczność. Spadek nastrojów antyamerykańskich niewątpliwie pomoże w osiągnięciu sukcesu, ale tylko jako element towarzyszący konkretnym działaniom. Gelb wzywa, aby Obama był bardziej stanowczy wobec przyjaciół Ameryki – głównie w sferze bezpieczeństwa. Sojusznicy powinni przejąć większą odpowiedzialność, a zatem i koszty, na siebie. Publicysta zwraca uwagę, że konieczne mogą być cięcia w budżecie obronnym USA oraz idące za tym wycofanie żołnierzy z niektórych części świata. Proponuje powrót do sprawdzonej doktryny powstrzymywania we współpracy z sojusznikami oraz wykorzystania „dewastujących bombardowań oraz sił specjalnych„. Czyż nie jest to przypadkiem offshore balancing?

Warto się zastanowić nad proponowaną twardością wobec sojuszników i domaganiem się, aby przejęli ciężar zapewnienia bezpieczeństwa na siebie. Dla Polski, która widzi gwarancję swego bezpieczeństwa w NATO oraz „szczególnych relacjach” z Ameryką wprowadzenie w życie wspomnianej twardości mogłoby oznaczać poważny problem. Z drugiej strony, czy po decyzji ws. tarczy antyrakietowej nie dostaliśmy takiego właśnie sygnału z Waszyngtonu?

Piotr Wołejko