Program atomowy Iranu: uderzyć mądrze

Źródło: National Iranian-American Council
Źródło: National Iranian-American Council

Irański program atomowy urósł do rangi kluczowego problemu w skali globalnej. Mając na stole wszystkie opcje, Stany Zjednoczone powinny dokonać mądrego wyboru, opartego na pragmatycznej kalkulacji. Potrzebne jest także zrozumienie, że teokratyczny establishment nie jest do końca zdecydowany w kwestii atomu.

Doświadczeni przez historię nacjonaliści

Opcja militarna powinna być rozważana tylko teoretycznie, gdyż wprowadzenie jej w życie może przynieść potencjalnie największe szkody. Od ewentualnej odpowiedzi Iranu, także poprzez organizacje typu Hezbollah, przez zamknięcie ust podnoszącej przez ostatnie miesiące głowę opozycji. Liderzy Zielonego Ruchu zapowiadają zresztą, że gdyby zaatakowano instalacje nuklearne, oni pierwsi musieliby wyjść na ulice i poprzeć rząd, potępiając jednocześnie napastnika/napastników.

Co więcej, zniszczenie części instalacji byłoby świetnym pretekstem do rozprawy z opozycją (rewolucjoniści ćwiczyli już ten wariant podczas pierwszych miesięcy wojny z Irakiem). Przy możliwej skali represji dotychczasowe tłumienie demonstracji można porównać do niewinnej zabawy na obozie skautów.

Irańczycy to nacjonaliści, ludzie dumni i przekonani o wartości i wyjątkowości swojej i państwa perskiego. Przez wieki Persja była imperium, a także wielką cywilizacją. Wielokrotnie odpierała i ulegała najazdom obcych. Dwa wydarzenia z XX wieku w szczególny sposób odbiły się na świadomości narodu irańskiego – obalenie premiera Mossadegha w 1953 roku przy wydatnym współudziale amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej oraz inwazja Iraku Saddama Husajna na Iran w 1980 roku. Irańczycy są wyczuleni na zagraniczne mieszanie się w sprawy wewnętrzne.

Program atomowy stał się już, dzięki propagandzie rządu oraz zewnętrznej presji, sprawą narodową. Większość Irańczyków popiera kontynuację programu (cywilnego) oraz prawo do rozwijania (cywilnej) technologii nuklearnej. Oficjele rządowi nie mówią przecież narodowi, że tak naprawdę dążą do zdobycia broni jądrowej, a energia elektryczna i postęp cywilizacyjny to sprytna przykrywka.

Precyzyjne uderzenie

Sankcje, których gorącym orędownikiem jest Izrael, rozważane obecnie przez Stany Zjednoczone, Niemcy, Francję i Wielką Brytanię (Chiny i Rosja kombinują raczej, jak je rozwodnić i złagodzić) muszą być mądrze skonstruowane. Nie chodzi bowiem o ukaranie wszystkich Irańczyków, ale wąskiej grupy najbardziej zagorzałych zwolenników stworzenia bomby atomowej. Nie można więc ukarać rządu i rozmaitych instytucji publicznych w Iranie, gdyż elita rządząca jest podzielona i zróżnicowana. Trzeba trafić w samo serce atomowej hydry, a nie odcinać na ślepo jej głowy.

Poważnym uderzeniem, które może zachęcić Iran do większej elastyczności, będzie nakierowanie sankcji na Korpus Strażników Rewolucji i wszelkie instytucje oraz przedsiębiorstwa z nim związane. Zakres takich sankcji może być bardzo szeroki, a przez to dotkliwy dla najtwardszych z twardych zwolenników irańskiej bomby atomowej – nieskorych do jakichkolwiek negocjacji i kompromisów. Uderzenie w interesy tej grupy może wzmocnić pozostałe frakcje elity rządzącej w wewnętrznych starciach w łonie teokratycznego reżimu. Stosowanie taktyki „jedno rozwiązanie odpowiednie dla wszystkich” będzie nie tylko nieskuteczne co  kontrskuteczne.

Przede wszystkim nie szkodzić

Rozważane rozwiązania problemu programu irańskiego powinny odpowiadać znanej lekarzom zasadzie. Nauczeni doświadczeniem trzydziestu lat istnienia Islamskiej Republiki Iranu główni globalni decydenci powinni wiedzieć, że standardowe solucje w przypadku Teheranu najczęściej nie działają. Nie zadziała więc bombardowanie instalacji nuklearnych ani szerokie sankcje. Potrzebne są punktowe uderzenia, głównie w interesy gospodarcze najbardziej konserwatywnych elementów klerykalnej władzy. Decyzje zainteresowanych stron powinny „zachęcać” irańskie elity do zmiany postawy.

Skuteczność powyższych rozwiązań w żadnym razie nie jest gwarantowana. Gwarancje można mieć na toster czy pralkę, nie na działania dyplomatyczne. Jeśli jednak niektóre światowe mocarstwa decydują się powstrzymać Iran na drodze do broni atomowej, powinny stosować dziś takie rozwiązania, które nie utrudnią rozwiązań jutrzejszych – być może w innej rzeczywistości, rzeczywistości Iranu uzbrojonego w broń A. Nie chodzi tu o appeasment czy granie na dwóch fortepianach. Dyplomacja to na szczęście skomplikowany instrument, na którym można zagrać więcej niż dwa tony.

Piotr  Wołejko

Do przeczytania w temacie: artykuł z The Economist