Odrzucone zaproszenie: napięcia w stosunkach polsko-rosyjskich

Kilka tygodni temu, prezydent Kaczyński wystosował “spóźniony” list do swego rosyjskiego odpowiednika, zapraszając głowę państwa  na 65 rocznice wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz – Birkenau przez Armię Czerwoną. Wcześniej wiele spekulowano na temat symboliki podobnego przedsięwzięcia, pisało na ten temat wielu komentatorów. Część poszła w swej życzeniowej improwizacji nieco dalej – stawiając polską głowę państwa wśród zasłużonych europejczyków (Merkel, Sarkozy, Berlusconi, a wcześniej Chirac, Schroeder) podczas celebrowania majowego zwycięstwa nad faszyzmem, jako widoczny i namacalny symbol poprawy klimatu pomiędzy Warszawą i Moskwą. Znając negatywną odpowiedz prezydenta Miedwiediewa, powstaje pytanie, co spowodowało jego niechęć względem, nierealnej jak się okazało, inicjatywy prezydenta Kaczyńskiego?

Prezydent rusofob?

Pan prezydent stoi na straży polskiej suwerenność nieprzerwanie od momentu objęcia urzędu prezydenckiego w 2005 roku, choć krytycy twierdzą, że różnie mu to wychodzi. Warto jednak przypomnieć, że nie łatwo jest dbać o interesy kraju, który znajduje się w punkcie przecięcia wpływów dwóch, dyżo większych sąsiadów. Historia jest tego wyraźnym świadectwem. Uczy, że każdy potencjalny sukces Warszawy, oznacza adekwatne zmniejszenie wpływu Moskwy, bądź Berlina.

Niestety w obozie Pisowców ducha kompromisu zastąpiła konfrontacja, niekiedy infantylna, często jednak słuszna (w założeniach), lecz przejaskrawiona i przewartościowana przez nieprzychylne media. Zwolennicy szeroko rozumianego kompromisu, zarzucali prezydentowi działanie przeciw interesom państwa. Zarzut niezwykle poważny, mający sens przede wszystkim w odniesieniu do krytykowanych środków, nie celów.

W kontekście odmowy zaproszenia, warto wziąć pod uwagę zdecydowaną reakcję prezydenta Kaczyńskiego na rosyjską interwencję w Gruzji, zaangażowanie na rzecz poprawy stosunków Ukraińsko – Polskich, oraz sprzeciw wobec rosyjsko niemieckiego projektu Nord Stream. Podobne działania można oczywiście nazwać rusofobią, choć można też inaczej. Jedno jest pewne; wszędzie tam, gdzie prezydent “rusofob ” spróbuje przeciwstawić się odbudowującym się wpływom Moskwy, spotka się z głośnym chórem rusofilów, utwierdzającym słuszność przyczepionej przez media (rosyjskie głównie, lecz nie tylko) etykietki rusofoba.

Czy zatem słusznym pozostaje zarzut, iż odmowa zaproszenia została spowodowana “nieprzychylnością” prezydenta Kaczyńskiego wobec kierownictwa Kremla? Na pewno w dużym stopniu, lecz pewności, że fobia prezydenta Kaczyńskiego zaważyła na “dużo wcześniej” zaplanowanej wizycie prezydenta Autonomii Palestyńskiej w Moskwie w dniach 26-28 stycznia – nie ma.

Blok nr 14?

Zapewne część z Was pamięta konflikt, którego początki sięgają roku 2003, dotyczący wystawy w bloku nr 14. Kontrowersje i rozbieżności względem wystawy upamiętniającej wyzwolenie obozu Auschwitz przez Armię Czerwoną stały się przysłowiową kością niezgody między Warszawą i Moskwą. Emocje po obydwu stronach wzbudzała część ekspozycji, świadcząca o okupacji polski przez rosyjską armię tuż po jej głośnym wyzwoleniu. Spór trwa nadal, jednak niedawno rzecznik prasowy obozu oświadczył, iż impas został przełamany i obecnie toczą się rozmowy na temat ponownego, tym razem kompromisowego otwarcia ekspozycji.

Trudno powiedzieć, czy równolegle z listem (wiele wskazuje ze tak) strona polska zgodziła się na przygotowanie tegorocznej, tymczasowej wystawy przez stronę rosyjską.

Czy kwestia dotycząca kontrowersyjnej wystawy mogła wpłynąć na decyzję prezydenta Miedwiediewa? Jestem przekonany, że ustępstwa zaproponowane przez stronę polska powinny raczej zachęcić Rosjan, niż stanowić uzasadnienie odmowy wzięcia udziału w tegorocznych uroczystościach.

Patrioty?

W ciągu ostatnich miesięcy urzędowania prezydenta Busha Juniora doszło do podpisania przełomowej (z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski) umowy, dotyczącej instalacji elementów amerykańskiej BMD nad Wisłą. Nowy prezydent USA, zadbał jednak o to, aby plany ustępującej ekipy konserwatystów nie wyszły poza ambitną sferę planowania. Spekulowano, że rezygnacja z instalacji oznacza ukłon w stronę Kremla, natomiast ceną za ustępstwa będzie współpraca Moskwy i Waszyngtonu przy rozwiązaniu kwestii ambicji atomowych Iranu.

Moskwa była zadowolona z takiego obrotu rzeczy, humoru nie popsuła jej nawet kolejna deklaracja prezydenta Obamy, dotycząca rozwoju mobilnego systemu BMD, oraz możliwości stacjonowania pewnych jego elementów w Polsce.

W umowie podpisanej jeszcze z poprzednią administracją Białego Domu znalazł się zapis o stacjonowaniu na terytorium Polski baterii rakiet Patriot. Co ciekawe, prezydent Obama nie odstąpił od ustaleń dotyczących samej ich obecności, pewnym zmianom uległa jedynie kwestia instalacji uzbrojonych głowic.

Niedawne ogłoszenie przez ministra Sikorskiego lokalizacji dla baterii wytargowanych patriotów, wywołało wśród Rosjan pewną konsternację. Jako pierwsze podniosły się głosy, że w odpowiedzi na tak zdefiniowane zagrożenie, należy jak najszybciej wzmocnić bałtycką flotę. W tym miejscu zapalczywi wyliczali jakie jednostki są obecnie w produkcji i kiedy zostaną zwodowane.

Po jakimś czasie histeryczne głosy ucichły i nastąpiła całkowita zmiana wcześniejszego stanowiska. Ciekawe z jakiego powodu? Może ktoś w końcu uznał, że setka amerykańskich żołnierzy i jedna (nieuzbrojona!) bateria patriotów, nie są w stanie zagrozić pozycji Rosji w tej części Europy (dla porównania, kiedy rozpoczęto wycofywanie rosyjskiej armii w 1991 roku, w Polsce stacjonowało “jedyne” 53000 żołnierzy).

Czyżby prezydent Miedwiediew nie przyjął zaproszenia prezydenta Kaczyńskiego dlatego, że Amerykanie będą przysyłać do Polski swoich “chłopców” na kilkutygodniowy urlop z baterią niedziałających rakiet? Całkiem możliwe, gdyż podobno chodzi o symboliczną deklarację dalszego zaangażowania USA w regionie.

Gaz?

Rosjanie nie kryją faktu, iż surowce energetyczne stanowią istotny element uprawiania współczesnej polityki. Element istotny tak bardzo, jak bardzo uzależniona od surowców jest zamożna część Starego Kontynentu. Rosyjskie spółki powiązane z samymi szczytami władzy, ogromnym kosztem (z pomocą niemieckich przyjaciół) budują gazociągi okrążające tradycyjne kraje tranzytowe (Białoruś, Polska, Ukraina). Oficjalnie powodem jest niewiarygodność dotychczasowych partnerów, gdyż oni – jak ogólnie wiadomo – używają swej (wzmocnionej tranzytem) pozycji aby zagrozić żywotnym interesom Moskwy.

Ostatnio wiele się mówi na temat problemów z dostawami rosyjskiego gazu dla Polski. Nie jest tajemnicą, że Rosjanie starają się uzyskać jak największą kontrolę nad transportem własnego surowca, a obecne warunki (również pogodowe) są ku temu niezwykle sprzyjające.

Aby zobrazować determinację Rosjan, wystarczy posłużyć się przykładem obecnych negocjacji pomiędzy Gazpromem i PGNiG dotyczących EuRoPol Gazu, oraz dostaw błękitnego paliwa do Polski. Rosjanie, znając słabą pozycję negocjacyjną Warszawy, zażądali radykalnych zmian w sposobie kontrolowania tranzytu surowca, oraz obniżek samych taryf. Opornych z rady nadzorczej EuRoPol Gazu, wobec najnowszego pomysłu negocjatorów(wg pewnych źródeł chodzi m.in. o żądanie anulowania rosyjskiego długu za tranzyt z kilku poprzednich lat), zawieszono z powodu utrudniania osiągnięcia “sensownego” porozumienia. Usunięci pod naciskami panowie, zostali natychmiast zastąpieni odpowiednio przygotowanymi panami z Gazpromu i PGNiG, którzy pod nieobecność kolegów spróbują wypracować rozwiązanie obecnego impasu.

Jednym słowem sprawa przejęcia EuRoPol Gazu nie pachnie zbyt przyjemnie, a wiele wskazuje na to że będzie pachnieć jeszcze brzydziej. Czyżby odmowa spowodowana była “konfrontacyjną” postawą Warszawy podczas przedłużających się negocjacji? Pewności oczywiście nie ma, lecz nie jest to również wykluczone.

Reasumując, wielu Polaków (i nie tylko) liczyło na przyjazd prezydenta Miedwiediewa na tegoroczne 65 obchody rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz- Birkenau. Delegacja najwyższego szczebla odebrałaby rodzimym “rusofobom” ich najskuteczniejszy oręż, a tym, którzy szukają wzajemnego porozumienia dała nadzieje na jaśniejszą przyszłość. Cóż, wygląda na to, że kremlowski duet, wbrew temu co mówi nie stawia na pojednanie, lecz na dalszą konfrontację.

Tomasz Wojdała