Haiti w chaosie. Misja na dziś i jutro.

źródło: Wikimedia Commons

Wtorek, 12 stycznia 2010 roku. Za kilka minut na zegarach miała wybić godzina piąta po południu. Na Haiti dzień jak co dzień: biednie, ale życie jakoś się toczy. Nagle zatrzęsła się ziemia i po kilkuset sekundach w gruzy obróciła się spora część stolicy kraju Port-au-Prince. Epicentrum wstrząsów znajdowało się około 25 kilometrów od miasta. Pierwsze uderzenie miało siłę 7 stopni w skali Richtera, a wstrząsy wtórne między 5 a 5,9 stopnia.

Bieda i problemy

Kataklizm spadł na jedno z najbiedniejszych państw świata. Spośród dziesięciu milionów mieszkańców 80 procent żyje poniżej granicy ubóstwa. Produkt krajowy brutto wynosi, według parytetu siły nabywczej, 11,5 miliarda dolarów, zaś PKB na głowę mieszkańca zaledwie 1300 dolarów. Nietrudno się domyślić, że instytucje państwowe kadłubowe i bardzo słabe. Od 2004 roku w Haiti działa misja Narodów Zjednoczonych (MINUSTAH), której siły obecnie wynoszą ponad 7000 żołnierzy, ponad 2000 policjantów oraz blisko 2000 pracowników cywilnych.

O sytuacji w Haiti, w maju 2009 roku, pisał  w Polityce Globalnej Maciej Pawłowski, autor bloga Strefa Wojny. Pozwolę sobie przytoczyć kilka fragmentów z jego artykułu, którego lekturę w całości gorąco polecam. Maciej pisał m.in.: „Oprócz braku skutecznego, politycznego przywództwa, jednym z kluczowych problemów mieszkańców Haiti jest niekorzystny klimat, w jakim położone jest ich państwo. Niemalże co roku kraj dotykany jest przez gwałtowne powodzie i huragany. W latach 2001 – 2007 katastrofy naturalne zabiły ponad 18 tysięcy osób a 132 tysiące pozostało bez dachu nad głową. Klęski żywiołowe dotknęły ponad 6 milionów ludzi (przy 9 milionach mieszkańców) powodując straty rzędu 4,6 miliarda dolarów„.

Kolejnym problemem jest chroniczny brak energii elektrycznej w wielu regionach. Większość, bo aż 80% tej energii jest konsumowane przez stolicę, Port-au-Prince, która jest zasilana w wyniku spalania węgla drzewnego czy samych drzew (…) Używanie drzew jako głównego surowca energetycznego prowadzi do głębokiej degradacji gleb i lasów, co przejawia się w ich pustynnieniu i silnym zasoleniu. Obecnie zniszczeniu uległo ponad 50% terenów zielonych i nie wydaje się, żeby ten proces miał się zatrzymać w najbliższej przyszłości. Powodów tego stanu rzeczy można doszukiwać się w czasach kolonialnych, w których eksploatowano tutejsze lasy„.

Jeszcze jeden cytat z artykułu Macieja Pawłowskiego opublikowanego na portalu Polityka Globalna: „Sytuacji ekologicznej kraju nie poprawia exodus ludności z centrów miast na peryferia i uprawianie na nich prymitywnej roli. Sprzyja to tworzeniu się slumsów (bidonville) pozbawionych dostępu do bieżącej wody, w których ludzie żyją w prowizorycznych budynkach. Miejsca takie, oprócz katastrofalnej infrastruktury komunalnej i publicznej (brak zakładów opieki zdrowotnej, szkół, policji etc.) często są swoistymi enklawami, w których kwitnie zorganizowana przestępczość„.

Misja na dziś i jutro

Pomoc dla Haiti obiecało już wiele państw, z Ameryką na czele. Na miejscu są bądź wkrótce znajdą się także organizacje pozarządowe. Teraz najważniejsze jest uratowanie życia ludzi, którzy znajdują się pod gruzami zniszczonych lub uszkodzonych budynków. Niewielka odległość dzieląca Haiti od Stanów Zjednoczonych pozwala Ameryce zareagować szybko i na wielką skalę. Inni również pomogą, w miarę swoich możliwości. Bez wątpienia tragedia z 12 stycznia br. na długo pozostanie w pamięci Haitańczyków oraz świata. Warto zadać jednak pytanie, co dalej?

Nie czarujmy się, media porzucą Haiti najdalej w przyszłym tygodniu, gdy akcja ratownicza przekształci się w wielkie sprzątanie pozostałości po trzęsieniu ziemi. Tymczasem problemy Haiti, pogłębione tak ogromną katastrofą, zostaną. Obiecywane dziś pieniądze, jeśli nie zostaną wykorzystane w całości podczas trwającej akcji ratunkowej będą mogły być wykorzystane do odbudowy zniszczeń. Haiti potrzebuje nie tylko fizycznej, ale instytucjonalno-społecznej odbudowy. Typowe nation-building, czyli tworzenie państwa od podstaw. Operacja kosztowna i długotrwała, a do tego z wielkimi szansami na fiasko.

Skala problemów, nawet gdyby trzęsienie ziemi nie nastąpiło, jest ogromna. Zniszczone środowisko, ogromna bieda, słabe i skorumpowane instytucje państwowe. Brak tradycji sprawnej władzy, praktycznie nieistniejąca kultura polityczna. Prowizoryczna ochrona zdrowia i edukacja. A wreszcie kwitnąca przestępczość. Haiti było jednym z ulubionych miejsc przez kartele narkotykowe. Czują się one na Haiti tak samo dobrze, jak terroryści z Al-Kaidy w Jemenie czy Somalii.

Akcyjna, czyli krótkotrwała pomoc Haiti jest konieczna, ale dalece niewystarczająca. Albo społeczność międzynarodowa zdecyduje o kompletnej misji odbudowy tego kraju albo znowu pogrąży się on w marazmie i chaosie. Kto za to zapłaci, kto wyśle żołnierzy, policjantów i cywilnych specjalistów? Czy misja będzie kontynuowana przez dłuższy czas, tj. nie zostanie przedwcześnie okrojona lub zlikwidowana? I wreszcie, czy ewentualna odbudowa nie przekształci się w gigantyczny proces kradzieży międzynarodowych, czyli de facto niczyich, pieniędzy?

Piotr Wołejko