Szczyt w Kopenhadze: Zapłaćcie!

Najbardziej radosna informacja tego tygodnia doszła do nas z Kopenhagi. Oto państwa rozwijające się postanowiły zwinąć swoje zabawki i zbojkotować negocjacje (dn. 14 grudnia br.). Powód? Kraje bogate, w jednolitym froncie, sprzeciwiają się ukochanemu przez biedniejszych pomysłowi, aby płacić i o nic nie pytać. W bojkocie udział biorą kraje afrykańskie oraz państwa zrzeszone w tzw. G-77, dawniej ruchu państw niezaangażowanych, a dyrygują nimi wschodzące gospodarki Azji: Chiny i Indie.

Innym ciekawym doniesieniem dotyczącym płacenia jest brak porozumienia dotyczącego powstrzymania procesu wycinania lasów deszczowych. Grupa zrzeszająca kraje, na terytorium których rosną płuca świata domaga się sowitego wynagrodzenia za wstrzymanie wycinki lasów i przekształcania ich na pola uprawne lub pastwiska. Dlaczego ja oraz Wy, szanowni Czytelnicy, mamy płacić za to, że ktoś w środku Afryki czy na azjatyckiej wyspie albo w sercu Ameryki Południowej łaskawie nie wytnie X drzew, tego nie wiem.

Jeśli miejscowi wolą rabunkową gospodarkę od zdrowego rozsądku, niech rabują. Muszą jednak być konsekwentni – robicie po swoim uważaniu, ale potem nie ma płaczu, że cyklony, tajfuny, powodzie, katastrofalne opady czy susze. Sami, i to dosłownie, wycięliście sobie ten numer. Często nie tylko sobie, ale i swoim sąsiadom, bliższym i dalszym. Zawsze winni są jednak bogaci, a więc źli, Europejczycy i Amerykanie. Wzbogacili się, truli ile się dało, a teraz na nas, biednych, spadają wszystkie plagi egipskie. Skandal, skandal, po trzykroć skandal. I hańba, że nie chcą zapłacić.

Dlaczego cieszy mnie to, co niektórych doprowadza do szału? Nie widzę bowiem powodu, dla którego z moich podatków miałbym finansować, liczoną w setkach miliardów euro pomoc „klimatyczną” dla państw rozwijających się. Trzeba pamiętać, że nie tylko w naszym, polskim, europejskim czy zachodnim interesie jest taka modyfikacja modelu rozwoju gospodarczego, aby był on bardziej przyjazny środowisku naturalnemu. Najwięksi bojownicy o subsydia z państw rozwiniętych prowadzą cyniczną grę, w myśl której szukają „jelenia”, który sfinansuje ich rozwój gospodarczy. Najpierw zezwala się na budowanie fabryk i zakładów niespełniających żadnych norm, dewastując przy okazji środowisko, a teraz lamentuje i wzywa na pomoc bogatego wujka z Zachodu.

Nie tędy droga. Państwa rozwijające się muszą samodzielnie przygotować odpowiednie prawo, które wymusi modernizację miejscowych zakładów. Zachód zaś powinien wesprzeć modernizację poprzez pomoc techniczną i finansową. Ta ostatnia nie oznacza jednak transferowania do państw rozwijających się czy do nie wiadomo kogo (rozważa się np. specjalny fundusz itp.), ale transfer technologii poprzez jej częściowe/całościowe sfinansowanie i przekazanie. Pomoc techniczna to wielopoziomowe działania polegające na promocji wydajności energetycznej i podawaniu gotowych rozwiązań, jak od promocji przejść do realizacji.

Zastanawiające jest, dlaczego zamiast o energetyce i modernizacji tego sektora mówi się o handlu emisjami. Zamiast nakładać podatki węglowe czy wyceniać tonę dwutlenku węgla, lepiej byłoby wykorzystać choć część planowych z tych opłat środków przeznaczyć na transformację energetyki, głównie na zwiększenie wydajności, modernizację infrastruktury oraz, gdzie możliwe, wyeliminowanie węgla. Po drugie, podobne dyskusje powinny dotyczyć przemysłu, głównie ciężkiego, gdzie należy wdrażać odpowiednie, często dostępne już, technologie. Po trzecie, transport – nie tylko kwestia spalania ropy naftowej, ale także m.in. rozwój transportu publicznego, kolei etc. Nie tylko z powodu ropy trudną do utrzymania tendencją będzie obecny model: każda rodzina zasługuje na samochód.

Smutne, że w Kopenhadze mamy do czynienia z globalnym cyrkiem zamiast poważnych rozmów dotyczących wybranych sektorów gospodarki. Utonęliśmy w dwutlenku węgla, a głównym mottem konferencji COP15 jest wymowne wezwanie: „Zapłaćcie!”.  Czyżby liderzy państw rozwijających się naoglądali się za dużo Poradnika Prawdziwego Mężczyzny?

Piotr Wołejko