Podwójne oblicze Kremla

Rosyjska tandemokracja w działaniu: prezydent D. Miedwiediew (L) i premier W. Putin (P). Źródło: AP Photo/RIA-Novosti, Dmitrij Asztakow
Rosyjska tandemokracja w działaniu: prezydent D. Miedwiediew (L) i premier W. Putin (P). Źródło: AP Photo/RIA-Novosti, Dmitrij Asztakow

Kryzys gospodarczy, którego początków należy szukać na przyzwyczajonym do rynkowych spekulacji zachodzie, uderzył mocno, bez wyjątku we wszystkie zglobalizowane stolice. Część z poszkodowanych, wpompowując ogromne kwoty w stygnącą gospodarkę, zdołała utrzymać magiczny wskaźnik wzrostu gospodarczego na dodatnim poziomie. W wielu przypadkach wartości dodatnie, mniejsze od pełnego punktu procentowego, były znakomitym powodem do świętowania i dowodzenia wyższości własnego modelu ekonomii nad tymi, którym nie do końca się powiodło. W przypadku Rosji, recesja wywołała ogromne spustoszenie, powodując blisko 10% deficyt. Biorąc pod uwagę przedkryzysowe dochody Moskwy, kiedy baryłka ropy osiągała astronomiczne ceny, a wpływy z tytułu jej sprzedaży gwarantowały stałą nadwyżkę budżetową, sytuacja obecna nie przedstawia się równie optymistycznie, co przekłada się negatywnie na pozornie jednomyślny krajobraz polityczny Kremla.

Pierwsze lata urzędowania prezydenta Putina skierowane były głównie na sukcesywną  centralizację władzy, która w rękach współczesnego cara Rosji miała stać się narzędziem doskonałym. Jak pokazały kolejne lata panowania, władza została wykorzystana do stworzenia swoistej symbiozy, balansu doskonałego, w którym współczesny władca kreśli każdy scenariusz i pociąga za wszystkie sznurki rosyjskiej sceny politycznej. Dalszymi konsekwencjami rosyjskiego modelu demokracji są aresztowania oligarchów niewykazujących chęci do szczerych kontaktów z władzą, oraz przejmowanie ich majątku z uwagi na rzekome nieprawidłowości podatkowe. Nowo otworzone spółki wymagały wymiany kadry zarządzającej ze starej na lojalną, dlatego nie jest niespodzianką, że podstawowym kryterium doboru była lojalność właśnie. W niezdrowych proporcjach niestety, co doskonale widać na kilku przykładach większych rosyjskich firm z sektora paliwowego. Kryzys potraktował Rosję bardzo dotkliwie, niektórzy twierdzą nawet, że niezasłużenie okrutnie, ukazał również słabość dokonywanych wówczas przez samego cara, wyborów.

Polityka władcy opierała się w dużej mierze na zaspokajaniu emocjonalnych potrzeb swoich poddanych, upadek ZSRR, chaos lat 90tych, próby z gównokracją, Rosjanie potrzebowali silnego przywódcy, który podniesie ich z kolan i przywróci dumę utraconą w wyniku upadku imperium. Dobry władca to władca surowy ale sprawiedliwy, kocha lecz potrafi mocno po ojcowsku uderzyć, dobry władca broni swych poddanych a z największymi tego świata rozmawia jak równy z równym, nie, jak lepszy od wszystkich, car nowo odrodzonej Rosji.

Zanim jednak nastały niewesołe czasy obecne, prezydent Putin został człowiekiem roku magazynu TIME, spekulowano również, że car być może przedłuży swoją kadencję, a naród będzie mógł dłużej wzrastać w jego ojcowskim uścisku. Zdania na temat przedłużenia kadencji prezydenckiej były wśród społeczeństwa podzielone z kilkuprocentową przewagą przeciwników takiego rozwiązania, tak mówiły sondaże. Grupa deputowanych z obwodu Iwanowskiego postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i poddała głosowaniu w Dumie pomysł wydłużenia kadencji urzędującego prezydenta z 4 do 7lat. Głosowanie zostało odrzucone ponad 300 głosami. Podobno prezydent nic nie wiedział o całej sprawie i twierdził, że podobnym inicjatywom był przeciwny i nie zgadzał się na ewentualne przedłużenie własnej kadencji.

Władca już od dawna wiedział, że władza faktyczna, to nie sztucznie uśmiechnięci dyplomaci w zadymionych salonach, lecz syberyjskie pustkowia zasobne w drogocenne surowce, których globalnie deficytowy charakter i rodzima obfitość, decydują o międzynarodowej pozycji cesarstwa. Władca wiedział też, że zabawy z wydłużaniem kadencji raczej mu zaszkodzą niż przysłużą się słusznej sprawie, dlatego zgodnie ze współczesną rosyjską tradycją namaszczenia kolejnego władcy, pojawiły się oficjalne nazwiska potencjalnych następców, celem sprawdzenia reakcji wyborców.

Na kilka miesięcy przed marcowymi wyborami, wypłynęły dwa nazwiska, dwóch urzędujących wicepremierów, spekulowano, że to właśnie oni zmierzą się w wyścigu po fotel prezydencki. Twardogłowy Siergiej Iwanow, minister obrony narodowej powiązany z frakcją siłowików, oraz relatywnie liberalny i mało znany Miedwiediew. Za Iwanowem przemawia doświadczenie, praca w KGB,, blisko 30 lat znajomości z Putinem oraz jak twierdzą znawcy, niewielkie wpływy w obrębie samego klanu, gwarantujące Putinowi utrzymanie pozycji dominującej ustąpieniu z urzędu. Pierwsze niezależne sondaże przeprowadzone przez Centrum Lewady, faworyzując członka klanu Putina, dawały jego konkurentowi niecałe 30% poparcia. Specjaliści tłumaczą sondażowe sukcesy Iwanowa, zaostrzoną już wówczas retoryką wobec zachodu. Ceny surowców temu sprzyjały, a ostre tony względem niektórych zachodnich stolic, doskonale wpisywały się w zapotrzebowanie wyborców. Ludzie, z racji funkcji pełnionej przez Iwanowa kojarzyli wojowniczego kandydata z poligonów, prezentacji nowych broni itp, dlatego jawił się jako kontynuator twardej polityki jeszcze panującego prezydenta Putina. Większość analityków była zdania, że mocne gesty i ostre słowa Iwanowa były jednak elementem pokazowym, obliczonym na stworzenie swoistego magnesu dla głodnych chwały i międzynarodowego szacunku wyborców.

Putin miał twardy orzech do zgryzienia, z jednej strony zaufany, cieszący się sporym poparciem wyborców Iwanow, który mógł potencjalnie zagrozić pozycji przyszłej szarej eminencji Kremla. Z drugiej, liberalny Miedwiediew, którego prognoza politycznej kariery była mało obiecująca, sugerując bezpieczny i bezstresowy charakter pracy przyszłej szarej eminencji. Zaskoczenie, gdy prezydent Putin ogłosił nazwisko pomazańca, było krótkotrwałe, analitycy zgodnie orzekli, że wybór Miedwiediewa był zręcznym posunięciem taktycznym ze strony panującego władcy. Mało znany, o niewielkich wpływach, Dymitry Anatoljewicz postrzegany był jako figurant, kukiełka za sznurki, której pociąga abdykujący car.

Wcześniej nakreślony przez prezydenta Putina plan, nabrał realnych kształtów. Swój człowiek, zasiadając na fotelu prezydenckim, był lojalny, posłuszny, w przeciwieństwie do swego mistrza nie wykazywał równie szerokich ambicji względem władzy, przynajmniej oficjalnie nie wykazywał. Nie próbował też naruszyć z tak wielkim trudem tworzonego przez Putina, balansu sił między poszczególnymi frakcjami Kremla. Władca zadbał o to, by namaszczony następca nie miał bezpośredniego wpływu na resorty siłowe, gdyż tam rządzili lojalni mu ludzie.

Trudno jednoznacznie i precyzyjnie określić datę, kiedy Miedwiediew, mający początkowo niewielkie wpływy, z przyczepioną przez złośliwych komentatorów etykietką marionetki, uznał, że teraz właśnie nadszedł jego czas. Z pewnością decydującą rolę w procesie zmiany motywacji obecnego prezydenta odegrał kryzys rynków finansowych, nagła, kilkukrotna obniżka cen rosyjskiego importu odbiła się niezdrowo na budżecie federacji, ukazując tragiczną sytuację gospodarczą, maskowaną dotychczas, stałym napływem petrodolarów. Być może, właśnie w tym momencie prezydent uznał, że winy za słabe przygotowanie Rosji do kryzysu nie ponosi wyłącznie Ameryka, lecz także jego poprzednik, który doprowadził do wycofania sporej części zachodniego kapitału, zaniedbując jednocześnie rozwój własnej gospodarki w latach globalnej prosperity.

Zastanawia, jak istotną rolę w dojrzewaniu Miedwiediewa do koncepcji Rosji liberalnej, otwartej na świat, odegrał element ekonomicznej indolencji poprzedniego władcy. Z pewnością był to czynnik istotny dla wywołania samego procesu, jednak nie należy bagatelizować ukrywanych dotąd ambicji Miedwiediewa. Jeśli cofniemy się pamięcią do czasów kiedy obecny premier Putin odgrywał rolę zaufanego i lojalnego względem ustępującego prezydenta Jelcyna, widzimy pewne prawidłowości w ewolucji obydwu pomazańców. Wprawdzie jest jeszcze za wcześnie aby stwierdzić, że Miedwiediew jest równie ambitny i wyrachowany, jak jego mentor, jednak gołym okiem widać różnicę między Miedwiediewem z pierwszych dni prezydentury, a Miedwiediewem obecnym. Kilka dni w honorach i zaszczytach jakie przypadają w udziale głowie państwa, wpływa budująco na własne ego, karmi uśpioną dotąd ambicję, można więc uznać, że motywacja i system wartości Miedwiediewa prezydenta, różni się znacznie od Miedwiediewa jeszcze kandydata.

Jakiś czas temu, pojawiły się plotki na temat zmian kadrowych na najwyższych stanowiskach federacji.  Spekulowano między innymi na temat dymisji lojalnego wobec Putina, ministra spraw zagranicznych Ławrowa, jednak pierwszym ewidentnym znakiem odmienności poglądów Miedwiediewa, był artykuł „naprzód Rosjo!” w którym prezydent nakreślił wytyczne, którymi Rosjanie powinni się kierować aby modernizacja Rosji przestała być jedynie kolejnym z pobożnym życzeń społeczeństwa i kolejnych władców, lecz stała się celem osiągalnym w ciągu najbliższych dekad. Prezydent w tekście piętnował korupcję, zwracał uwagę na palącą potrzebę liberalizacji gospodarki, wreszcie krytykował małą przejrzystość procesów politycznych, sugerując liberalizacje również tej sfery. Wyraźnie zaznaczył jednak, że Rosji nie jest potrzebna rewolucja, że zmiany powinny przebiegać stopniowo, ewolucyjnie, aby uniknąć kolejnych lat szkodliwego dla rozwoju państwa chaosu, który w latach 90 doprowadził do ryzyka całkowitego jego rozpadu.

Znamienne są słowa zawarte w artykule, prezydent pisze, że na drodze do modernizacji państwa stoją pewne kręgi, które „nie starają się stworzyć niczego nowego, nie chcą rozwoju i boją się go..”. Nasuwa się refleksja, czy prezydent wspominając o pewnych kręgach miał na myśli stworzony przez Putina system, w którym władzę dzierżą ludzie kontrolowani bezpośrednio przez obecnego premiera? Być może Miedwiediew, publikując „Naprzód Rosjo!” postanowił , że użyje tekstu jako narzędzia pomiaru nastrojów społecznych względem własnej osoby, oraz względem wizji Rosji ze swych ambitnych planów. Pomiar nie wypadł zbyt obiecująco.

Od pierwszych dni kadencji Miedwiediewa minęło ponad półtora roku i wiele się w tym czasie zmieniło. Młody następca, ponad wszelką wątpliwość, okazał się człowiekiem zdolnym unieść niełatwy ciężar prezydentury. Nowy władca zdołał też zgromadzić całkiem sporą i wpływową grupę lojalnych zauszników. Być może nadeszły czasy, kiedy władca pozorny, kukiełka szarej eminencji cicho przygotowuje się do sięgnięcia po władzę faktyczną, próbując przejąć kontrolę nad balansowaniem frakcji w obrębie Kremla?

Gdyby spekulacje okazały się prawdą, a ambitny plan Miedwiediewa odniósł sukces, krajobraz polityczny Kremla z pewnością uległ by radykalnej zmianie. Pewności, że prezydent pozostałby równie liberalny w momencie uzyskania kontroli nad resortami siłowymi, jednak nie ma. Nie ma również pewności, że obecne pragnienie zmian politycznych nie jest jedynie tymczasowym posunięciem, tracącym rację bytu natychmiast po osiągnięciu prezydenckich celów. A co jeśli liberalne szaty Miedwiediewa skroił nie kto inny, jak szara eminencja we własnej osobie po to, aby przywitać z powrotem z wielkim hukiem wyrzucony kapitał zachodnich kolegów, gdyż płynność finansowa rosyjskich gigantów rynku została zdradziecko zaburzona? Czyżby, kryzys wymógł zmianę twardej retoryki, lecz godność i duma nie pozwalały tego wyartykułować osobiście?

Europa z pewnością po cichu sprzyja liberalnemu Miedwiediewowi. Bruksela obawia się jednak czarnego scenariusza, więc europejczycy pozostaną bierni wobec samego procesu ewentualnych zmian zachodzących na Kremlu. Ostatecznym Zwycięzcą mógłby zostać przeciwnik naszego faworyta, a w takim scenariuszu sucha dyplomacja z pewnością by zawiodła. Czas pokaże jak potoczy się dalej dramat, którego scenariusza nie znają w pełni biorący w nim udział aktorzy. Kreml pokazuje nam wyraźnie, że ma dwa odmienne oblicza. Jedno z nich znamy już dobrze, mieliśmy czas właściwie je ocenić, wiemy też do czego jest zdolne. Drugie natomiast jest nam mniej znane, lecz wykazujące zdecydowaną chęć współpracy. Europa i Rosja potrzebują współpracy.

Tymczasem świat w milczeniu oczekuje na kolejne akty kremlowskiego dramatu.

Dla bardzo wytrwałych, materiał telewizji Russia Today przypominający inaugurację  panowania obecnego prezydenta Miedwiediewa.