„Newskij Ekspress” – kaukaska walka z wiatrakami

Russia_ChechnyaW miniony piątek doszło do zamachu terrorystycznego na pociąg „Newskij Ekspress” łączący koleją Moskwę z St. Petersburgiem. Do zamachu przyznała się kaukaska grupa islamistów Doku Umarowa. Wskutek wybuchu śmierć poniosło 26 osób (w tym kilku wysoko postawionych oficjeli), a około 100 trafiło do szpitala.

Początkowo do zamachu przyznała się neonazistowska organizacja Autonomiczna Grupa Bojowa Combat 18. „Bojowa organizacja Combat 18 bierze na siebie odpowiedzialność za zamach na pociąg pasażerski ‚Newski Ekspress’. Nadszedł już czas, oświadczamy, że nasza walka dotknie każdego obywatela w tym kraju. W tej wojnie nie ma niewinnych ofiar, są tylko nasi zwolennicy i nasi wrogowie”. Jest to jednak zwykły zabieg marketingowy, swoista autopromocja niszowej grupy.

W scenariusz ten od początku nie wierzono na Kremlu. Dziś rano portal KavkazCenter.com opublikował list od grupy kaukaskich islamistów Batalionu Męczenników Rijad-us-Saliheen (Ogrody Prawych) działającej pod auspicjami Emiratu Kaukazu, na którego czele stoi Doku Umarow. „Dziś dokonujemy sabotażu na liniach wysokiego napięcia, gazo- i ropociągach. Wiele z operacji jest w trakcie przygotowań. Wielokrotnie w odniesieniu do tych zdarzeń mówiono, że „Mudżahedini prowadzą wojnę przeciwko ruskim cywilom”, ale będziemy walczyć dalej i kontynuować nasze akty zemsty. Oświadczamy, że zrobimy wszystko co możliwe, żeby szerzyć Dżihad na terytorium Rosji, żeby atakować jej ekonomię, tak aby nie miała możliwości używania Kaukazu jako swojej bazy surowcowej”.

Emirat Kaukazu to wirtualny twór mający w przyszłości obejmować rosyjskie republiki: Czeczenię, Inguszetię, Dagestan, Osetię, Kabardo-Bałkarię oraz Karaczajo-Czerkiesję. To oczywista mrzonka – przynajmniej na dzień dzisiejszy. Warto jedno przystanąć na moment i zastanowić się nad źródłem muzułmańskiej agresji. Co powoduje wzrost islamskiego terroryzmu w XXI wieku? Upodlenie i upokorzenie. Obiegowa opinia zgania często winę na biedę. Bieda jednak przyczynia się do terroryzmu w bardzo niewielkim stopniu. O wiele bardziej niebezpiecznym zjawiskiem jest właśnie upokorzenie odczuwane przez muzułmanów względem tzw. Zachodu, które niemal zawsze niesie za sobą rosnącą frustrację, a ta z kolei niechybnie prowadzi do przelewu krwi. Słynne porzekadło mówi, że „każdy orze jak może”. Muzułmanie w większości słabo uzbrojeni i niezorganizowani narodowo muszą uciekać się do jedynej dostępnej im metody – terroru.

Skąd to poczucie upokorzenia u kaukaskich muzułmanów? Mieszkańcy Emiratu Kaukazu dążą do oddzielenia się od Rosji i utworzenia islamskiego państwa pomiędzy prawosławnymi Rosją i Gruzją. Kiedy po rozpadzie Związku Radzieckiego powstało 15 nowych państw, muzułmanie wciąż pozostawali w obcym dla siebie świecie. Pod koniec XX wieku miały miejsce dwie krwawe wojny pomiędzy Rosją i Czeczenią, która pragnęła niepodległości. Upokorzenie wciąż narastało jak to u gnębionej etnicznie oraz religijnie mniejszości, która czuje się jak imperialny parias pozbawiony wolności i równego traktowania. Obrazowo można to ująć słowami Rusłana Nachuszewa, który rzekł: „Dlaczego młody sportowiec z Kaukazu ma po wygranej walce obnosić rosyjską flagę? Co mu dały te trzy kolory? Wiecznie zachlanego ojca? Matkę handlującą na bazarze? To, że w Rosji będzie zawsze tylko czarnuchem, bez żadnych praw?”.

Upokorzenie narasta w sercach kaukaskich muzułmanów. Dlatego w błędzie tkwi każdy, komu wydaje się, że ataki terrorystyczne, jak ten w ubiegły piątek, są jedynie pojedynczymi wybrykami szaleńców. Z punktu widzenia mieszkańców kaukaskich republik rosyjskich gra warta jest świeczki – mają bowiem niewiele do stracenia i sporo do udowodnienia. Te ciągłe akty terroru z jednej i drugiej strony to nic innego jak wciąż jeszcze nieskończona wojna, która trwać będzie aż do uzyskania niepodległości przez Emirat Kaukazu bądź też Czeczenię jako niezależne państwo. Wojna prowadzona na podstawie jedynych dostępnych środków jakimi bojownicy dysponują. Terrorem oraz chęcią zemsty.

W krewkiej naturze mieszkańców Kaukazu istnieje niepisana zasada odwetu. Tym bardziej, gdy potęgowana jest przedłużającą się okupacją ze strony Rosji – tak należy to widzieć, żeby zrozumieć motywy działania terrorystów. W niedawnej przeszłości zdarzyło się kilka brutalnych aktów zemsty za niewolę Kaukazu i mordowanie Czeczenów przez Rosjan. W 2002 roku miał miejsce samobójczy atak czeczeńskich terrorystów na moskiewski teatr na Dubrowce. Zginęło wówczas ponad 300 osób. We wrześniu 2004 grupa terrorystów Szamila Basajewa wdarła się do szkoły w Biesłanie. W wyniku akcji wojska i policji, które zerwały pertraktacje z napastnikami śmierć poniosło ponad 400 osób – w tym 171 dzieci. Żądania terrorystów były zawsze te same: wycofać rosyjskie wojska z Czeczenii oraz przyznać Republice Czeczenii niepodległości. Kreml jednak nie pertraktuje z terrorystami. Mało tego, Kreml nie pozwala nawet na sprzeciw wobec swojej polityki. Galina Starowojtowa, Anna Politkowska i Natalia Estemirowa. Wszystkie głosiły zbliżone poglądy skupiające się wokół konieczności przestrzegania praw człowieka na Kaukazie i zaprzestania eskalacji rosyjskiego nacjonalizmu w muzułmańskich republikach. Skończyły tak samo – zostały brutalnie zamordowane. Ot, rosyjska forma knebla.

A propos „Dubrowki”. Krystyna Kurczab-Redlich w książce „Głową o mur Kremla” opisuje historię Luizy Bakujewy – Czeczenki. „Siedemnastu pijanych żołnierzy (Rosjan – przyp. autora) wpadło do jej domu. Na piecu stał kocioł z wrzątkiem (Luiza zabierała się do prania). Do wrzątku wrzucono dziecko. Żołnierze, śmiejąc się, przytrzymywali Luizę, nie pozwalając jej na żaden ruch. A potem ją gwałcili. Wszyscy. Butelką też. Na ciele gasili papierosy. Nożami wycinali krzyże”. Kilka miesięcy później Luiza zginęła jako terrorystka w teatrze na Dubrowce. Ludzi takich jak ona jest więcej. Na Kaukazie każdy stracił kogoś bliskiego i każdy ma motyw do odwetu.

Nienawiść do okupanta i oprawcy ciągle narasta. Ataki terrorystyczne z pewnością nie ustaną. Nie bardzo widać jakiekolwiek optymistyczne wyjście z tego impasu. Czy niepodległy Emirat Kaukazu zaprzestanie terrorystycznych praktyk? Czy istnieje w ogóle szansa, aby w niedalekiej przyszłości Rosja pozwoliła swoim południowym republikom na oddzielenie się? Nie sądzę. Odradzająca się na nowo imperialna Rosja dąży raczej do kolejnych aneksji, jak w przypadku Abchazji, Krymu czy Osetii niźli do ustępstw terytorialnych. Kreml jest dziś także o wiele bardziej zaangażowany w imperialną rolę wodza republik niż miało to miejsce po upadku Związku Radzieckiego. Nie bez powodu moskiewski duumvirat w składzie Putin – Miedwiediew stroszy swój pawi ogon na wszelkie możliwe sposoby: manewry wojsk Szanghajskiej Organizacji Współpracy z Chinami, parady wojskowe na Krymie zamieszkałym w większości przez Rosjan, loty zwiadowcze nad Bałtykiem oraz próby ingerencji w sprawy wewnętrzne Ukrainy, czy Gruzji. Te prowokacje mają na celu pokazać, iż Kreml wraca do wielkiej gry mocarstw i powstaje z kolan. Na ile to powstanie jest iluzoryczne pozostaje kwestią drugorzędną bowiem Czeczeni i inne kaukaskie narody są w tej walce bez szans i jedyne co mogą to kontynuować zamachy na ludność cywilną Rosji. Tak też pewnie będzie.