Kontrowersyjna śmierć Jegora Gajdara

grafika
źródło: robertamsterdam.com

Niewiele da się pewnie dodać do komentarzy dotyczących śmierci byłego premiera Rosji Igora Gajdara. Mimo to chcę jednak o tej sprawie wspomnieć. Zmarł w niezwykle młodym wieku 53 lat. Określam ten wiek jako młody, bo gdy zostawał premierem miał lat zaledwie 36. Zarówno wcześniej jak i później w swej kontrowersyjnej karierze zyskał mnóstwo wrogów i przyjaciół.

Gajdar był postacią złożoną ze skomplikowaną karierą w stawiających niezwykłe wyzwania czasach. Dla wielu jego odejście przywołuje wspomnienie ekonomicznej „terapii szokowej”, która zniszczyła oszczędności wielu ludzi, spowodowała nagły rozrost biedy i zmieniła życie wielu ludzi w koszmar. Nie powinno zaskakiwać, że w dniu śmierci Gajdara pojawiło się mnóstwo złośliwych komentarzy, a jednak zszokowało mnie to. Gajdar nie był głośnym przeciwnikiem Kremla (jest nim jego córka Maria) i choć jego podpis na części liberalnych reform widnieje tuż obok podpisu Gorbaczowa, był jednym z tych polityków lat 90., którzy wprost zaaprobowali Putinizm. Po tym, jak w 2006 przeżył próbę otrucia, rezolutnie zaprzeczył, by mógł w to być zamieszany rząd.

Minęło wiele czasu odkąd był zaangażowany w istotną politykę i wydawałoby się, że Rosjanie zrozumieli już, że nie było żadnego niezawodnego planu przejścia od Związku Radzieckiego do tego, czym Rosja jest dziś. Faktycznie nacjonaliści zachwyceni ekonomicznym odrodzeniem Rosji muszą doceniać kurs wyznaczony przez niepopularnego ekonomistę. „Podręczniki historii reform nie zostały jeszcze napisane” stwierdził ekonomista Leonid Grigoriew w wywiadzie z Ronaldem Oliphantem. „Temat był zbyt bolesny politycznie w ostatnich dwóch dekadach. Kiedy jednak takie podręczniki powstaną, Gajdar będzie miał w nich mnóstwo miejsca.” Ten cytat najlepiej chyba tłumaczy to, czego świadkami byliśmy ostatnio.

W reakcjach oficjalnych widzimy zaskakującą zgodność spektrum ideologicznego – wszyscy wyrażają kondolencje i wyrazy szacunku. Są więc oczywiści zwolennicy, jak Anatolij Czubajs, który kwieciście chwali karierę Gajdara, przyłączają się jednak także inni jak Władimir Putin, Dimitrij Miedwiediew czy nawet ultra-nacjonalista Władimir Żirinowski. Każdemu, kto sądził, że obóz Putina urządzi ze śmierci Gajdara propagandowy cyrk (biorąc pod uwagę, że Kreml przedstawia się raczej jako ten, kto uratował sytuację, a nie zyskał na chaosie lat 90.) powinien przypomnieć sobie huczny pogrzeb Borysa Jelcyna.

Może wydarzenia towarzyszące  śmierci Gajdara i te otaczające śmierć Jelcyna mają to samo wyjaśnienie. Szef biura Timesa Steven Lee Myers pisze w tekście omawiającym pogrzeb Jelcyna, że widział w nim znaki włączenia jego schedy, a przynajmniej dużej jej części w narodowy mit, który działa na korzyść władz państwowych: „W tym powstałym niedawno micie odważni, zdecydowani   patrioci i obrońcy demokracji, a nie problematyczny, niepewny wyraz woli ogółu. Wyniesienie Jelcyna ukryło ciemniejszą stronę – porażkę w Czeczenii, wzrost oligarchów, kapitulację wobec Zachodu, pijaństwo – częściowo z szacunku dla zmarłych, po części niewątpliwie dlatego, że Putin mógł w ten sposób przedstawić sam siebie jako pogromcę rewolucji i człowieka, który odbudował wielkość Rosji. (…) Dowodzi to, że kraj wciąż szuka symboli swojej tożsamości narodowej, lub, by być bardziej dokładnym, kraj wciąż się o te symbole kłóci”.

Jegor Gajdar nie był oczywiście prezydentem, a zbiorowa pamięć narodu rzadko zapomina. Miał bardzo trudne zadanie w wyjątkowo ciężkim momencie historycznym. Pozostał wierny swoim przekonaniom i decyzjom (z których wiele nie było błędnych) pokonując przy tym całą serię przeciwności. Dla Rosjan i tych, którzy obserwują rosyjską rzeczywistość jego kariera przywołuje niezamknięte dyskusje o przeszłości, ważne wspomnienia i spóźnione refleksje nad tym jak kraj radzi sobie z dawnymi oczekiwaniami.

Robert Amsterdam