Irańska iluzja

nuclearIran

Szczyt klimatyczny w Kopenhadze nie okazał się wystarczająco interesujący, więc musiały pojawić się „nowe” newsy. Na tapetę powrócił znowu Iran i jego program atomowy. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej miała już otrzymać kopię dokumentu poświadczającego, że w 2007 roku Irańczycy pracowali nad technologią, która może znaleźć zastosowanie tylko przy budowie broni jądrowej.

Scenariusz wydarzeń jest znany i tym razem widzowie nie odczuli zawodu. Teheran został potępiony, pojawiły się wezwania do niezwłocznego nałożenia ostrych sankcji na Iran, Izrael znowu pogroził ajatollahom palcem, a gdzieś między słowami unosiła się niewypowiedziana groźba ataku na irańskie instalacje nuklearne. Zgrana karta, wszyscy niejednokrotnie już to widzieliśmy i słyszeliśmy.

Nie przesądzając, czy Iran dąży do zbudowania broni jądrowej, należy stwierdzić, że żadnego obserwatora wydarzeń międzynarodowych nie powinna dziwić chęć wejścia w posiadanie głowic atomowych. W naturalny sposób broń ta staje się pewną gwarancją bezpieczeństwa (głównie dla elity władzy), podnosi także prestiż państwa i pozwala mu na skuteczniejszą projekcję interesów. Gra jest tym bardziej warta świeczki, że region, którym zainteresowany jest Teheran, to w zasadzie atomową pustynią. Tylko Izrael posiada, choć nigdy tego nie potwierdził, broń jądrową. Wydaje się, że droga do mocarstwowości i dominacji w regionie Zatoki Perskiej, a dalej na całym Bliskim Wschodzie prowadzi przez przystanek „Broń jądrowa”.

Ciekawie o celach Iranu oraz rywalizacji, coraz brutalniejszej, islamskiej republiki z Królestwem Arabii Saudyjskiej napisał Tomasz Otłowski, ekspert ds. stosunków międzynarodowych. Warto zwrócić uwagę na wymienione przez Otłowskiego narzędzia, których Iran może użyć, aby realizować własne interesy. Irańczycy mogą siać ferment w Bahrajnie, Iraku, Afganistanie, Jemenie, Libanie czy Strefie Gazy – a z dwóch ostatnich także w Izraelu, wykorzystując swoich „protegowanych” z Hezbollahu i Hamasu.

Jeśli coś pójdzie nie po myśli Teheranu, jak teraz, gdy program atomowy znowu wrócił na tapetę, a media i eksperci straszą izraelskimi (a nawet amerykańskimi) nalotami, Irańczycy mogą skorzystać z posiadanych przez siebie narzędzi. Osiągną dzięki temu swój cel, jakim jest zyskanie na czasie oraz skoncentrowanie uwagi najgroźniejszych przeciwników na innych problemach.

Irańczycy mogą użyć iluzji do odwrócenia uwagi od programu atomowego. Iluzja, stosowana przez rozmaitych „czarodziejów” i prestidigitatorów, sprawdza się także w stosunkach międzynarodowych. Magia zręcznej ręki może z powodzeniem być stosowana na poziomie relacji między państwami oraz mediokracji, gdzie widzowie zobaczą tylko to, co telewizje zechcą im pokazać. Iran może więc wykorzystać swoje atuty, aby uwaga świata skupiła się np. na Strefie Gazy czy Jemenie. Widzowie, patrząc na cuda wyczynianie jedną ręką, nie patrzą już na to, co robi druga.

Idąc dalej tropem iluzji, można zaryzykować tezę, że cały program atomowy jest zręczną iluzją, której celem jest odwrócenie uwagi zainteresowanych (stała piątka RB  ONZ i RFN) od prawdziwych intencji Teheranu. Zmyłka drodzy Czytelnicy, to podstawowa metoda magików. Podwójna zmyłka to tylko wyższa szkoła jazdy, opanowana przez co zręczniejszych iluzjonistów.

Być może Irańczycy zachowują się jak iluzjonista na scenie podczas przedstawienia. Spoglądamy z podziwem na kolejne, zdawałoby się niemożliwe, triki i jesteśmy jak zahipnotyzowani. Kupujemy sprzedawane nam z gracją i wdziękiem sztuczki. Tymczasem, podziwiając efekty, zapominamy o podstawowej zasadzie iluzji – efekty osiąga się za pomocą metod. Gdy rozpracuje się metodę, efekt traci swój blask.

Trudno stwierdzić, czy militarny program atomowy Iranu to iluzja, czy główny cel władz w Teheranie. Odpowiedzi mogłaby udzielić tylko rzetelna analiza polityki zagranicznej Iranu w ostatniej dekadzie, dzięki której dowiedzielibyśmy się, jak i gdzie zwiększały się wpływy islamskiej republiki. Nie jest bowiem wykluczone, że przykuwający uwagę problem atomu pozwolił Irańczykom poważnie wzmocnić swoją pozycję w regionie innymi środkami. Czy lista, choć niekompletna, przedstawiona przez Otłowskiego zdaje się sugerować nam twierdzącą odpowiedź na tak postawione pytanie? Pozostawiam to ocenie Czytelników.

Piotr Wołejko

PS. Korzystając z okazji polecam uwadze Czytelników świetną książkę Jeffery’ego Deavera pt. „Mag” (tytuł w oryginale „The Vanished Man”), w której wątek iluzji został rozwinięty in extenso.