Co kręci stosunkami międzynarodowymi?

globe1Pytań jest kilka: jak dużą rolę w polityce międzynarodowej odgrywa poczucie tożsamości, sympatie i antypatie przywódców państw do różnych systemów ustrojowych? Dlaczego ta sama broń na podorędziu jednego kraju jest przyjmowana spokojnie, a „w rękach” drugiego wywołuje falę gniewnych reakcji? Dlaczego Indie z atomem są dla Ameryki do zniesienia, a Iran już nie? Czy analiza „czystych” racjonalnych interesów narodowych wyjaśnia dostatecznie dobrze stosunki międzynarodowe?

W politologii zajmującej się polityką światową istnieją koncepcje, które próbują zmierzyć się z tymi pytaniami. Jedną z nich jest teoria demokratycznego pokoju, która zakłada, że demokracje nie prowadzą ze sobą wojen. Jest to koncepcja kontrowersyjna (punkt widzenia zależy od definicji państwa demokratycznego), która uznawana jest za ciekawą obserwację wciąż czekającą na systematyczne ujęcie teoretyczne. Inną koncepcją jest konstruktywizm – wedle tego podejścia przywódcy definiują zagrożenia narodowe biorąc pod uwagę interesy kraju, które z kolei są kształtowane przez ich (przywódców) tożsamość. Główną metodą badawczą konstruktywistów jest analiza dyskursu publicznego.

W grudniowym numerze pisma International Studies Quarterly obie koncepcje spróbował połączyć amerykański politolog Jarrod Hayes. Za temat obrał porównanie reakcji Stanów Zjednoczonych na zbrojenia atomowe Indii i Iranu. Co mu wyszło?

W swoim badaniu Hayes zaproponował następujący schemat wyjaśniający złożoną sytuację:

democratic peace
Źródło: Jarrod Hayes, International Studies Quarterly Vol. 53, 4 ss. 977-999

Termin sekurytyzacja (ang. „securitization”) oznacza tu działanie liderów państw zmierzające do sformułowania, jakie sprawy powinny być traktowane priorytetowo w kategorii bezpieczeństwa narodowego. Termin „democratic identity” zakłada, że normy i tożsamość państwa demokratycznego wpływają na politykę bezpieczeństwa prowadzoną przez przywódcę: kształtują jego interpretację zagrożeń oraz zobowiązują go do przestrzegania wartości ustroju. Jak to się ma do konkretnego przykładu?

Indie i Iran mają kilka cech wspólnych: należą do grupy państw rozwijających się; miały lub mają napięte stosunki z Ameryką (z czasach zimnej wojny Indie były uważane za „przyjaciela” ZSRR); oba kraje wbrew międzynarodowym umowom i oficjalnej polityce USA rozwijają swój potencjał nuklearny. Z analizy dyskursu publicznego przywódców Stanów Zjednoczonych wyziera jednak potężna różnica w reakcjach (które później przechodzą w czyny) na te same działania dwóch państw azjatyckich – co ciekawe, głównym argumentem przywoływanym w rozważaniach i ocenach zagrożenia bezpieczeństwa narodowego USA jest kwestia rodzaju ustroju: demokracji (Indie) lub jej braku (Iran). Według Hayesa tej różnicy postępowania nie da się wytłumaczyć jedynie zimną kalkulacją amerykańskich interesów: Indie chętnie stałyby się członkiem Szanghajskiej Organizacji Współpracy, współpracują blisko z Rosją, mają silne więzi gospodarcze z Chinami, wciąż pozostają jednym z nielicznych państw, które nie podpisały traktatu o zapobieganiu rozprzestrzeniania się broni jądrowej (ang. NPT) – nie jest to dla USA wymarzony partner do balansowania siły innych wzrastających mocarstw w Azji. Natomiast Iran? Im mocniej przyciskany, tym bardziej zdaje się wykorzystywać swoje wpływy w regionie, oczywiście w sposób zdecydowanie przeczący interesom Ameryki. Czy tożsamość i poczucie wspólnoty wartości demokratycznych kształtują w tych przypadkach politykę bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych?

Metodą na udowodnienie postawionej tezy jest przebadanie dyskursu publicznego. Hayes z precyzją punktuje najważniejsze na przestrzeni lat wypowiedzi amerykańskich decydentów (przytaczam jedynie kilka, aby oddać sens):

Zaraz po pierwszej oficjalnej próbie broni jądrowej Indii w 1998 roku prezydent Clinton swoje zaniepokojenie zaczął wyrażać w kontekście zrozumienia i dialogu, a nie nadciągającego zagrożenia: „(…) Indie są prawdopodobnie najbardziej efektywną demokracją ostatnich 50 lat, ponieważ  udało się im obronić demokratyczne wartości pomimo niezwykłej różnorodności [tego państwa – dop. PG], (…) oraz wewnętrznych i zewnętrznych nacisków.”

W podobnym tonie utrzymywały się inne jego przemówienia. Zaledwie trzy miesiące po atomowym teście amerykański senat zniósł sankcje rolnicze (najpoważniejsze ze wszystkich nałożonych). Wbrew działaniom Indii rozwijającym swój program jądrowy, również za prezydentury Busha juniora w komentarzach dominował ton zaufania i szukania współpracy, który osadzony był w poczuciu wspólnej tożsamości. W 2005 roku Bush deklarował: „Cieszę się, że mogę stać tu dziś z premierem Singhiem, przywódcą jednej z najpotężniejszych demokracji świata (…). Dzięki wspólnym wartościom, stosunki między naszymi państwami są tak silne jak nigdy wcześniej”.

democratic peace2
Źródło: Jarrod Hayes, International Studies Quarterly Vol. 53, 4 ss. 977-999

Według Hayesa działania desekurytyzacji  indyjskiego programu atomowego przez amerykańskich decydentów opierają się jednoznacznie na przeświadczeniu, że demokratyczne ustrój i wartości Indii zapewniają pokój i współpracę obu państw.

Zupełnie inną bajkę słychać w dyskusji o Iranie. We wszystkich przemówieniach niedemokratyczny charakter Iranu jest przedstawiany jako powód wielkiego zaniepokojenia i braku zaufania do irańskiego programu jądrowego. Esencją tego było zaliczenie Iranu przez Busha juniora do państw „osi zła”. W 2005 roku Bush grzmiał: „Jeden cel łączy wolny świat w sprawie Iranu: chcąc zachować pokój, (…) nie mogą dopuścić by Iran zbudował broń atomową”.

democratic peace3
Źródło: Jarrod Hayes, International Studies Quarterly Vol. 53, 4 ss. 977-999

W cytowanych w artykule wypowiedziach amerykańskich liderów notorycznie powraca ten sam schemat: najpierw przedstawienie Iranu jako brutalnego systemu niedemokratycznego, a następnie zarysowanie zagrożenia, które stanowi on dla Stanów Zjednoczonych.

W swoim tekście Jarrod Hayes łącząc koncepcje demokratycznego pokoju i konstruktywizmu próbuje udowodnić, że tożsamość decydentów gra poważną rolę w procesie formułowania priorytetów polityki bezpieczeństwa narodowego kraju. To od niej często ma zależeć rodzaj zachowań: poszukiwanie współpracy między krajami, bądź prowadzące do napiętych stosunków nastawienie wojownicze. Czy Hayes ma rację?

Cały problem obu koncepcji/teorii, którymi posługuje się politolog polega na tym, że są one głównie metodami wyjaśniającymi czyny i działania już podjęte, natomiast są bardzo grząskim gruntem w próbach systematycznego przewidywania zachowań państw w przyszłości. W ramach intelektualnej zabawy w politologiczne łamigłówki, zostawiam czytelników i siebie z dwoma pytaniami, które postawi każdy przyparty obiema koncepcjami do muru realista:

Dlaczego mamy sądzić, że inny – demokratyczny – Iran zrezygnuje z działań zwiększających jego bezpieczeństwo (broń jądrowa) w niestabilnym regionie, lub więcej, zrezygnuje z powiększania swoich wpływów? Co za tym idzie: czy Stany Zjednoczone w poczuciu wspólnoty wartości z nowym Iranem wesprą go burząc tym samym równowagę sił w tak czułym dla własnych interesów regionie i przyczyniając się do powstania lokalnego mocarstwa (tym samym całkowicie uzależniając się od niego)?

Jan Barańczak [tłumaczenia cytatów: PG]