Chiny i Indie – współpraca czy konfrontacja?

Dzięki dynamicznemu wzrostowi gospodarczemu dwa miliardowe kraje Azji dołączają do grona światowych potęg. Chiny i Indie to, zależnie od porównywanej dziedziny, kraje bliźniaczo podobne albo krańcowo od siebie odległe. Zaszłości historyczne oraz bliska współpraca Chin z Pakistanem budzą nieufność Indii do Pekinu. Z drugiej strony obroty handlowe pomiędzy Indiami a Chinami powiększyły się w ciągu niespełna dwóch dekad (od 1992 roku) z mniej niż 350 milionów do ponad 50 miliardów dolarów. Co zdominuje relacje dwóch azjatyckich gigantów w XXI wieku: współpraca gospodarcza czy nieufność i strategiczne manewry obliczone na powstrzymywanie przeciwnika?

Chindie

Ekonomiści często mają szczęście do nośnych określeń. Najpierw BRIC, czyli wyimaginowana grupa składająca się z Brazylii, Rosji, Indii i Chin – państw rozwijających się, które odegrają istotną rolę świecie, a następnie Chindie, czyli coraz ściślejsza kooperacja gospodarcza Chin i Indii – dwóch wschodzących potęg wschodu. Ostatnie określenie zakłada nie tylko większą współpracę, ale także współzależność. Cytowany w interesującym artykule opublikowanym na łamach Asia Times anonimowy chiński urzędnik trafnie ujął istotę sprawy: „Chiński przemysł i indyjskie usługi, chiński sprzęt i indyjskie oprogramowanie stworzą idealną sytuację, w której obie strony zwyciężą„.

Połączenie potencjału gospodarczego Chin i Indii stworzyłoby sytuację bez precedensu w historii ludzkości. Niestety dla optymistów, głębsza integracja i ściślejsza kooperacja są mało prawdopodobne. Już teraz Dehli niechętnie patrzy na chińską nadwyżkę w bilansie handlowym, przekraczającą 10 miliardów dolarów. Jednak bilans handlowy wydaje się najmniej istotnym z problemów, stojących na drodze do Chindii.

Pakistan istotnym problemem

Hindusi są bowiem przekonani, że dyplomacja Pekinu od dłuższego czasu prowadzi politykę zagraniczną obliczoną na okrążenie Indii wianuszkiem przyjaznych Chinom państw. Cierniem w sercu Indii są bliskie stosunki Chin z Pakistanem, śmiertelnym wrogiem indyjskiego państwa. Po pierwsze, Indie uważają, że wpieranie Pakistanu to manewr mający na celu uwiązanie znacznych sił i zasobów Indii do powstrzymywania Islamabadu. Kością niezgody jest Kaszmir, obecnie podzielony między Indie, Pakistan oraz Chiny (które otrzymały fragment terytorium Kaszmiru od Pakistanu). W ten sposób Chiny zostały wciągnięte w trwający już sześć dekad spór o Kaszmir.

Chiny wspierały Pakistan także dlatego, że w czasach Zimnej Wojny Indie związały się blisko ze Związkiem Radzieckim, z którym Pekin miał od drugiej połowy lat 50. na pieńku. Większe i silniejsze Indie stanowiły dla Pakistanu istotne zagrożenie, stąd pomoc Chin była mile widziana. Chińczycy pomogli w pracach nad pakistańską bronią jądrową, a także do dziś zaopatrują Pakistan w uzbrojenie i sprzęt wojskowy. Na polu militarnym Indie zostały także upokorzone przez Chiny podczas krótkiej wojny z 1962 roku, w wyniku której Pekin zajął niewielką część terytorium położonego w wysokich górach. Spory o granice oraz wzajemne roszczenia terytorialne między Indiami a Chinami trwają zresztą do dziś i nic nie wskazuje na to, żeby zbliżały się do szczęśliwego finału. Dialog dotyczący spornych ziem, choć długotrwały, nie przynosi bowiem żadnych efektów.

Pewnym kłopotem jest również chińska polityka wobec Tybetu i Tybetańczyków. Indie udzielają schronienia Dalajlamie oraz tysiącom uciekinierów z zajętego przez Chiny Tybetu.

Chiny, Indie i ten trzeci

Kolejnym elementem tej skomplikowanej układanki są Stany Zjednoczone. Zamorskie mocarstwo z rozległymi interesami na całym świecie coraz lepiej rozumie, że Azja odegra główną rolę w XXI wieku. Amerykańscy analitycy są zdania, że ewentualnym zagrożeniem dla interesów USA mogą być Chiny. Stąd pomysły, aby zastosować strategię balansowania rosnących w siłę Chin z pomocą pozostałych lokalnych potęg: Japonii oraz Indii. Pierwsze z tych państw jest historycznie rywalem Pekinu, a do tego znajduje się niejako pod amerykańską kuratelą jeśli chodzi o bezpieczeństwo i kluczowe kwestie polityki zagranicznej. Tokio stanie więc po stronie Waszyngtonu.

Zagadką jest natomiast postawa Indii. Jest wiele powodów, dla których amerykańską oferta dołączenia do sojuszu powstrzymującego Chiny wydaje się atrakcyjna. Oprócz wyżej wymienionych warto zwrócić uwagę na brak zaufania. Oba kraje nie ufają sobie na wzajem, jednak większą nieufność daje się wyczuć po stronie Indii. Jednak nic nie jest oczywiste. Relacje amerykańsko-indyjskie, choć ostatnią przeżywają renesans, są stosunkowo świeże i wcale nie tak serdeczne i pełne zrozumienia, jak się je publicznie przedstawia. Istotna jest także odpowiedź na pytanie, czy Indie byłyby gotowe wystąpić przeciwko Chinom, jeśli wymagałyby tego okoliczności? Truizmem jest stwierdzenie, iż amerykański flirt z Indiami bardzo nie podoba się Pekinowi.

Ograniczona współpraca, ograniczona konfrontacja

Niewiele wskazuje na to, aby fundamentalne spory na linii Dehli-Pekin miały wkrótce doczekać się rozwiązania. Roszczenia terytorialne oraz bliskie stosunki Chin z Pakistanem powodują, że Indie z nieufnością i dużą ostrożnością będą odnosić się do Chin i ich poczynań. Bliska współpraca nie jest wykluczona, ale tylko w dziedzinach, w których interesy obu państw będą zbieżne. W bieżącym roku Chindie zaprezentowały jedność podczas negocjacji w ramach WTO oraz na szczycie w Kopenhadze. Można to uznać za obiecujący początek, ale uwarunkowania dyplomatyczne uniemożliwiają dalsze postępy.

Konfrontacja zbrojna jest raczej wykluczona, choć spory graniczne mogą wymknąć się spod kontroli. Z tej perspektywy za korzystne należy uznać utworzenie „gorącej linii” pomiędzy atomowymi potęgami Azji. Pozwala to wierzyć, że ewentualne nieporozumienie nie przerodzi się w wojnę na pełną skalę, a w najgorszym przypadku w wymianę atomowych ciosów.

Pakistan fundamentem stabilności?

Jakkolwiek paradoksalnie to nie zabrzmi, część chińskich analityków uważa, że kluczowym elementem ustabilizowania sytuacji w regionie oraz zbliżenia chińsko-indyjskiego może być Pakistan. A konkretnie rozmaite projekty energetyczne, które Chińczycy planują zrealizować w tym kraju bądź przy jego współudziale. Pomijając fakt, że obecnie Pakistan jest głównym źródłem niepokoju w bliższym i dalszym sąsiedztwie, chińskie plany wcale nie są miodem na serca Hindusów.

Chociażby modernizacja pakistańskiego portu w Gwadarze i wykorzystanie go jako alternatywnej drogi importu surowców energetycznych do Chin budzi poważne obawy w Dehli. Po pierwsze, Indie i Chiny twardo walczą o dostęp do tychże surowców, więc sukces Chin może być traktowany jako porażka Indii. Po drugie, Indie obawiają się, czy chińska flota nie zechce wykorzystać pakistańskiego portu jako swej bazy. Jeśli natomiast i Indie skorzystają na pakistańskim pośrednictwie w dziedzinie energetyki, może przybliżyć to perspektywę porozumienia politycznego dotyczącego Kaszmiru i innych spornych kwestii. Więcej o chińsko-indyjskich relacjach, widzianych z perspektywy Chin, w ciekawym opracowaniu sporządzonym pod egidą European Council on Foreign Relations.

Ostrożność Indii

Indie prowadzą bardzo ostrożną i wyważoną politykę zagraniczną. Amerykańskie próby zbliżenia z Indiami są przyjmowane z ostrożnością, a Dehli wyciąga jak najwięcej korzyści, dając jak najmniej w zamian. W ostatnich latach nastąpiło także ostrożne otwarcie na Chiny, efektem czego dynamicznie rosnąca wymiana handlowa oraz zwiększona współpraca tam, gdzie oba kraje łączy wspólny interes. Dopóki jednak nie zostaną rozwiązane problemy pakistańsko-terytorialne, a Chiny i Indie nie przestaną uważać, że druga strona prowadzi wymierzone w nią działania w jej strefie wpływów (a przecinają się one), zakres możliwego zbliżenia chińsko-indyjskiego jest ograniczony.

Co najmniej dwa państwa wierzą, że przyszłość należy do nich. Nie może należeć do obu tych państw jednocześnie.” – mniej więcej taki cytat przywołał Bill Emmott w swojej książce „Rivals: How the Power Struggle Between China, India and Japan will Shape our Next Decade„. Czy można znaleźć trafniejszą odpowiedź na postawione w tytule pytanie?

Piotr Wołejko