Biały Dom i obietnice otwartości

grafika
źródło: utne.com

Jedną z najważniejszych obietnic, które Barack Obama złożył w czasie swojej kampanii wyborczej była obietnica otwartości i transparencji jeśli chodzi o działania jego przyszłej – a wówczas dopiero potencjalnej – administracji. Obama wielokrotnie podkreślał, że jego Biały Dom nie będzie rządzony przez lobbystów, a opinia publiczna zyska m.in przy użyciu Internetu bezprecedensowy wgląd w to jak działa administracja federalna.

Niestety po ponad roku od wyborczego zwycięstwa okazuje się że wprowadzenie tych ambitnych obietnic w życie nie jest takie proste jak to się na kampanijnym szlaku wydawało. Co nie znaczy oczywiście, że w tym względzie nie działo się absolutnie nic godnego uwagi.

Chyba najważniejszym posunięciem administracji w tej dziedzinie było rozpoczęcie publikowania list gości Białego Domu w Internecie. Od kilku miesięcy na whitehouse.gov systematycznie umieszczane są nazwiska ludzi, którzy pojawili się w siedzibie prezydenta USA. Jedyne wyjątki to odwiedziny utajniane ze względu na swą naturę – kandydaci do Sądu Najwyższego, dyplomaci w pewnych sytuacjach oraz osobiste tj. rodzinne wizyty ludzi związanych z prezydentem. Biały Dom udostępnił także agencji AP pełne dane dotyczące spotkań  i konsultacji z doradcami Obamy które odbyli ludzie związani z “health insurance industry”.

Jednak już obietnica kandydata Obamy, że na stronach Białego Domu będą pojawiać się na 5 dni przed ich podpisaniem ustawy, nie jest w żaden sposób realizowana. Również zablokowanie przez administrację możliwości publikacji ukrytych do tej pory przed opinią publiczną fotografii z Iraku przedstawiających nadużycia popełniane przez żołnierzy USA w zakresie traktowania więźniów spotkało się z oskarżeniami o łamanie obietnic dotyczących transparentności. W zakresie bezpieczeństwa narodowego administracja Obamy bardzo często korzysta z identycznych metod i narzędzi jak administracja Busha. Na przykład tzw. “state secrets claim” jest rutynowo używana przez prawników Departamentu Sprawiedliwości by blokować procesy sądowe dotyczące m.in. podsłuchów zakładanych bez nakazów sądowych w ramach walki z terroryzmem. Na tym polu słowa “otwartość” i “transparencja” które zapowiadał Obama nijak mają się do rzeczywistości.

Z drugiej strony, dziś weszła w życie wobec administracji federalnej tzw. Open Government Directive. Zakłada ona między innymi narzucenie wszystkim agendom rządu federalnego ścisłych wymogów dotyczących ilości i zawartości publikowanych przez nie informacji i danych, oraz narzuca konieczności ich umieszczania na opisywanej przeze mnie już stronie data.gov. Jest to serwis który ma w założeniu umożliwić obywatelom i organizacjom pozarządowym korzystanie (także we własnych serwisach, dzięki publikowaniu danych w  otwartych formatach) z wszystkich możliwych informacji tworzonych przez rząd amerykański.

Doktryna ta to kolejny krok we właściwym kierunku. Administracja Obamy jednak czasami robi dwa kroki w przód i jeden do tyłu jeśli chodzi o otwartości i przejrzystość swoich działań.

Michał Kolanko