„Ukraińska” grypa – suma wszystkich strachów

Pacjent otrzymujący szczepionkę przeciw wirusowi A(H1N1). Źródło: Daylife.com/Mustafa Ozer/AFP/Getty Images
Pacjent otrzymujący szczepionkę przeciw wirusowi A(H1N1). Źródło: Daylife.com/Mustafa Ozer/AFP/Getty Images

Sensacja. W sezonie jesienno-zimowym ludzie chorują na grypę, a niektórzy na jej odmianę, zwaną świńską. Na Ukrainie zmarły 53 osoby na całkowitą liczbę chorych szacowaną na 185 tysięcy. Trzeba zaznaczyć, że w podawanych danych nie ma rozróżnienie na ofiary „zwykłej grypy” i „świńskiej grypy”. Umieralność – jak dotąd – wynosi 0,03%. Epidemia dżumy z XIV wieku, podczas której umarła 1/3 populacji Europy, to przy tym pikuś. Tytuły w polskich gazetach, takie jak „Epidemia u polskich bram” (pewnie inspiracja została zaczerpnięta z produkcji „Wróg u bram” opisującej walki z Leningradzie – idealna analogia!), czy „Świńska grypa już w Polsce!”, też świadczą o nadciągającej apokalipsie.

To, że grypy zwykła i niezwykła uderzą w sezonie jesienno-zimowym jest równie zaskakujące, jak zaobserwowania śniegu w alpejskich kurortach narciarskich. Wirus A/H1N1 nie zaatakował Ukrainy dlatego, że jest wybitnie inteligentny i przewidział, iż właśnie w tym państwie epidemia rozpowszechniać się będzie równie szybko. Ukraina na przyjęcie gościa była po prostu całkowicie nieprzygotowana, co można było przewidzieć. Nie widzę paniki we Francji, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii, gdzie A/H1N1 zaatakował m.in. drużyny piłkarskie (Olimpique Marsylia, Betis Sevilla, Blackburn Rovers). W Polsce jak dotąd zdiagnozowano 170 przypadków tzw. świńskiej grypy i 0 zgonów. Zwykła grypa oraz A/H1N1 są groźne, ale dla państw gorzej rozwiniętych. Stany Zjednoczone z ewentualnym zagrożeniem poradziły sobie bardzo dobrze, Meksyk już zdecydowanie gorzej.

Na samej Ukrainie sytuacja też nie jest dramatyczna. Nie ma, czego zazdrościć, ale grypy ani nie zniszczą ukraińskiego narodu,, ani nie zabiją jej gospodarki, bo – parafrazując znanego filozofa i byłego polskiego wicepremiera – jak można zabić trupa? Problemem związanym z epidemią grypy nie jest jego śmiertelność, a szybkość rozpowszechniania, która może sparaliżować państwo. Dlatego podjęte przez rząd Julii Tymoszenko środki, takie jak kwarantanna, odwołanie imprez masowych, zamknięcie szkół, nie są radykalne, a po prostu rozsądne. Grypa nie budziłaby tez takiej sensacji, gdyby nie brakowało lekarstw i rzeczy chroniących, takich jak maseczki. Panika jest najgorszą możliwą reakcją, bardzo charakterystyczną dla tłumów. To nienormalne, gdy premier rządu musi tłumaczyć swoim rodakom, ze Ukrainę zaatakowała grypa, a nie dżuma. Kwarantanna ma potrwać trzy tygodnie. Być może Ukraińcy będą musieli nauczyć się żyć ze swoją epidemią za pan brat. Albert Camus w „Dżumie” pokazuje, że społeczeństwo jest w stanie poradzić sobie w dużo gorszej sytuacji, niż znajduje się współczesna Ukraina.

Funkcjonowanie mediów w tej całej operacji jest bardzo proste. W Polsce lepiej sprzedają się tytuły katastroficzne, takie jak wymieniłem w pierwszym akapicie. Na Onecie, gdy piszę ten tekst, na samej górze widnieje news mówiący o wypowiedzi Juszczenki, który uważa, że zagrożone jest “bezpieczeństwo narodowe Ukrainy” i prosi o pomoc. Nastrój pogarszają też kolejne informacje, a czasem plotki, o następnych ofiarach. W tej całej paranoi jest plus. Gdy na ten sam temat pisałem w maju („Świńska ściema”, „Gorszego końca świata nie będzie”) nie byłem w stanie znaleźć publikowanych przez media wypowiedzi specjalistów uspokajających i zastrzegających, iż grypy nie należy się bać, ale nie wolno jej lekceważyć. Tym razem dokopałem się. Filozofia jest jednak nadal ta sama – im większa sensacja, tym lepsza. Zadaniem rzetelnych mediów jest informowanie o zagrożeniu, ale nie straszenie. Relacje „na żywo” sprzed szpitala i informacja na pasku, że u 2 kolejnych osób zdiagnozowano grypę, nie są zbyt poważne. Ufam, że tym razem nasze telewizje nie zamienią się w Szpital24.

Najgłośniej „na zdrowie” będą mówić szefowie firm farmaceutycznych, takich jak Roche czy GlaxoSmithKline (GSK). Brytyjczycy zgromadzili ilość leków, pozwalających leczyć połowę swoich obywateli (!). Pracownicy PR tychże firm zasłużyli na bardzo wysokie premie, bo zarówno Tamiflu, jak i Relenza są złotym dzieckiem, przynoszącym miliony dolarów. Wykupowanie leków zaleciła już Światowa Organizacja Zdrowia, w związku z możliwą pandemią. „The Times” w lipcu podawał, że do końca roku Roche sprzeda Tamiflu za kwotę 2 miliardów franków szwajcarskich. Zarobi również GSK, która zajmuje się produkcją leku Relenza oraz – co ważniejsze – szczepionki przeciwko A/H1N1 o dźwięcznej nazwie Pandemrix. Poza produktem firmy GSK, Komisja Europejska dopuszcza też stosowanie szczepionki o firmy Novartis oraz Baxter AG. Portal money.pl podaje, iż dotarł do dokumentu Ministerstwa Zdrowia, które szacuje, iż aby zabezpieczyć 20% Polaków przeciwko grypie, należałoby wydać 400 milionów złotych (w tym 210 na same szczepionki).

Pozostaje jeszcze kwestia – poruszana ostatnio w „Rzeczpospolitej” – bezpiecznego stosowania szczepionek. Oficjalnie doktryna głosi, iż są bezpieczne, ale znana jest historia amerykańskiej szczepionki z lat 70-tych, która spowodowała śmierć większej liczby osób niż sama choroba! Kontrowersje w Niemczech budzi tez fakt, że szczepionki podawane zwykłym ludziom będą miały inną zawartość, aniżeli te przeznaczone dla rządu i Bundeswehry. Więcej szczegółów na ten temat znajduje się w/w artykule. Lek przeciwgrypowy, Tamiflu, ma też niedobrą historię. Cytuję za swoim artykułem z maja: „W Japonii i Korei Południowej uznano, że lek firmy Roche powoduje myśli samobójcze i nadpobudliwość.Dwoje nastolatków po zażyciu Tamiflu popełniło samobójstwo, skacząc z bloku” (źródło: „Dziennik”).

Panika to najgorszy doradca. Grypa Polski nie ominie i trzeba się liczyć i przygotować na zagrożenie. Zamiast jednak oczekiwać najgorszego i wykupować zapasy leków, może lepiej przed nią chronić się za pomocą starych, dobrych, sprawdzonych i tanich sposobów – mycia rąk i zdrowej diety? Fachowcy zalecają tez szczepionkę przeciwko normalnej grypie, by nie dopuścić do sytuacji, gdy walczy się z dwoma wirusami naraz.

Patryk Gorgol