Szkoła przetrwania w rosyjskim biznesie

Pogrzeb Siergieja Magnickiego. /Zdjęcie: REUTERS/Mikhail Voskresensky/
Pogrzeb Siergieja Magnickiego. /Zdjęcie: REUTERS/Mikhail Voskresensky/

Zdziwiłem się mocno, gdy po wejściu rano na stronę Moscow Times znalazłem tam artykuł autorstwa pracującego w Moskwie prawnika Briana Zimblera z firmy Dewey & LeBoeuf. W tekście czytamy pochwały Rosji, w której poprawia się jego zdaniem klimat pracy dla prawników. Okazuje się, że Kreml „wzmacnia ten trend” i podejmuje „poważne kroki”, by walczyć z prawnym nihilizmem.

Nie znam Zimblera i sądzę, że musimy pamiętać, że artykuł mógł zostać napisany przed śmiercią i medycznym szantażem Siergieja Magnickiego i może w związku z tym nie mieć związku z tą sprawą. Jednak data wybrana na jego publikację, zaledwie sześć dni po tej śmierci, wydaje mi się być w bardzo złym guście. Brian Baxter piszący dla Am Law Daily również wydawał się zafascynowany momentem publikacji i tonem artykułu, co zachęciło go do stworzenia własnego raportu na ten temat.

Jeśli rzeczywiście byłby to przypadek oportunizmu, próba podlizania się Kremlowi, zyskania punktów u Putina i zagwarantowania utrzymania firmy i lukratywnych przyszłych kontraktów, to sięgnęliśmy dna ery Putina, a to wiele mówi.

Istnieje wiele elementów w artykule Zimblera, z którymi można by się zgodzić (trzeba na przykład podziwiać wiedzę młodego rosyjskiego prawnika), jednak szacunek dla rządów prawa gwałtownie zanika, zamiast się poprawiać. Wspominając własne doświadczenia – zatrzymanie i bezzasadne wydalenie z kraju w związku z pokazowym procesem Michaiła Chodorkowskiego. Przerażające są za to przypadki Kuzniecowa, Markielowa, Aleksaniana i wielu innych.

Artykuł komplementujący rosyjski rząd i jego zachowanie wobec prawników wygląda wyjątkowo kiepsko zwłaszcza teraz, tuż po tym jak okazało się, że londyńscy prawnicy Hermitage dostawali smsy z pogróżkami przed śmiercią Magnickiego. Potem Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zapewniało, że nie miało świadomości choroby Magnickiego… co jest sprzeczne z licznymi dokumentami, które złożyło Hermitage, część których została nawet wysłana do Jurija Czajki.

Tym, co najbardziej przeraża w kontekście praworządności, korupcji i niezależnego sądownictwa w dzisiejszej Rosji, nie jest fakt, że nie może ona już w wymienionych dziedzinach konkurować z Chinami, Indiami czy Brazylią, lecz raczej to, iż w najbardziej delikatnych sprawach pojawia się regularnie element medycznego szantażu. To samo, co zrobiono Wasilijowi Aleksanianowi by zmusić go do złożenia fałszywych zeznań przeciw Chodorkowskiemu, przydarzyło się Magnickiemu… A to tylko sprawy, o których słyszymy.

Praktyka sektora prywatnego i niektórych polityków, którzy działają jako lobbyści rządu rosyjskiego stała się już tradycją. To najszybsza droga do uzyskania w reżimie Putina politycznej waluty, która jako jedyna rozwiązuje biznesowe dyskusje.

Przypomnijmy sobie byłego kanclerza Gerharda Schroedera, który nazywał Putina „nieposzlakowanym” demokratą. Potem znalazł ciepłą posadkę w budującym podmorski gazociąg konsorcjum Nord Stream ze świetną pensją 39 tysięcy Euro rocznie. Przed tronem Putina płaszczył się też szef koncernu BP (którego firma i tak została zagarnięta). Royal Dutch Shell robił to samo, tylko po to, by w końcu dziękować Gazpromowi za przejęcie ich inwestycji na Sachalinie. Bo tak właśnie działa w Rosji biznes, co może potwierdzić cała masa ludzi. Inwestycja w tym kraju jest bezpieczna tylko jeśli publicznie wspiera się przywództwo i dokonuje sugerowanych inwestycji  w konkretnych przedsiębiorstwach państwowych (kłania się historii aukcji aktywów Jukosu). Bill Browder był jednym z najgłośniejszych zwolenników Rosji, ale jego wysiłki nie uratowały Hermitage przed państwową kradzieżą.

Miejmy nadzieję, że pewnego dnia wszyscy zrozumieją, że to właśnie ten mechanizm kapitulacji i współudziału jest prawdziwą siłą napędową prawnego nihilizmu. Nie ma sensu naciskać Miedwiediewa, by wprowadzał zmiany dopóki istnieje ten mechanizm cichego posłuszeństwa.