Międzynarodowy Fundusz Walutowy: brutalna prawda o finansach najbogatszych państw

debt

Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że najbogatsze państwa grupy G-20 będą zmuszone do przeprowadzenia istotnych cięć wydatków oraz podwyższenia podatków, aby poradzić sobie z narastającym długiem publicznym. W listopadowym raporcie Funduszu znajdziemy projekcje, wedle których średni dług publiczny najbardziej rozwiniętych członków G-20 w roku 2014 sięgnie 118 procent PKB. Ograniczenie zadłużenia do ok. 60 procent w 2030 roku będzie wymagało brutalnych posunięć, które na pewno nie spodobają się społeczeństwom dotkniętych problemem nadmiernego długu państw.

Rachunek za kryzys gospodarczy oraz wiele lat bezmyślnej polityki fiskalnej jest ogromny. Aby naprostować sytuację finansową, gdyż nie mówimy tutaj o całkowitym jej wyprostowaniu, Stany Zjednoczone będą musiały w najbliższej dekadzie ściąć wydatki/podwyższyć podatki warte blisko 9 procent amerykańskiego produktu krajowego brutto. Dla Wielkiej Brytanii wskaźnik ten wynosi blisko 13 procent, a dla Japonii niespełna 13,5 procent. Ciekaw jestem, jak wyglądałaby podobna prognoza Funduszu dla Polski.

Założenie MFW jest takie, że państwom powinno zależeć na jak najszybszym przecięciu spirali wzrostu zadłużenia, gdyż zaciąganie nowych długów jest coraz kosztowniejsze. Jednak reformy niezbędne dla przeprowadzenia leczenia także będą kosztowne – w wymiarze społecznym. Mało kto zgodzi się jednocześnie na podwyżkę podatków, czyli oddawanie państwu większej części własnych pieniędzy, przy jednoczesnej obniżce wydatków publicznych.

Na Zachodzie ludzie są już przyzwyczajeni do opiekuńczości państwa i tego, że nie muszą zbytnio przejmować się swoim losem, ponieważ państwo zajmie się nimi praktycznie w każdej sytuacji. Cała masa dodatków, świadczeń, ulg, darmowe (lub dofinansowywane) usługi publiczne itd. są dla większości z nas czymś najzupełniej w świecie normalnym. Gdyby za każdą wizytę u lekarza zostało pobrane symboliczne 5 złotych, a ulgi podatkowe, np. internetowa, zostałyby zlikwidowane, mógłby nas spotkać ciężki szok.

W pogoni za państwem dobrobytu społeczeństwa Zachodu posunęły się bardzo daleko. Rezygnować z posiadanych już przywilejów jest bardzo trudno. Zawsze znajdą się krzykliwi obrońcy zdobytych dobrodziejstw, za które płaci najczęściej ktoś inny – tzw. podatnik. W Polsce nietrudno znaleźć całą masę świadczeń i ulg, które są przywilejem niewielu, na który zrzuca się większość. Weźmy choćby KRUS, emerytury górnicze, odprawy dla stoczniowców i (niegdyś) górników, becikowe, ulga remontowa itd. Masowo wyłudzane są świadczenia społeczne, a oszustwa często pochłaniają nawet połowę pieniędzy przeznaczonych na zwalczanie/łagodzenie jakiegoś problemu.

Pięknie stan życia zachodnich społeczeństw, głównie amerykańskiego, podsumował na portalu Tax.com Robert Goulder. Napisał, że prowadziliśmy styl życia na miarę Lexusa, posiadając budżet na poziomie Hondy. W swym wygodnictwie polegającym na przerzucaniu odpowiedzialności za nasze życie na państwo zaszliśmy za daleko. Niestety, popełniliśmy także drugi grzech, na co wskazuje Goulder. Wydawaliśmy za dużo, przepuszczając na zakupach pożyczone pieniądze. Polaków na szczęście w takim stopniu  omawiany problem jeszcze nie dotyczy. Podążamy jednak złą drogą.

Przed politykami państw zachodnich wyjątkowo trudne zadanie. Czy dla ratowania finansów państwa, a także własnych obywateli, będą gotowi przeprowadzać zmiany uderzające w tychże obywateli? Podnoszenie podatków nigdy nie jest popularne. Czasem jest akceptowane, gdy w perspektywie liczymy na mądre spożytkowanie tych pieniędzy i ich redystrybucję w formie rozmaitych wydatków państwa. Tymczasem, obecnie konieczne są cięcia wydatków. Zabójcze połączenie dla polityków przyzwyczajonych do dość lekkiego życia opartego powtarzaniu frazesów i zapewnień o powszechnym dobrobycie i chęci dzielenia się bogactwem z całym społeczeństwem. Życie jest brutalne – niech politycy się martwią, a obywatele przygotują. Lepiej już było, zdaje się mówić MFW.