Manifest realistyczny: strategia polskiej polityki zagranicznej na XXI wiek

manifest_okladka

Część II – Interesy narodowe Polski

Czego bronić i co promować, aby Polska mogła harmonijnie rozwijać się w XXI wieku? Z przedstawionych map wiemy, że otaczająca nas rzeczywistość determinowana jest przez liberalne demokracje, ekonomiczny model gospodarki rynkowej, Unię Europejską, NATO, oraz gry strategiczne wielkich potęg. Geopolityczna pozycja Polski jest jednak pełna niuansów, które burzą wszelkie teoretyczne definicje. W tym nowym, charakterystycznym dla naszych czasów skomplikowanym środowisku przeplatających się możliwości, zależności, korzyści i strat, trzy główne cele powinny stać się priorytetami w strategii polskiej polityki zagranicznej: 1) rozwój gospodarczy – pragmatyczne otwarcie na Wschód; 2) wzmacnianie pozycji Polski w silnych organizacjach regionalnych; 3) bezpieczeństwo narodowe – realistyczne minimalizowanie zagrożeń. Uważamy, że ich obrona i aktywne promowanie zapewnią najlepsze możliwe dla Polski miejsce na arenie międzynarodowej w nadchodzących dekadach obecnego stulecia.

„Manifest Realistyczny” dostępny jest także w postaci internetowej publikacji dostępnej do ściągnięcia za darmo w formacie PDF. Jeśli nie chcesz go ściągać, możesz użyć czytnika PDF online Scribd.

1. Pobierz plik PDF na swój komputer (ok. 700 kb)

2. Przeczytaj wersję PDF online (Scribd)

Rozwój gospodarczy – pragmatyczne otwarcie na Wschód

Potęgę kraju mierzy się między innymi wielkością gospodarki. Polska mieści się w okolicach 20. miejsca w świecie oraz zajmuje szóstą pozycję w Unii Europejskiej. Oceniając gospodarkę naszego kraju możemy przyjąć różne perspektywy. Na tle państw tzw. nowej unii, które stały się członkami Unii Europejskiej jednocześnie z nami, bądź później, Polska wygląda całkiem dobrze. Wypadamy jeszcze lepiej, jeśli weźmiemy pod uwagę obecne załamanie cyklu koniunkturalnego, które obnażyło słabość podstaw wzrostu gospodarczego „bałtyckich tygrysów”, czyli Estonii, Litwy i Łotwy. Niewiele lepiej z recesją radzą sobie Węgry. Również Czechy i Słowacja pozostają za nami w tyle. Miłosiernym milczeniem należy pominąć Ukrainę, której do Unii daleko, a jej gospodarka została wręcz zdruzgotana. Porównując Polskę do państw z dłuższym unijnym (i demokratycznym) stażem okaże się jednak, że nadal daleko nam do nich pod wieloma względami. Poziom rozwoju cywilizacyjnego, obejmujący w interesującym nas sektorze głównie infrastrukturę, to niebo a ziemia. Niedostatki infrastruktury, brak odpowiedniego planowania i inwestycji, stanowią poważny hamulec wzrostu gospodarczego. Dochodzi do tego słaba jakość prawa, skomplikowane i niejasne procedury oraz nieefektywna biurokracja. Wszystko to utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej przez przedsiębiorców krajowych oraz zagranicznych, zmniejszając atrakcyjność inwestycyjną Polski.  Raport Banku Światowego „Doing Business 2010” klasyfikuje Polskę na 72. miejscu pod względem łatwości prowadzenia biznesu. Daleko przed nami są uznawane za etatystyczne Belgia (20.) czy Francja (31.), słynące z wysokiego opodatkowania oraz przywiązania do państwa dobrobytu kraje skandynawskie – Dania (6.), Szwecja (18.) oraz Azerbejdżan (38.) czy Botswana (45.).

Dobra koniunktura oraz akcesja do Unii Europejskiej w 2004 roku sprzyjały rozwojowi gospodarczemu naszego kraju. Nawet kryzysowe spowolnienie na skalę światową nie wstrząsnęło Polską, której gospodarka w porównaniu do innych państw regionu czy Europy ma się nieźle. I może mieć się jeszcze lepiej, nawet bez poważniejszych reform, z powodu inwestycji związanych z organizacją piłkarskich mistrzostw Europy w roku 2012. Jeśli do tego środki płynące z Brukseli

będą wykorzystane na wysokim poziomie, wtedy tylko przekroczenie konstytucyjnego progu zadłużenia finansów publicznych może zepsuć dobre samopoczucie kolejnych ekip rządowych, bardziej administrujących niż rządzących krajem.

Nie od dziś wiadomo, że większa wymiana handlowa sprzyja dobrobytowi uczestniczących w niej partnerów. Jeśli chcemy utrzymywać jak najlepsze stosunki z naszymi sąsiadami (a każdy kraj powinien), powinniśmy dążyć do zwiększenia obrotów handlowych oraz wzajemnych inwestycji. Co więcej, zmniejszenie uzależnienia od handlu z Niemcami byłoby korzystnym efektem wskazanej powyżej rekomendacji (obecne spowolnienie gospodarcze pokazało, że zbyt wielu polskich przedsiębiorców polega na eksporcie do Niemiec). Dywersyfikacja jest korzystna nie tylko w sferze energetycznej, ale i gospodarce jako takiej, zarówno jeśli chodzi o wymianę handlową, jak i o dominujący produkt/usługę w wytwarzaniu PKB (jak w przypadku Rosji, zależnej od eksportu surowców, głównie energetycznych).

Postawić na nowoczesne technologie

Nawet najdalej idące reformy ułatwiające prowadzenie działalności gospodarczej oraz najbardziej efektywne inwestycje w rozwój infrastruktury, głównie drogowej oraz energetycznej, nie zapewnią Polsce sukcesu na skalę międzynarodową. Inni nie śpią i także reformują, modernizują oraz budują. Świat na Polskę czekać nie będzie. Tym bardziej świat, któremu coraz wyraźniej ton nadają „azjatyckie tygrysy”, notujące wzrost gospodarczy zbliżony do bądź przekraczający 10 procent.

Polska powinna jak najszybciej postawić na rozwój nowoczesnych technologii, których wykorzystanie w przyszłości będzie źródłem miejsc pracy, dochodów budżetowych, międzynarodowego prestiżu oraz, co nie mniej istotne, wabikiem dla wykształconych obcokrajowców. Technologiczna zmiana wymaga dogłębnej analizy, wykraczającej poza ramy naszego opracowania. Możemy tylko wskazać, że konieczna jest reforma oświaty, od podstawówki po uczelnie i szkoły wyższe. Nie do pomyślenia jest, aby blisko czterdziestomilionowy kraj nie mógł pochwalić się ani jednym uniwersytetem bądź politechniką na światowym poziomie. Najbardziej uznany ranking szkół wyższych, przygotowywany przez chiński

Shanghai Jiao Tong University (dane z 2008 roku) jest dla polskiej oświaty brutalny. Żadna polska uczelnia nie znajduje się nawet wśród stu najlepszych szkół wyższych w Europie, nie mówiąc o świecie. Jak widać, mamy sporo do zrobienia w kluczowym sektorze dla gospodarki opartej na wiedzy – edukacji.

Jednak edukacja to tylko jeden z elementów wymagających dopracowania. Pomijając takie oczywistości jak stworzenie odpowiedniego dla rozwoju nowoczesnych technologii prawa (m.in. finansowanie, patenty i ochrona własności intelektualnej, atrakcyjne opodatkowanie), należy

wybrać branżę bądź dziedzinę, w której Polska powinna się specjalizować. Może to być sektor energetyczny (gazyfikacja węgla), na który postawili Duńczycy (turbiny wiatrowe) czy Niemcy (panele słoneczne), może zupełnie co innego. Dokonując wyboru rząd musi wziąć pod uwagę wiele czynników. Najważniejsze, by zachęcić prywatne firmy i inwestorów do postawienia na wybraną technologię/dziedzinę. Nie ma bowiem zgody na finansowanie tego przedsięwzięcia na dłuższą metę przez podatników. Niemniej, pewne wsparcie finansowe ze strony państwa będzie najpewniej konieczne. Przykłady innych państw, które w rozmaity sposób zainwestowały w rozwój technologii pokazują jednak, że inwestycje warte są zachodu.

Silna gospodarka pozwala skuteczniej realizować interes narodowy, prowadzić skuteczne działania dyplomatyczne. Obecny stan polskiej gospodarki ogranicza możliwości Polski w tym zakresie. Pokaźny deficyt budżetowy oraz ogromne zadłużenie sektora publicznego pozbawiają Warszawę wielu narzędzi, z których moglibyśmy skorzystać. Pocieszający jest

fakt, iż w dziedzinie gospodarczej dużo zależy od nas, czyli od rządu i parlamentu. Niezbędne działania wymagają jednak wizji i odwagi.

Otworzyć się na Rosję

Wizji i odwagi będzie wymagało także podjęcie decyzji o pragmatycznym otwarciu na Wschód. Częściowo zresztą takie otwarcie już nastąpiło, przynajmniej w sferze retorycznej, jednak otwarcie było selektywne, dokonane bez przekonania,

pozbawione wsparcia biznesu. Polska stara się być aktywna na obszarze b. ZSRR. Nasz kraj szuka zbliżenia z Azerbejdżanem, liczącym się producentem ropy naftowej oraz gazu ziemnego w rejonie Morza Kaspijskiego. Wspiera także suwerenność Gruzji, istotnego kraju tranzytowego, pozwalającego uniknąć rosyjskiego pośrednictwa w tranzycie surowców energetycznych z Azji Centralnej. Próbowano nawiązać bliższe relacje z Kazachstanem, kolejnym kaspijskim potentatem naftowym.

Próby zacieśnienia relacji z Baku i Astaną, a także wspieranie Tbilisi można ocenić pozytywnie. Nie posiadając własnych zasobów surowców energetycznych jesteśmy zmuszeni dbać o dobre stosunki z producentami oraz państwami tranzytowymi. Tutaj pojawia się najpoważniejszy problem – relacje z Rosją. Stan stosunków na linii Warszawa-Moskwa w ciągu ostatniej dekady trudno uznać za satysfakcjonujący. Od chłodnego dystansu, po niemal ich zamrożenie – tak prezentował się stan relacji od wyboru Władimira Putina na prezydenta Federacji Rosyjskiej, aż po koniec rządów Prawa

i Sprawiedliwości w 2007 roku. Obecnie mamy do czynienia z ociepleniem, ale polsko-rosyjskim stosunkom ciągle daleko do zdrowej normalności.

Otwarcie na Wschód nie wymaga słynnego resetu wzajemnych stosunków z Rosją. Polska powinna kierować się pragmatyzmem i chłodną kalkulacją, naśladując w tym wielkiego sąsiada. Dziś nie ma szans na szczerze przyjacielskie relacje: mocarstwowy styl duetu Putin-Miedwiediew oraz historyczna łatwość wskazywania Polski jako wroga Rosji oraz samych Rosjan, z której rządzący skwapliwie korzystają, uniemożliwiają zasadniczą poprawę relacji. Nie możemy się jednak na Rosję obrażać, a tym bardziej prowadzić z nią retorycznych potyczek. Wpisujemy się bowiem wówczas w rosyjską narrację, a nasze nawet najbardziej zasadne protesty i uwagi są wykorzystywane przeciwko nam.

Pragmatyczne podejście do Rosji, będące w naszym narodowym interesie, nie zakłada w żadnym przypadku zgody na fałszowanie lub zakłamywanie historii, ani tym bardziej na przyjęcie roli wasala Moskwy. Dotychczasowe spory o przeszłość oraz liczne rozbieżności dotyczące oceny teraźniejszości i kształtu przyszłości prowadzą donikąd. Tkwimy

w dyplomatycznym impasie. Nie możemy sobie na to pozwolić. Rosja zapewnia nam zdecydowaną większość surowców energetycznych, jest też ogromnym rynkiem (wielkości niemal 1/3 UE) zbytu dla polskich towarów i usług.