Izrael i Iran – a było tak pięknie…

Izraelka irańskiego pochodzenia trzymająca w ręku flagę Izraela i portret Mohammeda Rezy Pahlawiego, ostatniego szaha Iranu - Tel Awiw, 2009 (Zdjęcie: AP Photo/Ariel Schalit)
Izraelka irańskiego pochodzenia trzymająca w ręku flagę Izraela i portret Mohammeda Rezy Pahlawiego, ostatniego szaha Iranu - Tel Awiw, 2009 (Zdjęcie: AP Photo/Ariel Schalit)

Przekazy medialne mogą sugerować, że oficjalna wręcz nienawiść pomiędzy Izraelem, a Iranem, obowiązuje od samego początku istnienia państwa żydowskiego. To złudne wrażenie – rządy izraelski i irański za czasów szacha ściśle ze sobą współpracowały. Warto o tych relacjach napisać parę zdań.

Szach Reza Pahlavi nie widział niczego złego w powstaniu Izraela. Iran był drugim państwem muzułmańskim, po Turcji, które uznało państwowość żydowską. Miało to miejsce w 1950 roku. Przez następne 29 lat – aż do czasów rewolucji islamskiej, stosunki między tymi państwami opisać należy jako bardzo dobre, a nawet sojusznicze. Wielu premierów izraelskich – w tym Dawid Ben Gurion, Golda Meir czy Menachem Begin, odwiedzało Iran, by osobiście porozmawiać z szachem. Analogicznie postępowali Ministrowie Obrony Narodowej. Wysłannicy szacha również odwiedzali Izrael. Iran, jako państwo muzułmańskie ale niearabskie, był naturalnym sojusznikiem. Podkreślić trzeba niezwykle bliskie relacje Teheranu ze Stanami Zjednoczonymi. To one umożliwiały zbliżenie dwóch państw, które siłą rzeczy były osamotnione w regionie. Jak pokazuje historia, stosunki izraelsko-irańskie w głównej mierze zależą od stosunków amerykańsko-irańskich. Za czasów rządów „Krola królów” były one jak najlepsze.

Na szczególną uwagę zasługują relacje gospodarcze. Szach Pahlavi sprzedawał Izraelczykom ropę naftową. Iran nie czuł solidarności z Arabami, gdy ci wstrzymali sprzedaż tego surowca do Stanów Zjednoczonych i krajów europejskich. Izraelscy biznesmeni, doradcy i specjaliści (m.in. inżynierowie) zaczęli odwiedzać Persów. Ciekawostką niech będzie fakt, ze nawet po oficjalnym zerwaniu stosunków między Iranem, a „Małym Szatanem” (jak uroczo Irańczycy nazywają Izrael), okazało się, iż izraelscy biznesmeni nadal robią interesy z Irańczykami. Różnica polega na tym, iż po 1979 roku robili to w sposób nielegalny. Jeden z nich, Nachum Mambar, został w 1998 roku skazany w Izraelu na 16 lat więzienia za wysyłanie materiałów, które mogły służyć do produkcji broni chemicznej. Przy okazji śledztwa okazało się, że „tajne” stosunki z Teheranem utrzymuje wiele, różnych firm. Zapewne Persowie płacili gotówką, a takich kontrahentów należy przecież szanować.

Nie gorzej było w kwestiach wywiadowczych. Izraelski wywiad Mossad i Służba Bezpieczeństwa Wewnętrznego Izraela (SZABAK) z radością podjęły się misji szkolenia irańskich funkcjonariuszy i agentów SAWAK-u (policja, służba bezpieczeństwa i wywiad w jednym), o których brutalności, w późniejszych latach, krążyły legendy. Na miejscu przebywali izraelscy instruktorzy i eksperci. „O cokolwiek poprosiliśmy SAWAK, spełniał to” – wspomina jeden z izraelskich oficerów wywiadu, Elezer Tsafirir. Szczególnie ważna, z punktu widzenia obydwu państw, była współpraca w Iraku według starej zasady „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Izrael wspierał Kurdów w Iraku, a dzięki pomocy Iranu, mógł wysyłać m.in. broń i instruktorów wojskowych. Kurdowie odwdzięczali się informacjami wywiadowczymi.

Szach kupował broń od Stanów Zjednoczonych, ale nie tylko. Pod koniec swojego panowania Iran podpisał kontrakt z Izraelem na dostawę sprzętu obronnego o wartości 1,2 miliarda dolarów. Ponadto Teheran miał zobowiązać się do sfinansowania izraelsko-irańskich projektów wojskowych. Broń ta miała zostać następnie kupiona przez armie obu krajów.

Jak zatem widać, relacje izraelsko-irańskie, za czasów panowania Pahlaviego były przyjazne, a nawet sojusznicze. Biedny szach nie wiedział czemu społeczeństwo irańskie tak nie lubi Izraela i gwiżdże na jego piłkarzy przy okazji piłkarskich Mistrzostw Azji w 1968 roku. Kontakty izraelsko-irańskie zostały ukrócone po przejęciu władzy przez ajatollaha Chomeiniego. Wszelkie wspólne projekty – przerwane. Wszystko co piękne, kiedyś się kończy – mógłby westchnąć Szymon Peres, minister obrony narodowej Izraela z czasów negocjacji zakupów irańskich. Rewolucjoniści przejmowali władzę z hasłami propalestyńskimi na czele, co musiało oznaczać negatywny stosunek do Izraela. Co ciekawe, to w obozach Arafata szkolili się ludzie Chomeiniego.

Od 1979 roku nie istnieją formalne kontakty między Izraelem, a Iranem. Komunikacja odbywa się głównie metodą medialną. Polega ona na tym, że politycy, przy pomocy prasy lub telewizji, obwieszczają swój stosunek do Izraela/Iranu. Jedni mówią o zniszczeniu syjonistycznego reżimu i starciu go z mapy, drudzy o możliwości militarnego rozwiązania kwestii programu atomowego.

Większość informacji z powyższej notki pochodzi z ksiązki „Nuklearny sfinks” autorstwa Yossi Melmana i Meira Javedanfara.