Gruzja – winna czy niewinna?
„To gorzej niż zbrodnia, to błąd” – powiedział Charles Maurice de Talleyrand o porwaniu, na rozkaz Napoleona, księcia d’Enghien z Badenii. Idealną ilustracją słów francuskiego dyplomaty jest polityka Michaiła Saakaszwilego wobec Rosji, a zwłaszcza wojna gruzińsko-rosyjska z sierpnia, 2008 roku.
Kto wywołał wojnę?

źródło: gazeta.pl
Ustaleniem przyczyn i przebiegu wojny zajmowała się specjalna komisja Unii Europejskiej pod przewodnictwem szwajcarskiej dyplomatki, Heidi Taglavini. Raport komisji został opublikowany 30 września 2009 roku. “Bombardowanie Cchinwali przez gruzińskie siły zbrojne w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 oznaczało początek zbrojnego konfliktu o dużej skali w Gruzji. Jednak chodziło tylko o kulminację długotrwałego wzrostu napięcia, prowokacji i incydentów” – napisano w dokumencie. Komisja stwierdziła, że Gruzja jest odpowiedzialna za wybuch wojny, czyli jest ona wynikiem decyzji Saakaszwilego. Autorzy podkreślili jednak, że Rosjanie świadomie destabilizowali sytuację w regionie m.in. wydając rosyjskie paszporty mieszkańcom Abchazji i Osetii Południowej oraz wspierając osetyjskich separatystów. Nie ulega wątpliwości, że wszelkie incydenty przygraniczne nie służą zachowaniu pokoju. Moskwa nie była zainteresowana rozwiązaniem konfliktu, a jego eskalacją.
Hazardzista z Tbilisi
Obejmując swój urząd, prezydent Saakaszwili obiecywał, że Gruzja odzyska kontrolę nad Abchazją, Osetią Południową oraz Adżarią. Udało się porozumieć jedynie z władzami tej ostatniej. Abchazja i Osetia Południowa nie uznały zwierzchnictwa gruzińskiego. Saakaszwili przez cały czas deklarował, że wspomniane republiki separatystyczne są integralną częścią Gruzji.
To właśnie miał na myśli, gdy 7 sierpnia wydał rozkaz o „konstytucyjnym przywróceniu porządku” i w nocy z 7 na 8 sierpnia wysłał wojska na stolicę Osetii Południowej.. Tym samym, w dość niecodzienny sposób, celebrował dzień otwarcia letnich Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Atak na Cchinwali oznaczał konfrontację z wojskami rosyjskimi, które legalnie stacjonowały tam w ramach mandatu Organizacji Narodów Zjednoczonych. Reakcja rosyjska była łatwa do przewidzenia. W związku z tym, że w strefie konfliktu mieszkają obywatele Rosji, Federacja Rosyjska nie pozostanie – jak to zgrabnie ujął przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych Jurij Popow – obojętna.
Nie wiadomo na co liczył Saakaszwili. Trudno oczekiwać, by Rosjanie nie zareagowali z powodu Olimpiady, tak samo naiwna była myśl, że Gruzja zajmie błyskawicznie Osetię Południową i postawi Moskwę przed tzw. faktem dokonanym, a Putin z Miedwiediewem zaakceptują taką sytuację, nieznacznie jedynie grymasząc. Saakaszwili nie dysponował również poparciem NATO, ani przynajmniej Stanów Zjednoczonych, a najbardziej elitarne gruzińskie jednostki wojskowe stacjonowały wtedy… w Iraku. Element zaskoczenia się nie powiódł – siły gruzińskie zostały momentalnie wyparte z Osetii Południowej. Prezydent Gruzji postawił wszystko na jedną kartę, grał bardzo wysoko i efektownie przegrał. Swoją drogą – organizacja zarówno gruzińskiej akcji, jak i rosyjskiej odpowiedzi, nie świadczy o tym, by były to operacje improwizowane. Gruzini zrobili dokładnie to, czego życzyli sobie Rosjanie. Moskwa osiągnęła swoje cele bardzo niskim nakładem sił. „Podejrzewaliśmy, że u naszego sąsiada nie wszystko w porządku z umysłem, ale nie spodziewaliśmy, że aż do tego stopnia” – podsumował prezydent Miedwiediew.
Kosztowny błąd
Polityka ocenia się po efektach jego działań, a te, w przypadku Saakaszwilego, są fatalne. Gruzja ostatecznie straciła szanse na odzyskanie Abchazji i Osetii Południowej. Republiki separatystyczne formalnie niepodległość, ale są zupełnie uzależnione od Rosji i cały czas powracają pomysły, by przyłączyć je do Federacji Rosyjskiej. Wynikiem wojny jest tez pogłębianie się wzajemnej niechęci pomiędzy Gruzinami, a Osetyjczykami oraz Abchazami. Wystarczy postawić się w sytuacji zbombardowanego przez Gruzinów mieszkańca Cchinwali, by zrozumieć, że o żadnej reintegracji nie ma mowy. Republiki pozostaną w pełni niezależne od Gruzji. O ile przed wybuchem konfliktu można było się łudzić, że – jak w przypadki Adżarii – jest pewna szansa na porozumienie, to teraz rozpatrywać należy to jedynie w kategorii marzeń. Wcześniej można było również traktować Abchazję i Osetię Południową jako ewentualną kartę przetargowa w negocjacjach, teraz już nikt gruzińskich roszczeń do tych terytoriów nie będzie traktował poważnie. Znaleźć można wiele analogii między sytuacją Osetii Południowej i Abchazji, a Kosowa. Naraża to Unię Europejską, w razie zajęcia zdecydowanego stanowiska, na zarzut o hipokryzję.
Gruzja do dziś nie otrzymała Planu na Rzecz Członkostwa (MAP) w ramach integracji z NATO. Wojna pokazała, że Tblisi nie jest jeszcze gotowe na członkostwo w Sojuszu, a prezydent Saakaszwili stracił zaufanie głównych członków organizacji. NATO nie może sobie pozwolić na to, by państwo, które do niego należy, w tak łatwy i nieodpowiedzialny sposób wchodziło w konflikt z Moskwą. Gruzja odzyska wiarygodność dopiero wtedy, gdy obecny prezydent przestanie pełnić swoją funkcję. Saper myli się tylko raz, identycznie powinno być z prezydentem Saakaszwilim. Warto odnotować, ze wspierania Gruzji jest jak najbardziej w interesie Sojuszu.
Wojna skompromitowała tez Gruzję jako państwo. Wojska gruzińskie przegrały na wszystkich frontach – w Osetii Południowej, Abchazji i „Gruzji właściwej”. Rosjanie bez żadnego problemu zniszczyli infrastrukturę wojskową. Miedwiediew odmówił rozmów ze stroną gruzińska. Porozumienie, korzystne dla Moskwy, negocjował reprezentujący Unię Europejską Nicolas Sarkozy. Sytuacja w pewnym momencie była tak dramatyczna, że prezydent Saakaszwili ogłosił jednostronne zawieszenie broni (!). W czasie wojny, gdy obce wojska znajdowały się na terytorium jego państwa.
Nie usprawiedliwiać Rosji
Celem tego tekstu nie jest usprawiedliwianie Rosji. Niewątpliwie to działania rosyjskie spowodowały stały wzrost napięcia w tamtym regionie świata, co doprowadziło do wojny. Co więcej, reakcja rosyjska była nieproporcjonalna do zagrożenia, a informacje o wojnie Kreml przyjął niemal z radością.
Wojna miała pokazać, że Rosja nadal jest potężna i rozdaje karty na terenie byłego Związku Radzieckiego. Rosjanie nie zamierzali zajmować Tbilisi, ani powoływać marionetkowego rządu, który zostałby uznany przez Gruzinów za okupacyjny. To oznaczałoby komplikację, wygranego przecież, konfliktu. Zabawnie w tym kontekście brzmią wypowiedzi Saakaszwilego, że wizyta prezydentów z państw Europy Środkowo-Wschodniej (w tym prezydenta Kaczyńskiego) zapobiegła bombardowaniu stolicy Gruzji. Nie można było zrzucić bomb dzień wcześniej lub dzień później?
Rosjanie cynicznie wykorzystali błąd Saakaszwilego. Rozsądny polityk, nawet sprowokowany, nie atakuje silniejszego od siebie, bo wie, że przegra. Napoleon mawiał, że w polityce głupota nie jest przeszkodą. Może, wbrew tej opinii, należy wysłać prezydenta Saakaszwilego na przedwczesną emeryturę, dziękując jednocześnie za Rewolucję Róż?
Patryk Gorgol

Zapewne się mylę ale uważam, że Saakaszwili reagując na rosyjskie prowokacje nie planował zbrojnego przyłączenia zbuntowanych prowincji. Bazując na strzępkach informacji, które napędzają wszelkie spekulacje na ten temat uważam, że Saakaszwili doskonale wiedział, że szansa na „odzyskanie” zbuntowanych regionów jest znikoma, praktycznie równa zeru. Prezydent nie ukrywając natowskich ambicji Gruzji wiedział, że nieuregulowana kwestia granic stanowi jeden z fundamentalnych problemów, który rząd w Tbilisi musiał rozwiązać aby zostać objęty programem MAP. W moich oczach, zeszłoroczna decyzja Saakaszwilego stanowi próbę uregulowania spornej kwestii granic rękami Moskwy w sposób szybki i zdecydowany, gdyż długotrwały, „pokojowy” proces spotkałby się ze adekwatną reakcją ze strony Kremla, dając Rosjanom(z ich nieporównywalnie większymi zasobami) czas na właściwe przygotowanie się do neutralizacji gruzińskich posunięć Ponadto prezydent nie mógłby porostu oznajmić, że Gruzja, celem znalezienia się w strukturach NATO, rezygnuje z roszczeń względem własnych zbuntowanych prowincji, z pewnością nie bez sporej straty poparcia dla ekipy prezydenta za jego „genialny” pomysł.
Scenariusz w którym Saakaszwili za wszelką cenę dąży do konfrontacji z rosyjską machiną wojenną uważam za mało prawdopodobny, natomiast implikowaną z tego tytułu, rzekomą niepoczytalność prezydenta Gruzji należy uznać po prostu za rosyjską propagandę.
Oczywiście jest to tylko jedna z wielu teorii.
pozdrawiam
TW
Bardzo ciekawa i odważna teoria. Jednak może okazać się prawdziwa. Szybkie cięcie, niech się Moskwa martwi o dwie prowincje, które były dla Gruzji bardziej kłopotem niż powodem do radości. Gotów byłbym to kupić
Wszystko ladnie, pieknie, ale…
1) czy Saakaszwili bylby takim cynikiem, zeby poswiecic tyle pieniedzy, ludzi i sprzetu dla tego typu celu?
2) reakcja UE i NATO na wydarzenia pokazuje, ze Gruzja do w/w organizacji na razie nie wstapi…
Niezaleznie od tego, ktora koncepcja jest prawdziwa – Saakaszwilemu kompletnie nie wyszlo.
Pozdrawiam.
Nie powiem nic nowego, bo pisałem w podobnym tonie rok temu: http://dyplomacjafm.blox.pl/2008/08/Wojna-na-Kaukazie-o-co-chodzilo.html
I wiesz, ze z tamtym tekstem bardzo sie nie zgadzalen?
Pzdr!
Wiem i podtrzymujesz to nadal. Natomiast logika Tomka pokrywa się z moją. Co do NATO i UE, może Misza chciał sprawdzić, na kim można polegać i czy równie szybkim cięciem doprowadzić do oczyszczenia sytuacji. Czysty cynizm, czyli realizm – to, co lubię najbardziej
pozdrówki!
Idąc dalej tropem powyższej teorii, spójrzmy na zagadnienie w ten sposób: Saakaszwili doskonale wiedział, że interwencja gruzińskiej armii w zbuntowanych prowincjach spotka się ze zdecydowaną reakcją Moskwy. Saakaszwili wiedział też, że celem rosyjskiej „akcji paszportowej” oraz licznych przygranicznych incydentów z aktywnym wykorzystaniem broni, była ewidentna próba sprowokowania Gruzinów. Jestem przekonany, że Saakaszwili zdając sobie sprawę z ograniczoności własnych środków, szczególnie w zestawieniu z rosyjskimi, uznał, iż kwestia odzyskania „utraconych” terenów metodami siłowymi przekracza możliwości niewielkiej Gruzji. Być może to właśnie wtedy w głowie prezydenta lub głowach jego doradców, pojawił się plan X (nasza teoria). Moralne wsparcie Amerykanów oraz „awanturniczej” części NATO w czasie kiedy „rozsądna” część Sojuszu romansowała z Moskwą, nie gwarantowało wsparcia rzeczywistego dla skłóconej z Rosją Gruzji. Nie sądzę by Saakaszwili liczył na drugi wariant zachodniego wsparcia, będąc w stałym kontakcie z amerykańskimi doradcami, których zadaniem była m.in. trzeźwa ocena rosyjskiego zagrożenia. No chyba, że amerykanie złożyli Saakaszwilemu bliżej nieokreślone gwarancje, które okazały się gwarancjami bez pokrycia. Myślę jednak, że Amerykanie przekonali Gruzinów, że nie będą wdawać się w awantury z Rosją, gdyż kolejny rozłam, podobny do tego sprzed inwazji na Irak, mógłby być katastrofalny dla przyszłości Sojuszu.
Jeśli przyjmiemy, że Saakaszwili nie liczył na rzeczywiste wsparcie zachodu, nie mógł po prostu uznać, że będzie w stanie poradzić sobie z nieproporcjonalnie większą Rosją wybierając wariant militarny. Jeśli jednak uznał, zmieniam miejsce w debacie i przychylam się do oficjalnej oceny Saakaszwilego dokonanej przez Kreml.
Ok, przyjmijmy, że Saakaszwili zdawał sobie sprawę z kruchości zachodniego wsparcia, wiedział też, że aby uzyskać bardziej bezpośrednie gwarancje bezpieczeństwa zachodu, musi wprowadzić swoje państwo co najmniej do przedsionka NATO (MAP). Zgodnie naszą z teorią, konsekwencją podobnego rozumowania ze strony gruzińskiego porezydenta była ostrożna kalkulacja potencjalnych zysków i ewentualnych strat. Być może Saakaszwili uznał, że stracić może niewiele, gdyż zbuntowane prowincje już od wielu lat znajdowały się poza faktyczną kontrolą Tbilisi, więc różnica między obecną(wówczas) a rzeczywistą(obecnie) utratą zbuntowanych włości była niejako formalnością. Idąc dalej zgodnie z duchem teorii, Saakaszwili był przekonany, że przychylność USA i reszty natowskich „rusofobów”, zagwarantuje bezpieczeństwo Gruzji właściwej, przed wkroczeniem rosyjskiej armii, która według planu zadowoli się jedynie kolejnym sukcesem w walce o wolność narodów i poprzestanie na obsadzeniu granic „byłych” gruzińskich prowincji rosyjskimi peacekeeperami. W umyśle gruzińskiego „tyrana”, plan zaczął nabierać coraz wyraźniejszych kształtów. Być może, gdzieś w głębi jego duszy, tliła się jeszcze iskierka nadziei względem zachowania integralności terytorialnej państwa, dlatego na wykonanie planu X, prezydent wybrał okres w którym oczy całego świata zwrócone były na igrzyska olimpijskie w Pekinie, nie wspominając o głowach, które również walnie tam bawiły, co w rzeczywistości zauważalnie wydłużyło czas reakcji Rosjan i pozwoliło Saakaszwilemu zająć część stolicy Osetii. Gdyby właściwy plan X powiódł się, droga do długofalowej integracji z zachodem, jeśli nie stałaby dla Tbilisi otworem, to nabrałaby przynajmniej wymiaru bardziej rzeczywistego.
W tym miejscu, Rosjanie przejrzeli plany chytrego Gruzina.
Broniąc teorii, jestem przekonany, że Saakaszwili uznał, iż przychylność Waszyngtonu i kilku innych zachodnich stolic, będzie dostateczną gwarancją na powstrzymanie nieuniknionych konsekwencji planu Saakaszwilego, czyli na zatrzymanie Rosjan na granicy z nowo okrojoną Gruzją. Wiadomo, że Rosjanie zatrzymać się w zaplanowanym przez prezydenta miejscu nie chcieli. Straty które armia rosyjska zadała Gruzinom połączone z realnym wówczas zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa, okazały się ciężarem zdecydowanie większym niż prezydent w hipotetycznym planie przewidział. Widać to wyraźnie na zdjęciach z tego okresu, Rosjanie śmiali się, że Saakaszwili „zjada własny krawat”.
Wiecie co przemawia za tą teorią? To, że Moskwa stara się podtrzymać zaognioną sytuację na pograniczu Gruzji i jej zbuntowanych prowincji, pozbywając się obserwatorów ONZ, którzy odpowiadali za monitorowanie bezpieczeństwa w pasie granicznym. Brak nadzoru tylko pogarsza niewesołą do tej pory sytuacje. Brak niezależnych oczu oenzetowskich inspektorów stwarza bardzo podatny grunt pod wszelkiego rodzaju prowokacje. Kwestią sporną jest, czy rosyjskie, czy raczej gruzińskie.
Teorie mają do siebie to, że nie zawsze pokrywają się z praktyką, nierzadko nawet w zaskakujących proporcjach, dlatego ta, też jest dziurawa. Dziurą jest wskazany przez Patryka, cynizm Saakaszwilego, ponadto jeśli prezydent celowo dążył do wprowadzenia w ruch planu X, to dlaczego teraz sprzeciwia się uznaniu niepodległości dwóch zbuntowanych prowincji? Oczywiści dziury można wyszukiwać i mnożyć, pozostaje też wątek amerykański, którego celowo nie rozwinąłem z uwagi na mnogość kombinacji takiej „układanki”. A czy Wy macie jakieś pomysły?
Zwykle się tak nie rozpisuję.
pozdrawiam
TW
Tomku, tych dziur dostrzegam znacznie wiecej, ale koncepcja, naturalnie, ciekawa.
Zgodzimy sie jednak co do tego, ze Saakaszwili jest w tym momencie politykiem niewiarygodnym i skonczonym? Faktem jest rowniez, ze na wojnie bardzo ucierpiala integracja z NATO i UE, czyli glowny „cel” Twojego planu
.
Pozdrawiam
Patryku, dzięki za ciepłe słowa o planie X

Co do Saakaszwilego, czas z pewnością działa na jego niekorzyść. Rosyjski soft power i gruzińska opozycja nie śpią, ludzie są coraz bardziej zmęczeni a ciągłe zagrożenie działa na korzyść Rosjan. Zgadzam się z Tobą, Saakaszwili to obecnie bardzo niepewny wątek.
Co do integracji z zachodem, warto zastanowić się, którzy z członków NATO byli przeciwni objęcia Gruzji programem MAP i czy byli to raczej, defensywni realiści, czy może merkantylni pragmatycy.
Wygląda na to, że premier Putin powziął sobie za punkt honoru, usunięcie Saakaszwilego i instalacje przychylniejszej Moskwie opozycji. W czasie negocjacji pokojowych, odgrażał się przy Sarkozym, za co Saakaszwilego powiesi jak tylko dostanie go w swoje ręce.
Rosjanie bardzo nie chcą odpuścić Gruzji i to widać. Nie jest powiedziane, że ustalenia względem Kaukazu są wykluczone z obszarów działania rosyjskiego lobbingu. Surowców, które Europa pochłania, Rosja ma pod dostatkiem i w tym jej siła. W tym momencie nasuwa się pytanie, czy Rosja koncentruje ją wokół Kaukazu, czy raczej na innych płaszczyznach „wpływania”.
Pozdrawiam
TW
Tomku,
.
mysle, ze Putin w sierpniu 2008 byl w stanie zainstalowac wlasna wladze w Tbilisi, ale tego nie zrobil, bo wiedzial, ze taki rzad nie mialby zadnych szans utrzymac sie. Poza tym – kazdy Gruzin, ktory by sie z nim dogadal, bylby spalony. Obecnie jest tak samo, wiec tego odgrazania nie traktowalbym w 100% powaznie
Pozdrawiam.
Również nie traktuję.
Ale Gruzja w rękach prorosyjskich oznacza zamknięcie ostatniej, niezależnej od Moskwy, drogi do surowców z rejonu morza kaspijskiego. Rosjanie o tym wiedzą, dlatego nie popuszczą. Monopol na dostawy gazu i ropy dla Europy jest celem do którego Rosjanie dążą z żelazną konsekwencją, gdyż wiedzą, że jest to najbardziej efektywne narzędzie uskuteczniania swej polityki. Trudno jednoznacznie i nieomylnie stwierdzić, że Saakaszwili to kretyn z uwagi na zbyt wiele niewiadomych. Mam na myśli zaangażowanie USA i nie do końca sprecyzowaną rolę Moskwy, która według „niezależnego” raportu, walk nie rozpoczeła, choć to ona je sprowokowała.
Jest to co najmniej zastanawiające, biorąc pod uwagę dysproporcję sił obydwu stron.
Pozdrawiam
Rosjanie robili wszystko, żeby sprowokować wojnę. Może nie posunęli się do metod, które miały uzasadnić natarcie III Rzeszy na Polskę w 1939 roku, ale robili co mogli, żeby Saakaszwili dał rozkaz ataku.
Tomek wspomniał, że najważniejsze dla Rosji jest utrzymanie dominującej pozycji jako eksportera gazu do UE. Gwarantuje to stabilny dopływ dużej gotówki (którą można wydać na modernizację kraju lub rozkraść) oraz pozwala swobodniej wpływać na różne kraje europejskie. Stąd eliminacja Gruzji jako korytarza energetycznego alternatywnego wobec Rosji jest na szczycie rosyjskiej agendy. Obsadzenie prorosyjskiego rządu tuż po wojnie byłaby zbyt bezczelna, ale nie łudźmy się, że Moskwa plany „odbicia” Tbilisi porzuciła.
OK, odzyskanie wplywow w Gruzji jest jak najbardziej jednym z celow rosyjskich. Zgoda.
Tylko, ze aktualnie pomoc Rosji dla jakiejkolwiek opcji politycznej w Gruzji bedzie pocalunkiem smierci.
Tomku, co do raportu. Nikt nie usprawiedliwia Rsoji – wszyscy wiemy, komu ta wojna byla tak naprawde na reke. Faktem jednoczesnie jest, ze status quo przerwal Saakaszwili atakujac stolice Osetii Poludniowej. Tak jak juz pisalem – silniejszego sie nie atakuje. Wyjatkiem jes sytuacja, kiedy atakujesz silniejszego majac jeszcze silniejszego sousznika
. Stany Zjednoczone nie pomogly.
Pozdrawiam.