Dramat w dwóch odsłonach – walka o tureckie media

AAA
Aydın Doğan - największy potentat na tureckim rynku medialnym - jest zagorzałym przeciwnikiem rządu AKP (Zdjęcie: AP Photo)

Chociaż już od kilku lat krytykuje się Turcję za spowolnienie niezbędnych reform wewnętrznych, wciąż niewielu zauważa przemianę rządzącej partii AKP z siły demokratycznej i liberalnej w ugrupowanie, które w celu wzmocnienia swojej pozycji wykorzystuje niskie standardy nieliberalnej tureckiej demokracji. Wiele z kroków podejmowanych przez rząd w ciągu ostatnich dwóch lat wzbudza spore kontrowersje – obok niejasnej sprawy Ergenekon, coraz głośniej jest o tureckim sektorze medialnym, którego niezależność w obliczu decyzji rządowych agencji wydaje się być w coraz większym stopniu zagrożona.

Bliskie związki świata polityki i biznesu nie są domeną wyłącznie turecką – na całym świecie wpływowi przedsiębiorcy szukają cennych znajomości wśród rządzących, chcąc zapewnić sobie ich przychylność przy podejmowaniu kluczowych dla swoich interesów decyzji. Nie inaczej jest w Turcji, gdzie o tradycja towarzyskich więzi łączących elity polityczne i ekonomiczne sięga początków okresu republikańskiego. Gdy na gruzach Imperium Osmańskiego nacjonalistyczne władze zapragnęły ograniczyć pozycję dominujących w tureckim handlu przedstawicieli mniejszości niemuzułmańskich, niemal od podstaw stworzyły narodową burżuazję – w pełni uzależnioną od władz, związaną z nimi poczuciem nie tylko wspólnych interesów, ale też laickiej ideologii. Chociaż kolejne fale liberalizacji tureckiej gospodarki przyniosły silnie związanej z państwem burżuazji nowych konkurentów, jej dominująca pozycja zachowana została do końca lat 90-tych.

W niczym od pozostałych sektorów gospodarki nie różniły się tureckie media. Kontrolowane przez najpotężniejszych przedsiębiorców tytuły prasowe miały w zwyczaju zmieniać swoją linię redakcyjną w zależności od relacji łączących właścicieli z czołowymi siłami politycznymi w kraju – tym bardziej, że spółki medialne stanowiły zazwyczaj tylko niewielką część wielkich rodzinnych holdingów, operujących w przeróżnych sektorach – od paliwowego po tekstylny. W momencie rywalizacji o państwowe przetargi troska o niezależność dziennikarską zwykle schodziła na dalszy plan…

Gdy w 2002 roku do władzy doszła nowa, niezwiązana z miejską burżuazją siła polityczna, tradycyjne media zachowywały wobec niej postawę dość przychylną. Nie jest łatwo ocenić, na ile wynikało to z chęci nawiązania przez właścicieli bliskich relacji z nową ekipą, a na ile z autentycznego poparcia redakcji dla liberalnych reform, których dokonywała AKP w czasie swojej pierwszej kadencji. Faktem jest, że pomimo rosnącej w silę pozycji tytułów konserwatywnych, często powiązanych z religijnym ruchem Gülena, media tradycyjne zdołały utrzymać dominującą pozycję na rynku i w momencie narastającego napięcia przed wyborami prezydenckimi w 2007 roku, przystąpić do otwartej krytyki rządu. Jak się miało wkrótce okazać, zwycięstwo wyborcze AKP i odsunięcie z Pałacu Prezydenckiego „laickiego hamulcowego” stanowić miały punkt zwrotny w relacjach rządu z tradycyjnymi mediami.

Okazja do pierwszej ingerencji na rynku medialnym pojawiła się niemal natychmiast po letnim zwycięstwie Erdoğana. Jeszcze przed wyborami, wiosną 2007 roku, w zaskakujących okolicznościach na światło dzienne wyszły poważne nieprawidłowości przy sprzedaży (dwa lata wcześniej) kontrolującej 20% tureckiego rynku reklamowego, drugiej co do wielkości grupy medialnej w kraju: ATV-Sabah. Poprzedni, po uszy zadłużeni współwłaściciele czołowej stacji telewizyjnej ATV i największego dziennika Sabah nielegalnie zataili przed organami kontrolnymi tajne protokoły dotyczące podziału udziałów w spółce, w rezultacie tracąc je na rzecz TMSF – rządowego funduszu ubezpieczającego depozyty. O ile samo przejęcie grupy medialnej nie wzbudziło w tym gorącym okresie większych kontrowersji, o tyle jej sprzedaż kilka miesięcy później sprowadziła na rząd falę krytyki.

Przepisy prawne ograniczające do 25% maksymalną wysokość udziałów zagranicznych inwestorów w spółkach medialnych sprawiły, że główny ciężar sfinansowania transakcji spaść musiał na przedsiębiorców tureckich. Potencjalnych oferentów odstraszyła wysoka minimalna cena – 1.1mld$ i w grudniu 2007 roku na polu walki pozostała tylko jedna firma. Blisko związana z rządzącą AKP, należąca do nowej anatolijskiej burżuazji Çalık Grup zasłynęła dotąd bliskimi związkami z turkmeńskim dyktatorem Turkmenbaszą oraz mianowaniem na stanowisko dyrektora generalnego zaledwie 26-letniego Berata Albayraka – prywatnie… zięcia premiera Erdoğana. Pomimo, że TMSF w przeszłości nie decydował się finalizować sprzedaży w sytuacji zgłoszenia się zaledwie jednego oferenta, tym razem od tej praktyki odstąpił.

Następne miesiące przynieść miały narastające wątpliwości co do zdolności oferenta wywiązania się z zawartej z TMSF umowy. Gdy w kwietniu 2008 roku, zaledwie 3 dni przed upłynięciem ostatecznego terminu, Çalık Grup sfinalizował wartą 1.1mld$ umowę okazało się, że sfinansował ją dzięki 750 mln$ kredytu uzyskanego w dwóch państwowych bankach – Halkbanku i Vakıfbanku. Krytycy od razu zwrócili uwagę na fakt, że dotąd w historii tych instytucji nigdy nie przyznano tak wysokich kredytów uznając, że były one wyłącznie efektem presji ze strony rządu a nie opartej na rachunku ekonomicznym racjonalnej decyzji. Wątpliwości wokół transakcji w jeszcze większym stopniu dotyczyły drugiego źródła, dzięki któremu Çalık Grup sfinansowała transakcję – nieznanej początkowo katarskiej Al Wasaeel International Media Company, która okazała się być spółką zależną rządowej (i znanej nam z afery stoczniowej) Qatar Investment Authority. Opozycja oskarżyła więc Erdoğana o wspieranie koncernu zięcia w jego poszukiwaniach partnerów zagranicznych w czasie swoich licznych wizyt nad Zatoką Perską.

Jak często w tureckiej polityce, brak konkretów umożliwiających rozwiązanie sporu na drodze sądowej nie przeszkadza odczuwać, że nie wszystko przy sprzedaży grupy ATV-Sabah przebiegało prawidłowo. Powiązania towarzyskie i rodzinne, udzielone w ostatniej chwili kredyty i zaangażowanie instytucji kierowanej przez katarskiego premiera pozostawić mogłyby jedynie niesmak. Stało się jednak inaczej – grupę ATV-Sabah, wedlug tureckiej tradycji, potraktowano jak przysłowiowy polityczny łup – usuwając najbardziej krytycznych wobec rządu publicystów i zmieniając w ten sposób linię redakcyjną na prawicową – umiarkowanie prorządową.