Atomowa Rosja i jej nowa doktryna wojenna

RUSSIA-WWII-VICTORY-DAY
Rosyjska parada wojskowa w Moskwie (Daylife.com)

Ostatnio w rosyjskiej prasie pojawiły się wzmianki na temat prac nad nowa doktryną wojskową. Prace są już na bardzo zaawansowanym etapie, natomiast sam dokument powinien wejść w życie z początkiem przyszłego roku. Najważniejszym z punktu widzenia międzynarodowej społeczności, jest wprowadzenie prewencyjnego użycia broni atomowej. Oznacza to, że Moskwa będzie mogła sięgnąć do atomowych arsenałów w przypadku zagrożenia definiowanego przez władze samego Kremla, przy czym subiektywne poczucie zagrożenia będzie podstawowym kryterium według którego prezydent podejmie podobną decyzję. Zapewne siła odstraszania takiego mechanizmu będzie wpływać pozytywnie na rosyjskie bezpieczeństwo, jednak czy podobne rozwiązania przyczynią się do zwiększenia globalnego bezpieczeństwa, pozostaje kwestią sporną.

Głosy na temat konieczności wprowadzenia podobnych zapisów pojawiły się już w momencie kiedy NATO zrzucało swoje bomby na Serbię w latach 90tych. Tuż po wydarzeniach na Bałkanach Rosjanie przeprowadzili symulację ewentualnego konfliktu z Zachodem. Symulacje wykazały, że Rosja nie byłaby w stanie odeprzeć zachodniej ofensywy, używając jedynie broni konwencjonalnej. Według rosyjskich specjalistów, nowa doktryna jest również odpowiedzią na proces ekspansji NATO w kierunku wschodnim, na tereny byłych radzieckich satelit oraz państw związkowych.

Pozwolę sobie przytoczyć argumenty sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji, na temat potrzeby wprowadzenia nowej strategii obronnej Rosji. Pan Nikołaj Patruszew powiedział, że “..musimy wziąć pod uwagę, że sytuacja w kraju i na świecie zmienia się dynamicznie. W roku 1993 uznaliśmy, że konflikt zbrojny jest niemożliwy, lecz życie pokazało, że to nie prawda. Istnieją konflikty regionalne i lokalne a większy konflikt nie jest wykluczony, więc musimy być na to gotowi.” Na pytanie odnośnie prewencyjnego użycia broni nuklearnej, zadane przez dziennikarza gazety Izwiestia, pan Patruszew odpowiedział, iż “(…) rozważana jest opcja użycia broni nuklearnej w zależności od sytuacji oraz intencji potencjalnego przeciwnika. W sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa narodowego, atak nuklearny, również prewencyjny, nie jest wykluczony.”

Być może nieco zaskakujące dla przeciętnego zjadacza chleba jest fakt, iż Moskwa rozważając potencjalny konflikt za głównego i najbardziej prawdopodobnego przeciwnika uznaje Sojusz Północnoatlantycki. Wprawdzie, jak mówią rosyjscy specjaliści, obecne stosunki z NATO zostały przywrócone do normalnych i wróciły do temperatury zbliżonej do tej przed wojny z Gruzją, jednak obecna sytuacja “taktyczna” może ulec szybkiej zmianie. Niewygasłe zainteresowanie Stanów Zjednoczonych kaukazem a konkretniej Gruzją, oraz plany względem Ukrainy są czynnikami, które mogą taką zmianę wywołać. Biorąc pod uwagę sposób w jaki Moskwa wybrała aby uporać się ze zbuntowaną, ważną strategicznie Gruzją, należy spodziewać się zdecydowanych działań ze strony Moskwy w przyszłości. Jeżeli przyjmiemy, że zeszłoroczny konflikt na Kaukazie był pewnego rodzaju sygnałem, ostateczną nieprzekraczalną linią nakreśloną przez Moskwę, która wyznaczyła granice wschodniej ekspansji NATO, możemy uznać, że wszelkie próby jej przekroczenia ze strony zachodu, spotkają się ze zdecydowaną reakcją. Nowa doktryna z pewnością wpisuje się w tą teorię, dając Rosjanom szersze pole manewru. Z nuklearnym parasolem bezpieczeństwa na wypadek większej determinacji Zachodu, względem ingerencji w rosyjskie strefy wpływów.

Warto również wspomnieć o pozornie niewinnym zapisie, który znajdzie się w opracowywanej właśnie strategii. Chodzi o kontrowersyjną kwestię możliwości użycia siły w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa rosyjskich obywateli poza granicami federacji. Dlaczego kontrowersyjną? Otóż dlatego, że jeśli przypomnimy sobie zeszłoroczny konflikt w Gruzji a właściwie okres poprzedzający rosyjską interwencję, bardzo wyraźnie widać w jaki sposób Moskwa użyła tej jeszcze nieformalnej argumentacji w celu usankcjonowania swych działań militarnych.

Akcja Paszportowa w trakcie, której Moskwa na masową skalę wydawała rosyjskie dokumenty dla czujących bratnie więzi obywateli zbuntowanych gruzińskich prowincji, była ewidentnie skierowana na zapewnienie sobie casus belli. W większym wprawdzie stopniu na własnym podwórku, niż za granicą z uwagi na ograniczony zasięg prokremlowskich mediów. W przyszłym roku, zapis pozwalający na użycie tej argumentacji zgodnie z prawem, zostanie zawarty w dokumencie na podstawie którego prezydent Federacji Rosyjskiej podejmował będzie strategiczne, mające wpływ na globalne bezpieczeństwo, decyzje.

Oczywiście, nikt nie neguje rosyjskiej powinności względem swych obywateli, którzy znaleźli się w niebezpieczeństwie poza granicami państwa. Zdecydowana reakcja w takich przypadkach jest zrozumiała i usprawiedliwiona. Sprawa przedstawia się nieco inaczej jeżeli weźmiemy pod uwagę powtórkę z akcji paszportowej, tym razem na Krymie, czyli regionie należącym formalnie do Ukrainy. Obok innych form nacisków na prozachodnie władze w Kijowie, zbliżone działania Moskwy były przyczyną ciągnącej się właściwie do dziś, wojny dyplomatycznej. W obliczu szerokiego marginesu interpretacji podobnych przepisów przez Rosjan, nie bez znaczenia jest znaczna, rosyjska mniejszość w Krajach Bałtyckich. Wprawdzie na liście strategicznych priorytetów Moskwy, kraje bałtyckie znajdują się dużo niżej niż Ukraina, czy Gruzja, jednak zakładając, że Rosjanom uda się sprowadzić Kijów i Tbilisi na właściwy tor, ekspansja wpływów w regionie Bałtyku pozostaje tylko kwestią czasu.

Nieco odmienne zdanie na temat nowej doktryny przedstawia Aleksander Szarawin – prezes Moskiewskiego Instytutu Analiz Politycznych i Wojskowych twierdzi, że doktryna, która obecnie obowiązuje w sposób zadowalający spełnia swoje zadanie. Warto dodać, że aktualnie obowiązujący dokument z roku 2000 przewiduje użycie broni jądrowej jedynie w przypadku zmasowanej agresji przeciwko terytorium Rosji. Pan Szarawin dodaje również, że “.. broń nuklearna jest zarówno narzędziem politycznym jak i elementem strategicznego odstraszania. Jeśli ogłosimy, że użyjemy tej broni w konflikcie lokalnym, automatycznie zdegradujemy jej rolę.” Problem nie tkwi jednak w tym, że rola broni zostanie zdegradowana, lecz w tym, w jaki sposób podobna deklaracja i jej skutki wpłyną na globalne bezpieczeństwo. Jako ciekawostkę, należy dodać fakt, iż rosyjska prasa informuje jakoby Stany Zjednoczone również rozważały wprowadzenie analogicznych zmian do własnych zasad użycia broni jądrowej.

Aby zbudować wierniejszy obraz zmian zachodzących w mechanizmach użycia rosyjskich sił zbrojnych, warto wspomnieć o przyjętej niedawno prze niższą izbę rosyjskiego parlamentu ustawie, która całkowicie zmienia procedury użycia wojska poza granicami kraju. Rosyjscy specjaliści twierdzą, że ustawa z 2006 roku, która zostanie zastąpiona przez nową, zezwala na użycie armii przez prezydenta poza granicami federacji jedynie w przypadku zwalczania “terroryzmu”. Eksperci są również zdania, że dotychczasowa ustawa jest anachroniczna i nieefektywna z uwagi na nieprecyzyjny charakter praw w niej zawartych, oraz z uwagi na rozbieżności w interpretacji sformułowań – “czas wojny” i “sytuacja walki”. Fundamentalna zmianą w stosunku do poprzednich rozwiązań jest sposób podejmowania decyzji o użyciu wojska. Do tej pory konieczna była zgoda parlamentu, obecnie decyzja należeć będzie do prezydenta.

Wygląda na to, że Rosjanie, czując zmniejszony ciężar amerykańskiej uwagi na Starym Kontynencie, postanawiają rozpocząć proces odbudowywania wpływów w swoim najbliższym otoczeniu. Nie bez znaczenia jest obecna sytuacja na Kaukazie, który stanowi swoistą osłonę dla odkrytego, równinnego “podbrzusza” Rosji, jednocześnie romansując z zachodem. To właśnie tam, ostrożnie kalkulując bilans zysków i strat, Moskwa pokazała NATO co myśli o jego dalszej ekspansji w rosyjskie strefy wpływów.

Na Ukrainie zbliżają się wybory prezydenckie,  których faworytem jest kandydat prorosyjski, być może jest to powód, dla którego Rosjanie wstrzymują się, od ewidentnych prób ingerencji w walki przedwyborcze. Część ekspertów jest zdania, że wejście w życie nowej doktryny oraz usprawnienia dokonywane w mechanizmach użycia armii, to celowe zabiegi Moskwy, nie przypadkowo zsynchronizowane z nadchodzącymi w styczniu wyborami. Rosja, wprowadzając ułatwienia względem użycia siły oraz poszerzając wachlarz motywów ową siłę usprawiedliwiających, oprócz tego, że dostosowuje się do współczesnego pola walki, wysyła również bardzo jasny, ostrzegawczy sygnał. Problem pojawi się dopiero w momencie, kiedy śladem Moskwy podążą inni gracze. Można śmiało zawyrokować, że krok do którego Moskwa właśnie się przymierza, w długotrwałych skutkach odbije się fatalnie na systemie globalnego bezpieczeństwa. Z pewnością będzie to krok w stronę zwiększenia ryzyka wybuchu globalnej wojny atomowej.

Być może Rosjanom właśnie o to chodzi? Ustępstwa będą niechętne lecz powszechne i nieuniknione, gdyż nikt przy zdrowych zmysłach nie pragnie przyczynić się do całkowitej lub częściowej zagłady ludzkości. Jeśli Rosjanie faktycznie  zdecydują się na ten krok, powstaje pytanie, co NA TO zachód?