Amerykanie dozbrajali Somalię

Maj 2009 był niezwykle gorącym miesiącem w Somalii. W wyniku działalności wywrotowej dwóch organizacji paramilitarnych (al-Shabaab i Hizbul Islam) Tymczasowy Rząd Federalny (Transitional Federal Government – TFG) stracił kontrolę nad większością państwa. W zasadzie, tylko centrum Mogadiszu znajdowało się w strefie wpływów legalnej władzy, zaś reszta miasta należała do działających w opozycji milicji i bojówek. W wyniku realnej groźby rozpadu państwa i całkowitej anihilacji legalnych władz, rząd USA postanowił wesprzeć TFG poprzez dostawy broni i transfer gotówki.

Żołnierze organizacji Al-Szabaab w drodze na manifestację poparcia Somalijczyków dla Palestyny (Mogadiszu, 30 września 2009, źródło: Daylife.com/AP Photo/Mohamed Sheikh Nor)
Żołnierze organizacji Al-Szabaab w drodze na manifestację poparcia Somalijczyków dla Palestyny (Mogadiszu, 30 września 2009, źródło: Daylife.com/AP Photo/Mohamed Sheikh Nor)

Amerykanie drogą morską dostarczyli Somalijczykom 19 ton amunicji, 48 granatników, 36 karabinów szturmowych PKM, 12 karabinów przeciwlotniczych DShK oraz 10 moździerzy. Sama dostawa przerwała, trwające 17 lat, embargo na broń, które zostało nałożone na kraj przez ONZ. Oprócz broni, USA przekazało rządowi 2 miliony dolarów, które miały zostać wydatkowane na dozbrojenie legalnych wojsk oraz pomoc humanitarną dla obywateli. Domniemywa się, że Amerykanie przekazali TFG część funduszy (od 900 tysięcy do 1.25 miliona dolarów) poza oficjalnymi rejestrami. Pieniądze miały najpierw trafić do stolicy Kenii, Nairobi, a dopiero potem do rządu w Mogadiszu.

Dozbrajanie TFG było jednym z pierwszych kroków, jakie podjęła administracja Baracka Obamy względem Somalii. Działanie to jest wynikiem nowej polityki przeciwterrorystycznej prowadzonej przez urzędującego prezydenta.

Somalia znajdująca się prawie od dwudziestu lat w stanie permanentnego konfliktu zbrojnego, uważana jest za jedno z najmniej stabilnych i bezpiecznych państw świata. 2.5 miliona mieszkańców żyje bez dachu nad głową, 500 tysięcy wiedzie żywot uchodźców rozproszonych po terytorium całego kraju, a kolejne 1.5 miliona egzystuje w obozach rozmieszczonych wewnątrz państwa.

W takich warunkach, skrajnie islamistyczne ugrupowania pokroju al-Shabab znajdują podatny grunt dla głoszenia swoich antyamerykańskich i antyrządowych poglądów, co prowadzi do pogłębiania się wewnątrzpaństwowego kryzysu. Poza tym, Amerykanie podejrzewają, iż al-Shabab współpracuję z al-Kaidą (głównie na płaszczyźnie szkoleń i wymiany informacji wywiadowczych).

Analiza sytuacji Tymczasowego Rządu Federalnego nakazuje stwierdzić, że gdyby nie amerykańska pomoc, zostałby on zbrojnie obalony przez paramilitarne bojówki, które na przełomie maja i czerwca przeprowadzały skoordynowane i sukcesywne ofensywy na wojska rządowe. USA, poprzez pomoc, chciało podkreślić swą ufność w sens istnienia TFG (wymiar symboliczny) oraz zahamować wzrost siły al-Shabab i Hizbul Islam (wymiar taktyczny).

Jednak już na początku sierpnia 2009, pojawiły się wątpliwości co do skuteczności pomocy dla TFG. Dostarczona drogą morską broń, miała stać się towarem na somalijskim rynku broni, gdzie np. ceny AK-47 wahają się od 100 do 600 dolarów, w zależności od nasilenia walk w Mogadiszu. Być może w maju, gdy sytuacja TFG była dramatyczna, wykorzystywano broń do aktualnych działań legalnego rządu, jednak w miarę uspokajania się sytuacji, część z dostarczonego uzbrojenia nie była, akurat, potrzebna i pojawiła się możliwość jego sprzedaży. Warto podkreślić, że handel bronią w Somalii to jedna z bardziej lukratywnych, i prostych, form zarabiania pieniędzy.

Jak zostało już wspomniane, somalijski handel bronią ograniczony był międzynarodowym embargiem. W tej sytuacji, jego rozwój stymulowany był pozytywnie masowe poprzez dezercje  wśród, których powszechnym było, poza opuszczaniem służby w wojsku, zabieranie ze sobą mundurów i uzbrojenia. Tylko w 2008 r. z armii zdezerterowało od 14 do 17 tysięcy żołnierzy.

Wydaje się, iż majowa dostawa broni dla Somalii nie była jednorazowym przypadkiem. Prawdopodobnie administracja Baracka Obamy będzie chciała mocniej zaintonować swoje zaangażowanie w Rogu Afryki, co również zostało potwierdzone w trakcie wizyty amerykańskiej sekretarz stanu – Hilary Clinton, która powtórzyła, iż pomoc dla TFG będzie kontynuowana. Prawdopodobnie Amerykanie upatrują pewnych nadziei w nowym, bo wybranym wiosną 2009 r., prezydencie Somalii – Sharifowi Ahmedowi, który cieszy się dużym poparciem obywateli. Przemawia za nim również fakt, iż jako kandydat na prezydenta cieszył się poparciem wszystkich ważniejszych somalijskich klanów. Być może nowy prezydent zdoła poskładać kraj w całość, czego jednak na pewno nie osiągnie bez pomocy z zewnątrz.