Wielki powrót: bliskowschodnia polityka Turcji

TURKEY HEAD SCARFWydarzenia ostatnich dni- medialny konflikt z Izraelem oraz międzyrządowe konferencje z Syrią i Irakiem- ponownie zwróciły uwagę na zauważalną od kilku lat radykalną zmianę bliskowschodniej polityki Turcji. Konserwatywny rząd Tayyipa Erdoğana z każdą kolejną decyzją lamie obowiązujące od dziesięcioleci tabu, z różnych powodów nienaruszone przez poprzednie tureckie gabinety.

Po kilkudziesięciu latach przerwy, spowodowanej przemianami wewnętrznymi, wymogami Zimnej Wojny i rebelią kurdyjską, Ankara dysponuje wreszcie możliwością prowadzenia niezależnej i aktywnej polityki bliskowschodniej bez konieczności ciągłego dostosowywania jej do oczekiwań potężnego protektora zza oceanu. Dysponuje również elitami politycznymi, które Bliski Wschód traktują priorytetowo i nie obawiają się szerszego zaangażowania w regionalne konflikty widząc w nich okazję do wzmocnienia swojej międzynarodowej pozycji. Wbrew opiniom wyrażanym w prawicowych kręgach Izraela czy USA, w większym stopniu wynika to z naturalnego dostosowania się do zmian zachodzących w sąsiedztwie Turcji, niż ideologicznych wyborów konserwatywnych przywódców tego kraju.

Okres zupełnej nieobecności Turcji na Bliskim Wschodzie przypada na lata rządów jednopartyjnych, gdy elita kemalistowska skoncentrowała niemal całą swoją uwagę na przemianach wewnętrznych, prowadząc izolacjonistyczną politykę zagraniczną chroniącą słabą turecką państwowość przed ponownym zaangażowaniem się w międzynarodowe konflikty. W okresie tym nie opracowano założeń polityki bliskowschodniej, skądinąd słusznie zakładając, że wszelkie decyzje dotyczące regionu i tak zapadają w Londynie i Paryżu. Mocarstwa europejskie kontrolowały bowiem- bezpośrednio lub pośrednio- sytuację we wszystkich krajach regionu. Uwaga Turcji skoncentrowała się jedynie na ostatecznym uregulowaniu południowej i wschodniej granicy, co nastąpiło już po śmierci Atatürka, w 1939 roku.

Druga polowa lat 40-tych przyniosła pierwsze poważne zmiany. Wymuszona przez Amerykanów demokratyzacja dopuściła do władzy siły konserwatywne, bardziej skłonne do ponownego zaangażowania się w sprawy od lat zaniedbywanego przez kemalistów regionu. Powstanie niezależnych od Zachodu państw arabskich wymusiło z kolei nawiązanie relacji z ich elitami politycznymi, które odtąd samodzielnie podejmowały decyzje mające wpływ na bezpośrednie sąsiedztwo Turcji. Realia Zimnej Wojny zmusiły jednak Ankarę do wyraźnego podporządkowania jej polityki bliskowschodniej rywalizacji z blokiem wschodnim, skłaniając Turcję do przyjęcia na siebie roli jednego z głównych amerykańskich sojuszników w regionie. To presja ze strony Waszyngtonu i obawa przed wzmocnieniem wpływów radzieckich skłoniły Turcję do takich kroków jak uznanie Izraela, wsparcie amerykańskiej operacji w Libanie czy zawiązanie Paktu Bagdadzkiego i CENTO. Chociaż już od lat 60-tych (konflikt cypryjski) drogi Ankary i Waszyngtonu zaczęły się rozchodzić, to możliwość wyraźnego zaakcentowania swojego odrębnego stanowiska pozostawała ograniczona koniecznością szukania porozumienia z najpotężniejszym NATO-wskim sojusznikiem.

Początek lat 90-tych obok zlikwidowania niebezpieczeństwa radzieckiego przyniósł regularną rebelię kurdyjską i związane z tym zaostrzenie stosunków z niemal wszystkimi sąsiadami Turcji. Rozpad ZSRR z wielu powodów nie doprowadził do nawiązania poprawnych stosunków z Rosją, co skłonić musiało Ankarę do zachowania wzmocnionych więzów z dotychczasowym, amerykańskim sojusznikiem. Wsparcie, jakiego Syria udzielała kurdyjskiej partyzantce PKK oraz pretensje Damaszku wobec tureckiego okręgu Hatay uczyniły z reżimu Assada najważniejszego przeciwnika walczącej o zachowanie jedności kraju elity politycznej i wojskowej Turcji. Seria zamachów na irańskich uchodźców i liberalnych tureckich intelektualistów, za które w powszechnym przekonaniu odpowiadały służby specjalne Iranu, jak również powtarzające się oskarżenia o finansowanie przez Teheran kurdyjskiej peszmergi zaogniły relacje ze wschodnim sąsiadem. Jeśli dodamy do tego popsute przez operację Pustynna Burza stosunki z Irakiem, zaostrzający się konflikt o Morze Egejskie z Grecją i nadgraniczną zimną wojnę z Armenią, to w pełni oddamy izolację, w jakiej znalazła się w tym czasie i tak już osłabiona wojną domową Turcja. Naturalnym sojusznikiem dla Ankary, obok Stanów Zjednoczonych, był Izrael tym bardziej, że wraz z rozpoczęciem bliskowschodniego procesu pokojowego udało się poprawić wizerunek państwa żydowskiego w tureckim społeczeństwie i bliska współpraca z Tel Awiwem przestała być dla polityków powodem do wstydu.

Na przełomie dekad w bezpośrednim sąsiedztwie Turcji doszło jednak do zmian na tyle poważnych, że zachowanie układów politycznych z lat 90-tych przestało być możliwe. Zmiany przywódców w Atenach, Moskwie i Teheranie szybko zakończyły utrzymujący się w ich relacjach z Turcją stan nieufności i w ciągu zaledwie kilku lat uczyniły z tych państw poważnych partnerów politycznych, handlowych oraz- co nie mniej ważne- dostawców surowców energetycznych. Radykalna zmiana polityki Damaszku poprzez zaprzestanie wspierania PKK i odstąpienie od pretensji wobec Hatayu usunęły wszelkie powody powstrzymujące Turcję od pełnej normalizacji stosunków z Syrią. Zakończenie poważniejszych walk z kurdyjską partyzantką uwolniło Turcję od ograniczającego jej aktywność zagrożenia dla jedności i stabilności wewnętrznej kraju. Fakt, że partyzantkę zduszono dzięki podjęciu współpracy z Iranem i Syrią wzmocniło w Ankarze przekonanie o potrzebie priorytetowego traktowania relacji z tymi sąsiadami. Wreszcie usunięcie przez Amerykanów reżimu Saddama stworzyło szansę na odbudowę stosunków z Bagdadem i stworzenie wspólnego turecko- arabsko- irańskiego stanowiska wobec niepodległościowych aspiracji irackich Kurdów.

To właśnie te przemiany – zakończenie stanu izolacji na arenie regionalnej i poprawa stanu bezpieczeństwa wewnętrznego, połączone z gospodarczym wzmocnieniem Turcji dzięki rozpoczęciu negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską, przyczyniły się do relatywnego spadku atrakcyjności bliskiej współpracy z Izraelem i USA. Po raz pierwszy od rozpoczęcia Zimnej Wojny, Turcy nie czują potrzeby bezwzględnego wiązania się ze stanowiskiem amerykańskiego sojusznika, uwalniając swoją politykę bliskowschodnią z narzucanych przez Waszyngton więzów i korzystając z możliwości kształtowania wielokierunkowej i niezależnej polityki zagranicznej. Z punktu widzenia Zachodu zmiana ta nie wydaje się być specjalnie korzystna.

Okazuje się bowiem, że interesy nowej Turcji często są trudne do pogodzenia z interesami jej dotychczasowych sojuszników. Jak już wspomniałem, za najbardziej priorytetowe powszechnie uznaje się w Ankarze nawiązanie współpracy politycznej z „bliską zagranicą”- Syrią, Irakiem i Iranem. Z tą grupą państw łączy Turcję naturalna potrzeba powstrzymywania niepodległościowych aspiracji Kurdów, które dla każdego z tych krajów stanowią poważne zagrożenie dla stabilności wewnętrznej. Drugim, nie mniej istotnym polem współpracy pozostają kwestie energetyczne. Turcji zależy nie tylko na szerszym wykorzystaniu istniejącego na jej terytorium rurociągu Kirkuk- Yumurtalık do eksportu irackiej ropy, lecz także połączeniu tureckiej sieci z gazociągami transportującymi surowiec z Egiptu (przez Syrię), Iraku i Iranu. Uczynienie z Turcji „korytarza energetycznego” należy do najważniejszych przedsięwzięć, dla których poparcie wyrażają zgodnie elity konserwatywne i kemalistowskie Turcji. Wreszcie wzrastające powiązania handlowe, wielokrotnie wyższe niż z pozostałymi krajami regionu, czynią z państw „bliskiej zagranicy” najbardziej pożądanych, naturalnych (a więc niezależnych od wewnętrznych układów politycznych) partnerów Turcji.

Równolegle z wzmacnianiem więzów z Iranem czy Syrią, Turcji zależy na poprawnych stosunkach z konkurencyjnym wobec nich obozem arabskich państw sunnickich. Państwa naftowe znad Zatoki Perskiej uważane są za naturalne i pożądane źródło inwestycji zagranicznych w dobie dramatycznego spadku zainteresowania Turcją ze strony inwestorów zachodnich. Za wielką szansę uważa się nawiązanie współpracy militarnej (ostatnio- umowa z Kuwejtem), które stałyby się podstawą do wzmocnienia relacji politycznych i bardziej wyraźnego zaznaczenia interesów Turcji w regionie Zatoki Perskiej. Chociaż nie rozważa się obecnie możliwości choćby symbolicznej obecności tureckiej armii w regionie, to ewentualność taka jest z pewnością przez wojskowych i polityków w dłuższej perspektywie brana pod uwagę. Co najważniejsze jednak- relacje z „blokiem sunnickim” mają pomóc ograniczyć nadmierny wzrost wpływów irańskich, ustawiając z czasem Turcję w roli konkurencyjnego wobec Teheranu ośrodka regionalnego.

Obawa przed nadmiernym wzmocnieniem Iranu nie oznacza jednak, że Turcja widzi pole do szerszej współpracy z Izraelem czy Stanami Zjednoczonymi w powstrzymywaniu jego programu nuklearnego. Dostrzegając bowiem negatywne skutki zdobycia przez Teheran broni jądrowej, tureckie elity wydają się ze zmianą regionalnego status quo pogodzone i ewentualny atak na irańskie instalacje uznają za zbyt ryzykowny, by mógł zostać uznany za pożądany. Turcja widzi też w nuklearnym Iranie szanse, które w dłuższym okresie mogą jej przynieść wymierne korzyści. Po pierwsze- Ankara z chęcią powita koniec ery izraelskiej dominacji w regionie i początek układu wielobiegunowego, który stworzy Turcji szersze możliwości działania przez umiejętne „balansowanie” między konkurencyjnymi blokami. Po drugie- zdobycie przez Teheran broni jądrowej przyspieszy perspektywę włączenia się Iranu do projektu Nabucco, dzięki czemu jego realizacja nie będzie już pozostawać jedynie w sferze nierealistycznych planów. Po trzecie- dzięki obecności amerykańskiej broni nuklearnej na swoim terytorium, Turcja pozostanie poza zasięgiem izraelskich czy irańskich głowic W tym czasie stopniowo będzie mogła rozwijać cywilne technologie jądrowe i przy zgodzie Waszyngtonu uzyskać dostęp do własnej broni nuklearnej dołączając w ten sposób do klubu regionalnych rozgrywających.