Turcy (nie) wszystkich krajów łączą się

Od lewej: Abdullah Gul (prezydent Turcji), Nursułtan Nazarbajew (prezydent Kazachstanu) oraz Ilham Alijew (prezydent Azerbejdżanu). Źródło: Sabah
Od lewej: Abdullah Gul (prezydent Turcji), Nursułtan Nazarbajew (prezydent Kazachstanu) oraz Ilham Alijew (prezydent Azerbejdżanu). Źródło: Sabah

Gdy 3 października na szczycie w azerbejdżańskim Nachiczewanie powołano do życia nową organizację międzynarodową, niewielu poza Turcją i Azją Środkową zwróciło na ten fakt jakąkolwiek uwagę. Nie pierwsza i nie ostatnia to kadłubowa instytucja, której aktywność w zasadzie sprowadzać się będzie do poprawiania samopoczucia politykom i zapewniania zatrudnienia ich krewnym, znajomym i współpracownikom.

Powołanie Rady Tureckiej to jednak urzeczywistnienie marzeń kolejnych pokoleń zwolenników panturkizmu, ideologii należącej wprawdzie do przeszłości, lecz wciąż popularnej w pewnych wąskich kręgach nacjonalistycznych Turcji, Azerbejdżanu i (w znacznie mniejszym stopniu) Turkiestanu. Czyż nie wspólnoty wszystkich ludów tureckich żądali Młodzi Turcy w początkach wieku, gdy na stepach turkmeńskich z rąk bolszewików śmierć poniósł wojenny przywódca państwa osmańskiego, Enwer Pasza? Czy nie o zjednoczeniu marzyli tureccy politycy, gdy z dnia na dzień za ich północno-wschodnią granicą po raz pierwszy w historii powstał szereg państw o wspólnej z Turcją kulturze, języku i religii?

Rada Współpracy Państw Użytkowników Języków Tureckich (bo taką oficjalną nazwę nosi wspomniana RT) nie aspiruje oczywiście do roli, jaką pragnęliby dla niej najbardziej radykalni panturkiści. To w istocie zwieńczenie procesu instytucjonalizacji nieformalnych powiązań między poszczególnymi państwami tureckimi, postępującego z oporami od pierwszego szczytu tureckiego jesienią 1992r.

Zamiast organizowanych rzadko i nieregularnie szczytów, powołano do życia Radę Szefów Państw, zbierającą się odtąd 2 razy do roku w poszczególnych stolicach państw członkowskich. Do życia powołano również Radę Ministrów Spraw Zagranicznych, stały Sekretariat w Stambule (mieście- siedzibie RT), Akademię Turecką w Astanie, organizacji podporządkowano istniejące już Zgromadzenie Parlamentarne w Baku oraz Wspólny Zarząd Tureckiej Kultury i Sztuki (TÜRKSOY) z siedzibą w Biszkeku.

Łatwo wymienić poszczególne organy nowej organizacji, znacznie trudniej zadania, jakimi ma się zajmować. Jak dotąd współpraca ograniczała się w większości do wydawania wspólnych deklaracji politycznych, planowania szlaków energetycznych i transportowych oraz kooperacji na polu akademickim i kulturalnym. Czas pokazał, że w zasadzie żadna z inicjatyw pantureckich nie zakończyła się dotąd sukcesem.

Najbardziej sztandarowy projekt, wokół którego zjednoczyły się na początku lat 90-tych państwa tureckie- stworzenie jednolitego alfabetu dla wszystkich języków- do dzisiaj nie doczekał się realizacji. Wciąż trwają prace nad opracowaniem słownika języków tureckich, stworzeniem wspólnego instytutu historycznego, TÜRKSOY organizuje konferencje, wystawy i festiwale, których zasięg ogranicza się w zasadzie do wąskich, zainteresowanych nimi kręgów akademickich. Największym sukcesem na polu edukacji i kultury pochwalić się mogą osoby prywatne, działające bez pomocy, a czasem nawet wbrew stanowisku rządów poszczególnych państw- mam tu na myśli głównie sieć mediów oraz elitarnych szkól z tureckim językiem wykładowym należącą do kontrowersyjnego islamskiego „uczonego” Fethullaha Gülena.

Również na polu ekonomicznym, współpraca między państwami tureckimi pozostaje bardzo ograniczona i w większym stopniu wynika z inicjatyw prywatnych oraz relacji dwustronnych łączących głowy państw, niż wspólnych projektów opracowywanych przez całą wspólnotę. Głównym inwestorem i partnerem handlowym dla Azji Środkowej pozostają Rosja i Chiny i chociaż Turcja należy do czołówki drugoplanowych partnerów gospodarczych, to z postępującą ekspansją kapitału chińskiego jej pozycja może w przyszłości systematycznie maleć. Nie widać też postępu we wspólnych projektach energetycznych czy transportowych- nie udało się dotąd wciągnąć do współpracy rządów Kazachstanu czy Turkmenistanu, dla których znacznie pewniejszymi odbiorcami surowców pozostają gigantyczni, bezpośredni sąsiedzi- Rosja i Chiny. Chociaż szczyt w Nachiczewanie stal się okazją do podpisania kilku umów azerbejdżańsko- kazachskich, dopiero czas pokaże, na ile są one elementem wywierania nacisku na władzę rosyjskie, a na ile dowodem rzeczywistych chęci dywersyfikacji dróg eksportu za pośrednictwem tureckich partnerów.

Najmniejsze pole do współpracy znaleźć można w sferze politycznej i wojskowej. Odległości między leżącą u wrót Europy Turcją a sąsiadującym z Chinami Kirgistanem są tak duże, że trudno znaleźć dla tych państw jakikolwiek wspólny mianownik umożliwiający koordynacje polityki choćby w mocno ograniczonym stopniu. Brakuje państwom tureckim punktu odniesienia, wobec którego mogłyby budować wspólne stanowisko. Brakuje im przeciwnika w rodzaju Izraela czy Iranu, w opozycji do których jednoczyć się mogą (z różnym skutkiem) państwa członkowskie Ligi Państw Arabskich. Takim punktem odniesienia nigdy nie będą Chiny czy Iran, Rosja zaś jest państwem zbyt potężnym i wpływowym w regionie, by znacznie słabsze od niej republiki tureckie starały się stworzyć wobec niej wspólny blok.

Brakuje wreszcie Radzie Tureckiej silnego lidera, wokół którego mogliby zjednoczyć się pozostali członkowie organizacji. Takim przywódcą nie jest borykająca się z problemami ekonomicznymi i uzależniona od rosyjskich surowców i zachodnich inwestycji Turcja, która nie dysponuje środkami finansowymi czy militarnymi umożliwiającymi jej szersze zaangażowanie w sprawy, którymi żyją państwa środkowoazjatyckie. Tym bardziej liderem nie stanie się podzielony etnicznie i słabo zaludniony Kazachstan czy ubogi, borykający się z narastającą opozycją islamistyczną Uzbekistan.

Na niewielką rolę Rady Tureckiej wskazuje z resztą lista państw, które do tej organizacji przystąpiły. Od początku od głównego nurtu współpracy odcina się Turkmenistan, który od momentu uzyskania niepodległości stara się prowadzić politykę ścisłej neutralności. Chociaż w szczytach tureckich przedstawiciele Aszchabatu uczestniczą, do nowej organizacji władze tego kraju zdecydowały się nie przystąpić.

Od szczytu w Baku w 2001r. współpracę z tureckimi państwami zawiesił też wspomniany wyżej Uzbekistan. Prezydent Karimow z niechęcią odnosił się do ekspansji tureckich instytucji islamskich w swoim kraju, głównym powodem zamrożenia relacji z Turcją (i pośrednio- wspólnotą turecką) stało się jednak poparcie, jakiego uzbeckim opozycjonistom miała udzielić Ankara (w rzeczywistości jedynie gościła ich na swoim terytorium) oraz krytyka Karimowa po głośnej masakrze w Andiżanie w 2005r. Reakcja Karimowa udowadnia, że wspólnoty tureckiej nie da się budować nie tylko wokół wspólnych interesów, lecz nawet wartości. Jakiekolwiek odwołanie się ideałów demokracji czy poszanowania praw człowieka może bowiem skończyć się wystąpieniem krytykowanego członka z organizacji i znaczącym jej osłabieniem.

Członkami Rady Tureckiej są więc zaledwie cztery państwa. O jej sukcesie lub niepowodzeniu decydować będą relacje trzech czołowych, blisko związanych ze sobą przywódców- Güla, Nazarbajewa i Alijewa. To bezpośrednie kontakty miedzy nimi mogą przyczynić się do realizacji wspólnych projektów energetycznych czy transportowych, które w największym stopniu świadczyłyby o sukcesie nowej organizacji nawet wówczas, gdyby decyzje o nich zapadały poza jej strukturami. Tylko czy liderom Turcji i Azerbejdżanu uda się przekonać Kazachstan do podjęcia kroków, które wykraczałyby poza dominujące dotąd symboliczne gesty dobrej woli?