Świat po kryzysie. Śmierć ekonomicznego paradygmatu?

Rozdział  VI: Jak będzie się  zmieniała ekonomia?

Gdyby ludzie robili tylko to, co wyglądało na możliwe, do dzisiaj siedzieliby w jaskiniach.

Stanisław Lem

Postawmy na początku tego rozdziału mocną tezę: kryzys finansowy, a później gospodarczy końcówki pierwszej dekady XXI wieku nie zmieni znacząco biegu historii ekonomii. O podobnym przełomie, jaki dokonał się w nauce ekonomii po Wielkim Kryzysie nie ma nawet co mówić. Wynika to z faktów przedstawionych w poprzednich rozdziałach: reakcje ekonomiczne na kryzys, czy to mówimy o świecie politycznym, czy naukowym, są dość typowe, to znaczy odnoszące się precyzyjnie do istniejącego już zasobu wiedzy ekonomicznej. Wszystko wskazuje na to, że kryzys zostanie zażegnany tradycyjnymi metodami stymulacyjnymi, opartymi w dużej mierze na dorobku myśli keynesowskiej. Najwidoczniej wszyscy są zainteresowani w zachowaniu istniejącego, ekonomicznego status quo. Może brakuje nam umysłu na miarę Keynesa, może ekonomia rozwinęła się już na tyle, że szaleństwem byłoby całkowite zaprzeczanie jej dorobkowi, a może po prostu nie ma dobrej alternatywy dla ekonomii głównego nurtu? Wszyscy przecież zgadzają się co do tego, że wiele z jej założeń stanowi daleko idące uproszczenie. Być może prawdą jest jednak to, że uwzględniając wady ludzkiego poznania empirycznego, uproszczenia takie są nie tylko potrzebne, ale wręcz niezbędne. Inaczej mówiąc, nie możemy analizować kompleksowo nieracjonalnego zachowania jednostek. Takiego zachowania nie da się kwantyfikować. Bo o ile możemy określić co w danym momencie jest zachowaniem racjonalnym, to ciężko jest pozytywnie zdefiniować zachowanie nieracjonalne. Więc może jesteśmy skazani na założenie o racjonalności?

Nie jest prawdą, że ekonomia nie próbuje walczyć ze swoimi słabościami. Ale nie jest też prawdą, że zmusił  ją do tego kryzys. Od wielu lat toczy się przecież dyskusja na ten temat. I ta dyskusja przynosi rezultaty w postaci coraz większego zainteresowania chociażby ekonomią behawioralną kwestionującą ową racjonalność podmiotów ekonomicznych. Rozwój tak zwanej „ekonomii złożoności” atakuje kolejny fundament dotychczasowej analizy makroekonomicznej – naturalne dążenie do równowagi. Faktem jest jednak, że te nowe nurty są jeszcze w powijakach, walczą na razie o uznanie ze strony mainstream’u, a ich osiągnięcia znajdują się wciąż w sferze postulatywnej. Większość dziś zgadza się, że główny nurt musi bardziej przyjrzeć się ekonomii behawioralnej a tym samym poszerzyć zakres przedmiotu swoich badań. Ale od zgody do działania jeszcze daleka droga. Poza tym, nie mamy do czynienia z rewolucją podobną do marginalistycznej57 czy keynesowskiej, lecz z ewolucyjnym procesem zmiany nauki ekonomicznej. Dla większości ekonomistów jest jasne, że rozwój ekonomii behawioralnej nastąpi w momencie zaakceptowania jej aparatu analitycznego i wchłonięcia przez ekonomię głównego nurtu.

Można było oczekiwać, że kryzys drastycznie przyspieszy ten proces, że zmusi świat do podjęcia radykalnych kroków i rewolucji na miarę reaganowskiego zwrotu. Myślę, że minęło już dostatecznie dużo czasu aby móc powiedzieć, że tak się nie stało. Nie można oczywiście stwierdzić, że to co się stało, nie będzie miało żadnego wpływu na stan ekonomii za lat piętnaście, dwadzieścia czy pięćdziesiąt. Zgadywanie, jak będzie ona wówczas wyglądała, jest obarczone dużym ryzykiem błędu. Wydaje mi się jednak, że można pokusić się o sformułowanie pewnych ogólnych wniosków.

Przede wszystkim należy spodziewać się rozwoju raczej liniowego, ukierunkowanego na rozbudowę istniejącej bazy w oparciu o nowe instrumenty badawcze. Postęp technologiczny pozwoli na lepsze gromadzenie i przetwarzanie informacji. To właśnie znaczenie informacji nie pozwoli na zmniejszenie znaczenia matematyki w ekonomii. Fakt, że będzie ona coraz częściej korzystała z osiągnięć nauk społecznych będzie spowodowane „rozrośnięciem” na boki, „twardym rdzeniem” ekonomii pozostaną liczby. Nie ma jednak wątpliwości, że modele matematyczne, ze swej istoty oparte na pewnych założeniach, a więc uproszczeniach, wciąż będą zawodziły. Właśnie aby wypełnić tą lukę ekonomia wchłonie analizę behawioralną. Profesor Andrzej Wojtyna na początku 2008 roku pisał:

(…) reakcja ta (t.j. zmiany dokonywane w teorii ekonomii – przyp. B.W) przebiega dwutorowo: z jednej strony, przede wszystkim za sprawą ekonomii behawioralnej, dokonuje się  daleko idąca rekonstrukcja założeń koncepcji homo oeconomicus; z drugiej strony, za sprawą badań składających się na umowne pojęcie „ekonomia złożoności”, kwestionowany jest tradycyjny sposób rozumienia równowagi i dynamiki systemów gospodarczych. (…) Ekonomia głównego nurtu bardzo znacząco poszerza zakres przedmiotu badań, ale jednocześnie bardzo twardo broni swojej metody badawczej. Oznacza to, że w najbliższych latach należy oczekiwać dosyć szybkiego otwierania się jej na te wątki ekonomi behawioralnej, które stosują podobną metodologię. Ze względu na dużą złożoność „ekonomii złożoności” i jej transdyscyplinarny charakter, wczesny etap zmiany paradygmatu okaże się prawdopodobnie okresem dosyć długim. Procesy zmian będą się wzmacniać, ponieważ program badawczy ekonomii behawioralnej jest jednocześnie częścią składową „ekonomii złożoności”58.

Myślę  również, że zmiany pójdą w kierunku decentralizacji ekonomii. Rozumiem przez to skoncentrowanie się na większej liczbie bardziej szczegółowych przypadków. Oznacza to odejście od poszukiwania równowagi, jako stanu idealnego i, w związku z nieubłaganą zmienną czasu, krótkotrwałego. Ekonomia skoncentruje się raczej na szukaniu względnej stabilności, neutralizowaniu zbyt dużych wahań i szybkiemu reagowaniu antykryzysowemu. Dla osiągnięcia tych celów potrzeba podejścia bardziej szczegółowego, choć skoordynowanego. Coraz częściej Nagrodę Nobla będą otrzymywały zespoły badawcze, a nie pojedynczy ekonomiści.

Prawda, że ewolucyjny sposów zmiany paradygmatu może spowodować wydłużenie tego procesu w czasie. Ale można też przekonywać, że odejście od rewolucyjnych zmian w ekonomii jest cechą jej dojrzałości. Ostatni z wielkich klasyków ekonomii John Stuart Mill był przekonany, że jego Zasady ekonomii politycznej, to dzieło kompletne. Uważał, zgodnie z oświeceniową ideą doskonałości ludzkiego umysłu, że niczego więcej w ekonomii wymyśleć się nie da. Fakt dzisiejszej powolnej akceptacji i wchłaniania nowych nurtów ekonomicznych przez ortodoksję jest świadectwem giętkości współczesnej nauki, jej otwarcia i interdyscyplinarności, a więc, ośmielę się napisać, pewnej wyższości nad umysłami naszych przodków. To dobrze rokuje na przyszłość.