Świat po kryzysie. Śmierć ekonomicznego paradygmatu?

Rozdział  V: Reakcja ekonomistów

Jeśli mędrcy zawodzą, to nie znaczy, że głupcy zbawią  świat.

Jan Czarny

Trudno opisać na kilku stronach reakcję czołowych ekonomistów  świata na kryzys gospodarczy. Praktycznie każdy z nich ma własny, interesujący i znaczący punkt widzenia. Opisanie i omówienie choćby kilku z nich byłoby zajęciem pracochłonnym i, jak się wydaje, mało przydatnym dla niniejszej pracy. Znacznie bardziej interesujące wydaje się dostrzeżenie pewnych cech wspólnych łączących ekonomistów w ich refleksjach na temat kryzysu.

Najbardziej charakterystyczne wydaje się jeszcze wyraźniejsze uwypuklenie zasadniczych różnic dzielących ekonomistów. I tak – zwolennicy interwencjonizmu państwowego bardzo chętnie przypisują winę za kryzys zbytniej deregulacji i swobodzie, jaką cieszyły się wielkie instytucje finansowe w prowadzeniu swojej polityki kredytowej i finansowej. Z kolei wolnorynkowcy skłonni są uważać, że kryzys to skutek odejścia od wolnorynkowych ideałów i zbytniej ingerencji państwa i instytucji regulujących w gospodarkę.

Dobrym przykładem mogą być tutaj polityka niskich stóp procentowych prowadzona przez System Rezerwy Federalnej USA (FED). Od maja 2000 roku Rezerwa Federalna rozluźniała politykę monetarną, wskutek czego główna stopa procentowa USA – stopa funduszy federalnych spadła do zaledwie 1% w 2002 roku. Później zaczęła rosnąć, na początku 2007 roku wynosiła 5,25%. W odpowiedzi na problemy na rynku nieruchomości, począwszy od sierpnia 2007 roku znów zaczęła jednak gwałtownie spadać. W grudniu 2008 roku FED obniżył ją do nieprawdopodobnego wręcz poziomu 0-0,25%52.  Realna stopa procentowa53 znalazła się więc poniżej zera. Ostrej krytyce został poddany cykl rozluźniający politykę monetarną w latach 2000-2002, kiedy nastąpił najbardziej gwałtowny wzrost koniunktury na rynku nieruchomości54. Okazuje się jednak że ten sam fakt był przedmiotem ataku ze strony zwolenników interwencjonizmu, jak i propagatorów wolnego rynku. Ci pierwsi uważali, że zerowe, czy nawet ujemne stopy procentowe były ukłonem w stronę banków komercyjnych, a więc prywatnych, i dobrowolnym pozbawieniem państwa narzędzi polityki monetarnej. Tymczasem ci drudzy uważali, że sztuczne utrzymywanie stóp na tak niskim poziomie było niczym innym jak ingerencją w siły wolnorynkowe –gdyby nie działania FED niewidzialna ręka rynku ustanowiłaby stopy wyższe, a więc bardziej bezpieczne.

Ten prosty przykład pokazuje, jak bardzo ekonomiści bronią się  przed zmianą myślenia. Wstrząs, jakim był kryzys, był dla nich szokiem, ale reakcje na niego są jak najbardziej „przedkryzysowe”. Spór jest toczony przy użyciu takich samych argumentów.

Pewien wyłom w tym schemacie uczynił wieloletni przewodniczący FED Alan Greenspan. W połowie października 2008 roku został on przesłuchany przez komisję Izby Reprezentantów USA w sprawie kryzysu. To właśnie Greenspan kierował Rezerwą Federalną podczas rozluźniania polityki monetarnej. Przesłuchanie to, nazwane przez media „spowiedzią Greenspana”, stało się symbolem „końca neoliberalizmu” który ochoczo obwołała lewicowa prasa światowa. W istocie Greenspan, który przez wiele lat był ikoną wolnorynkowej polityki gospodarczej, przyznał podczas przesłuchania, że kryzys zachwiał jego wiarą w rynek i uczynił „dziury” w jego ideologii. Powiedział między innymi:

Ten kryzys okazał się większy, niż  mogłem to sobie wyobrazić. Jak pisałem w marcu, ci z nas, którzy oczekiwali od banków dbania o interesy własne i swoich akcjonariuszy, w tym zwłaszcza ja, są w stanie niedowierzania i szoku. Biorąc pod uwagę ostatnie straty finansowe, nie wiem, jak możemy uniknąć znaczącego wzrostu liczby zwolnień i bezrobocia. (…)

Pracowałem w banku centralnym i bankach prywatnych dziesiątki lat. I zawsze ludzie udzielający kredytów wiedzieli wiele więcej o ryzyku oraz o tych, którym kredytu udzielają, niż nawet najlepsi urzędnicy Fed. W tym właśnie tkwi mój problem: coś, co wydawało się fundamentem systemu rynkowego, nawaliło. I to naprawdę był dla mnie szok. Wciąż nie do końca rozumiem, dlaczego tak się stało. I nie wykluczam, że gdy poznam, jak do tego wszystkiego doszło, zmienię swoje poglądy. (…)

Każdy ma jakąś ideologię. Musi mieć. Pytanie tylko, czy ta ideologia przystaje do rzeczywistości. Przyznaję  dzisiaj: tak, odkryłem dziurę w mojej ideologii. Nie wiem jeszcze, jak jest ona duża i trwała, ale czuję się z tym fatalnie. (…) Odkryłem błąd w modelu, który uważałem za kluczowy w opisie tego, jak funkcjonuje świat.

Na pytanie: Czyli odkrył pan, że pana poglądy, ideologia okazały się błędne? Że nie sprawdzają się? Odpowiedział: Dokładnie tak. I to jest właśnie powód tego, że byłem tak zdruzgotany. Bo przez 40 lat albo dłużej byłem przekonany, że działają wyjątkowo dobrze.55

Brzmi to rzeczywiście dramatycznie. Nie ma jednak sensu wtrącać się w tym momencie w dyskusję o „śmierci kapitalizmu”, jako sporu raczej medialnego niż naukowego. W słowach tych najważniejsze jest potwierdzenie, jak bardzo kryzys zaskoczył świat ekonomii. System Rezerwy Federalnej USA posiada bodaj najlepszy zespół analityków na świecie – zatrudnia prawie pół tysiąca wybitnych specjalistów. Prawdopodobnie posiadał on dane, które wskazywały na zbliżający się kryzys na rynku nieruchomości. Faktem jest jednak to, że FED nie docenił wagi zbliżającej się korekty. Greenspan i jego zespół nie miał zbyt mało informacji opisujących aktualną rzeczywistość. Oni po prostu nie potrafili poprawnie opisać przyszłości.

Znów powraca problem ryzyka i możliwości jego kwantyfikowania. Nie wiemy, tak jak nie wiedział tego Greenspan, jaki wpływ na całość gospodarki ma rynek nieruchomości. Nie wiemy, co oznacza dla gospodarki 20%-owy spadek cen domów. Możemy powiedzieć, że drożność sektora finansowego ma „wielkie” albo „ogromne” znaczenie dla funkcjonowania pozostałych sektorów. Możemy tez przypuszczać, że spadek cen oscypka w Zakopanem ma „znikomy” wpływ na sytuacje rolnictwa w Polsce. Ale co oznaczają słowa „wielkie” lub „znikome” w języku nauki? Podane tu skrajne przypadki nie zdarzają się często. Zazwyczaj pewien sektor, branża, gałąź ma „spory”, „duży” lub „znaczący” udział w funkcjonowaniu gospodarki. Niektóre mogą też na przykład „wytwarzać 20% PKB danego kraju”. Ale co oznacza, powiedzmy, 20%-owy spadek obrotów w tej hipotetycznej gałęzi? To, że z pewnym prawdopodobieństwem, może to spowodować pewne ryzyko wystąpienia pewnych zaburzeń w innych gałęziach. Zbyt dużo niewiadomych, w dodatku trudno definiowalnych. A gdzie jeszcze uwzględnić ludzką psychikę, która jest obecna w każdej transakcji zawieranej na rynku?

Greenspan wierzył, że każde zaburzenie, choć może na pewien czas wprowadzić zamieszanie na poziomie gospodarki, zostanie szybko i w miarę możliwości bezboleśnie zdławione, głównie przy pomocy sił rynkowych. Kryzys zachwiał wiarę w tą ideologię, gdyż w październiku 2008 roku nikt nie miał pojęcia kiedy gospodarka światowa wróci do normy. Nikt nie mógł się też spodziewać, że nawet tak duża anomalia, jaka zdarzyła się na rynku nieruchomości w USA okaże się tak niebezpieczna, że powstrzymanie wywołanego przez nią kryzysu będzie kosztowało rząd amerykański kilka bilionów dolarów, a na przykład Ukrainę czy Łotwę utratę piątej części PKB w przeciągu roku. Gdyby zespół FED choćby dopuszczał taką możliwość, to przedsięwziąłby kroki przedziwdziałające pęcznieniu bańki nieruchomościowe…

Co to znaczy przewidzieć kryzys? Zajrzyjmy na chwile na nasze polskie podwórko. Dwukrotny minister finansów i wicepremier, profesor Grzegorz Kołodko chwali się, że przewidział kryzys. Powiedział dla „Gazety Finansowej”:

To tylko impuls, lont, który odpalił całą zakumulowaną już wcześniej masę krytyczną wybuchu kryzysu. Jeśli nie byłoby tąpnięcia na rynku subprime, to kryzys zapoczątkowałby jakiś inny impuls.(…) Kapitalizm trzeba budować na przedsiębiorczości, a nie na interesach spekulantów.

Można się zgodzić z tą wypowiedzią. Świadczy ona jednak o tym, że „przewidzenie” kryzysu równało się  potępieniu złych praktyk neoliberalnej finansjery. To nie o takie przewidywanie nam chodzi. Ekonomia musi nauczyć się precyzyjnie wskazywać zagrożenia, definiować je i w miarę szybko eliminować. Przewidywanie, że w bliżej nieokreślonym czasie, bliżej nieokreślony czynnik wywoła bliżej nieokreślony kryzys jest jak przepowiednia wróżki o zbliżającej się „wielkiej podróży”.

To dlatego rzadko słyszymy, aby ekonomiści chwalili się przewidzeniem kryzysu. Znacznie powszechniejsza jest postawa samokrytyki.

Wszyscy zdawali się wykonywać swą  pracę jak należało. Nie zauważono, że po kolei tworzyła się seria zdarzeń  pozbawionych równowagi, połączonych ze sobą, nad którymi żadna władza nie miała nadzoru.

(…) niepowodzenie w przewidzeniu chwili, zasięgu i powagi kryzysu oraz niepowodzenie w zapobieżeniu temu zjawisku (…) miały  źródło przede wszystkim w braku wyobraźni wielu sławnych osób, zarówno w kraju jak i na poziomie międzynarodowym, co do możliwości zrozumienia ryzyka systemu dotkniętego w skali globalnej.56

To fragmenty listu profesorów Londol School of Economics zaadresowanego do królowej brytyjskiej Elżbiety II. Co ważne, pochodzi on z lipca 2009 roku, a więc już rok po najsilniejszych objawach kryzysu. Tyle czasu nie pozwoliło jednak ekonomistom zapomnieć, jak wielkim zaskoczeniem był dla nich kryzys.

Zastanawiający jest fakt, że ekonomiści bardzo rzadko podejmują próby zdefiniowania wytycznych polityki gospodarczej w najbliższych miesiącach i latach. Ograniczają się zwykle do recenzowania, często krytycznego, posunięć polityków. Nie proponują zwykle niczego w zamian. Bailout Paulsona spotkał się z niemal jednogłośną krytyką środowiska akademickiego. 24 września do Kongresu został wysłany list potępiający plan Paulsona i wzywający do jego odrzucenia. Oto jego fragmenty:

As economists, we want to express to Congress our great concern for the plan proposed by Treasury Secretary Paulson to deal with the financial crisis. We are well aware of the difficulty of the current financial situation and we agree with the need for bold action to ensure that the financial system continues to function. We see three fatal pitfalls in the currently proposed plan:

1) Its fairness. (…)

2) Its ambiguity. (…)

3) Its long-term effects.(…)

For these reasons we ask Congress not to rush, to hold appropriate hearings, and to carefully consider the right course of action, and to wisely determine the future of the financial industry and the U.S. economy for years to come.

Sygnatariuszami listu zostało 166 naukowców. List bardzo krótki i wyrażający trafną  krytykę. Nie przedstawia natomiast żadnej alternatywy, choć  podpisani niżej ekonomiści zgadzają się z potrzebą  szybkiej reakcji i trudnością sytuacji.

Jako wyjątek od tej bierności środowiska naukowego podamy konferencję  The European Colloquia Series, która odbyła się 25 Listopada 2008 roku. Na zaproszenie Pioneer Investments do Wenecji przyjechało grono wybitnych ekonomistów, wśród nich nobliści: Robert Solow, George Akerlof i Michael Spencer.

Solow podkreślił, że priorytetowe jest zahamowanie spadku wydajności realnej gospodarki, a nie uzdrowienie finansów, na którym koncentrują  się media i politycy. Według noblisty kluczem do wyjścia z kryzysu będzie ochrona zdrowej części gospodarki – podczas gdy system finansowy będzie potrzebował czasu, aby się oczyścić, należy wspierać i inwestować środki w sektory gospodarki, które mogą się rozwijać mimo kryzysu finansowego: turystyka, transport, komunikacja…

Kto wie, czy Solow nie miał racji, i czy w połowie listopada można było jeszcze przekierować olbrzymie środki z planu Paulsona w stronę realnej gospodarki kosztem ratowania instytucji finansowych? Podjęto inne decyzje polityczne, ale propozycję Solowa należy ocenić pozytywnie jako wkład środowiska akademickiego w dyskusję na temat nie kryzysu, lecz środków jego przezwyciężania.

Ciekawa była również wypowiedź Michaela Spencera, noblisty z 2001 roku. Główną tezą jego wystąpienia brzmiała: długookresowy model wzrostu wciąż działa, a kryzys to tylko większa niż można się było spodziewać anomalia. Spencer, jako priorytety walki z kryzysem wskazał: dalsze otwarcie się gospodarek, podniesienie stopy inwestycji i oszczędności, decentralizację gospodarek oraz usprawnienie instytucji rządowych które mają skonstruować jasny i drożny system finansowy.

Optymizm Spencera jest nieźle uzasadniony. Według niego spadek wyceny aktywów na całym świecie o około 25 bilionów dolarów jest równie przeszacowany, jak wcześniej nadmierny wzrost ich wartości. Realna gospodarka wcale nie skurczyła się tak mocno. Spencer podkreślił, że kryzys ma podłoże psychologiczne i naturalne wydają się działania które mają przywrócić zaufanie inwestorów i skłonić ich do ponownego podejmowania ryzyka inwestycyjnego.

Najciekawsza jednak dla naszej pracy wypowiedź padła z ust George’a Akerlofa. Wskazał on na zasadniczy błąd teorii ekonomicznej, fundament myśli neoklasycznej, a mianowicie założenie o racjonalności podmiotów ekonomicznych. Kryzys i wydarzenia go poprzedzające, zdaniem Akerlofa, zadają śmiertelny cios temu założeniu. Okazuje się, że inwestorzy darzą swoje aktywa nieuzasadnionym zaufaniem w czasach prosperity, jednocześnie wykazując zbyt dużą awersję do ryzyka w czasach kryzysu, który powinien być najlepszym momentem na dokonanie inwestycji. Nie można mówić o racjonalności, twierdzi Akerlof, kiedy ludzie kupują domy po niewiarygodnie wysokich cenach przekonani, że będą one jeszcze bardziej rosły, podczas gdy różnica między cenami a kosztami budowy domów stała się nieracjonalnie wysoka. Ludzkie zachowania ekonomiczne są systematycznie nieracjonalne. Akerlof wysunął więc postulat gruntownego przebudowania teorii ekonomicznej.