Świat po kryzysie. Śmierć ekonomicznego paradygmatu?

Rozdział  IV: Reakcja państw

Wiele się  musi zmienić, aby wszystko pozostało po staremu

Giuseppe Tomasi di Lampedusa

Można się spierać, czy kryzys jest zjawiskiem bardziej ekonomicznym, czy politycznym. Bez wątpienia najważniejsza i najbardziej ożywiona dyskusja toczy się właśnie na tych dwóch płaszczyznach. Zajmiemy się teraz reakcją polityczną państw na kryzys gospodarczy.

1. Plan Paulsona

Najważniejsze decyzje dotyczące walki z kryzysem zostały podjęte oczywiście w Waszyngtonie. Były to jednocześnie decyzje najtrudniejsze, bo podejmowane w gorącej atmosferze giełdowych spadków i nieznośnie szybko upływającego czasu. Pierwszą zdecydowaną odpowiedzią Ameryki na kryzys był plan Paulsona.

Amerykański sekretarz skarbu nie miał łatwego zadania. Również z powodów politycznych. Pierwsza wersja jego planu przepadła w Izbie Reprezentantów 29 września 2009. Wersja z poprawkami została ostatecznie uchwalona przez Senat już 1 października. Dwa dni później poprawki Senatu zostały przedstawione Izbie Reprezentantów, która zaakceptowała je. Emergency Economic Stabilization Act of 2008 został podpisany kilka godzin później przez George’a W. Busha.

Pośpiech, z jakim przygotowano plan stabilizacyjny, choć bez wątpienia zrozumiały, nie wróżył jednak dobrze realizacji planu. Spotkał się on z ostrą krytyką ze strony polityków, ekonomistów34, obywateli35 i samego rynku36.

Henry Paulson zdecydował, że najważniejszym zadaniem administracji rządowej jest ratowanie dużych instytucji finansowych, zarażonych toksycznymi aktywami. Olbrzymia większość z 700 miliardów dolarów, które zostały wydane według planu, została wydana na odkupienie37 od banków i ubezpieczycieli złych długów, generujących gigantyczne straty księgowe i ekonomiczne38. Miało to na celu odciągnięcie zakażonych aktywów z rynku i przywrócenie tym samym obrotu „zdrowymi” papierami. Innymi słowy – poprawić drożność na rynku międzybankowym oraz odbudować zaufanie inwestorów poprzez podniesienie rynkowej wartości spółek giełdowych. W niektórych przypadkach zastrzyki gotówki miały ratować przed bankructwem. Tak było w przypadku największego ubezpieczyciela świata – AIG – którego ratowanie pochłonęło równowartość około 1/6 rocznego PKB Polski.

Co by się stało, gdyby bailout nie został przeprowadzony? Z pewnością mielibyśmy więcej bankructw niż tylko upadek Lehman Brothers czy Washington Mutual. Dalszą tego konsekwencją byłoby całkowite rozchwianie systemu finansowego. Ciekawy jest przy tym argument, że taki bieg wypadków mógłby okazać się całkiem korzystny dla światowej gospodarki. Bankructwa pełniłyby funkcję oczyszczającą – pozostawiłyby na rynku tylko te firmy, które przestrzegały zasad rozsądnego podejścia do inwestycji i dobrze zarządzały ryzykiem. Jednocześnie ukarałyby zbyt lekkomyślnych i mało kompetentnych bankierów. Po pewnym czasie, który ciężko byłoby jednak nawet w przybliżeniu podać, gospodarka wróciłaby do normy, powstałyby nowe, „zdrowe” instytucje finansowe, które więcej nie popełniałyby błędów przeszłości. Można z tym argumentem polemizować, wskazując na możliwość oligopolizacji sektora finansowego przez kilku gigantów, co z pewnością przełożyłoby się negatywnie na sytuację konsumentów. Upadki firm pociągnęłyby wzrost bezrobocia. Co więcej moment „powrotu do równowagi” całkiem prawdopodobnie byłby mocno oddalony w czasie. Dyskusja taka byłaby z pewnością bardzo ciekawa, ale równie przydatna dla analizy planu Paulsona, co rozmowa o wczorajszej pogodzie. Pozostawienie sektora finansowego „niewidzialnej ręce” byłoby, krótko mówiąc, politycznym seppuku dla administracji Busha.

Pozostaje jednak pytanie, jak inaczej, bardziej efektywnie, można było wykorzystać niebagatelną sumę 700 miliardów dolarów? Z pewnością priorytetem była koordynacja działań skarbu USA z innymi państwami. Dofinansowanie amerykańskich banków względnie pogarsza sytuację banków zagranicznych. Wyzwanie to przecież udrożnienie światowego systemu finansowego, a nie tylko amerykańskiego, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, lokalnego rynku. Tymczasem pierwsze pieniądze wydane w ramach planu trafiły tylko i wyłącznie do amerykańskich instytucji finansowych. To z kolei spotęgowało problemy takich banków jak holendersko-belgijski Fortis Bank, niemiecki Hypo Real Estate czy brytyjski Bradford & Bingley.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Obecnie istniejące multilateralne organizacje międzynarodowe nie posiadały instrumentów umożliwiających skoordynowaną akcję antykryzysową. Co więcej, w sytuacjach zagrożenia odradza się narodowy partykularyzm i państwowe interesy, co dodatkowo utrudnia skuteczne porozumienie. Stworzenie międzynarodowych mechanizmów obrony w sytuacjach kryzysowych to jedno z najpoważniejszych zadań jakie stawiają przed politykami obecne wydarzenia.

Z pewnością mógł jednak Henry Paulson porzucić wątek skupowania toksycznych aktywów na rzecz bezpośredniej kapitalizacji spółek39. Zwiększając kapitał zakładowy rząd zwiększałby wartość rynkową instytucji i dawał jej do ręki tak niezbędną do pobudzenia rynku międzybankowego gotówkę. Zniknąłby problem z szacowaniem wartości toksycznych papierów40, co przyspieszyłoby realizację planu Paulsona. Kolejnym zarzutem wysuwanym przeciwko byłemu już sekretarzowi skarbu był fakt, że jego plan nie dotyka najgłębszych przyczyn kryzysu, czyli patologicznego systemu ubezpieczeń i kredytów hipotecznych. Nie prowadzi również do zmiany złych praktyk instytucji finansowych. Rzuca zbyt łatwe koło ratunkowe dla tych którzy popełniali obciążane wysokim ryzykiem błędy. To nie tylko „niepedagogiczne” działania, to przede wszystkim pomoc na bardzo krótką metę.

Ciężko oszacować, jakie efekty przyniósł Emergency Economic Stabilization Act of 2008 i czy był warty kwoty 700 miliardów dolarów. Sam fakt, że był potrzebny, nawiasem mówiąc jeszcze droższy, plan Obamy, wskazuje, że Paulson nie zrobił wszystkiego aby reanimować amerykańską gospodarkę. Ocena jego działań nie jest jednak celem niniejszej pracy. Nas interesuje fakt, że automatycznym niemal krokiem rządu, i to rządu uznawanego powszechnie za „neoliberalny” była zakrojona na szeroką skalę nacjonalizacja i interwencjonizm. Nikt ze znaczących i posiadających realną władzę polityków nie zdecydował się na zanegowanie potrzeby wydawania miliardów dolarów przez rząd, choć oczywiście wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, jakie niebezpieczeństwo inflacyjne niosą one za sobą. Nie wspominając już nawet o rosnącym zadłużeniu publicznym Stanów Zjednoczonych, sięgającemu dziś niebotycznych wręcz rozmiarów41. Do dziś, wiele miesięcy od początku kryzysu, nie przedstawiono planów uzdrowienia systemu finansowego. O ile ekonomiści powinni nauczyć się przewidywać kryzys, to politycy muszą stworzyć instrumenty zabezpieczania przed nim i szybkiego reagowania w razie jego wystąpienia. Przede wszystkim zaś rozpocząć legislacyjną ofensywę zmierzającą do ograniczenia złych praktyk i patologicznego systemu. Mówiąc najkrócej – chodzi o tworzenie i doskonalenie instytucji.

2. Plan Obamy

Nowy plan antykryzysowy, przygotowany już przez administrację  prezydenta Obamy i nazwany przez to planem Obamy, ma już zasadniczo inny charakter niż plan Paulsona. Błędnie więc określa się  go mianem jego kontynuacji czy uzupełnienia.

The American Recovery and Reinvestment Act of 2009 to przede wszystkim program stymulacyjny. Ma on na celu pobudzenie gospodarki jako całości, nie ratowanie poszczególnych firm. Na jego określenie często stosuje się termin New New Deal co trafnie podkreśla analogie z przedwojennym planem Roosevelta. W obu przypadkach widzimy klasyczny keynesizm – próba zwiększenia mnożnika keynesowskiego poprzez pobudzenie konsumpcji (stąd cięcia podatkowe) i intensywne inwestycje bezpośrednie w różnych sektorach gospodarki, które maja podnieść produkcję. Plan warty jest jeszcze więcej, niż program Paulsona – po cięciach dokonanych przez Izbę Reprezentantów i Senat42 – 787 miliardów dolarów. 1/3 tej sumy ma być przeznaczona na obniżki podatków. Pozostałe 2/3 to inwestycje rządowe, przede wszystkim w sektorze służby zdrowia (147,7 mld USD), edukacji (91 miliardów USD), infrastruktury (51,2 mld USD). Socjalne programy pomocowe dla najbiedniejszych pochłoną około 82,5 mld USD43. Obama chce też dofinansować energetykę (61,3 mld dolarów) oraz naukę i technologię (8,9 mld)44. Ocena merytoryczna planu Obamy sprowadza się właściwie do analizy keynesowskiej teorii rozwoju i dyskusji nad jej zasadnością, czego w tej pracy robić nie potrzebujemy. Zwróćmy jednak uwagę, że propozycje przedstawione przez administracje Obamy są rażąco wręcz klasyczne, mało innowacyjne. Świadczy to o tym, że zespół świetnych przecież ekspertów ekonomicznych skupionych w obozie Obamy nie miał pomysłu na przezwyciężenie kryzysu i sięgnął po prostu po sprawdzone przez historię rozwiązania. Jeszcze raz powtórzmy więc, że świat ekonomiczny nie był na kryzys przygotowany

Jest jeszcze za wcześnie, aby oceniać skutki pakietu stymulacyjnego prezydenta Obamy. Z pewnością jednak można podnieść przeciwko niemu podobny zarzut, jaki wysunęliśmy wobec planu Paulsona. Polega on na dość chaotycznym wydawaniu pieniędzy, których wcale rządowi USA nie zbywa, nie ma w nim natomiast próby refleksji nad panującym systemem prawnych sankcjonującym złe praktyki w świecie finansowym. Na razie, choć przecież kryzys jeszcze się nie skończył, można zaryzykować stwierdzenie, że amerykańska elita polityczna nie jest zainteresowana w zmianie praktyk opisanych w rozdziale III.

3. Reszta świata

Wypada jeszcze wspomnieć o działaniach, jakie przeciwko kryzysowi podjęły inne państwa świata. Ciekawe są tutaj przede wszystkim rozwiązania europejskie oraz chiński pakiet stymulacyjny.

Najbardziej spektakularną interwencją w europejski system finansowy było koło ratunkowe rzucone przez Belgię, Holandię i Luksemburg bankowi Fortis. Interwencja była spowodowana gwałtownym spadkiem wartości akcji Fortisu, kiedy pojawiły się pogłoski, że bank ma problemy z płynnością finansową. Mimo powszechnych komentarzy, że Europa podąża śladami USA i stosuje podobny mechanizm do ratowania zagrożonych instytucji finansowych, akcja krajów Beneluksu istotnie różniła się od działań rządu USA. Belgia, Holandia i Luksemburg też wydały spore pieniądze45. Nie przeznaczyły ich jednak na wykup toksycznych aktywów. Postąpiły one tak, jak radził Paulsonowi Soros – dokapitalizowały Fortis kupując od niego akcje – w każdym z trzech przypadków po 49% papierów krajowych oddziałów. Pomoc została też obwarowana specjalnymi warunkami – między innymi nakazem sprzedaży akcji banku ABM Amro za 10 miliardów euro46. Na podkreślenie i pochwałę zasługuje fakt, że uratowanie Fortisu nastąpiło na poziomie międzynarodowym, przy porozumieniu trzech odrębnych państw.

Jeszcze inaczej wyglądało ratowanie Hypo Real Estate. Niemieckie gigantyczne konsorcjum banków działających w sektorze nieruchomości bardzo szybko zaczęło mieć problemy z płynnością. HRE i jej spółki-córki nie stroniło od udzielania kredytów sub-prime. Po kilkudniowych negocjacjach wielostronnych, do których rząd Niemiec zaprosił prywatnych inwestorów, udało się uzgodnić plan ratunkowy. W założeniu miał on w jak najmniejszym stopniu obciążyć niemieckich podatników. Bundesbank, bank centralny Niemiec, przekazał 20 mld euro kredytu, inwestorzy prywatni zgodzili się wyłożyć 30 mld euro, a rząd niemiecki udzielił gwarancji na 26,5 mld euro. W ten sposób budżet federalny nadmiernie nie ucierpiał a ryzyko ratowania kredytowego giganta zostało rozproszone.

Doniosłe konsekwencje dla historii kryzysu mają działania rządu chińskiego. Nie tylko dlatego, że Chiny to dziś jeden z najważniejszych elementów światowej układanki gospodarczej. Również dlatego, że w tym kraju, jako pierwszym, stymulacja rządowa przyniosła namacalne efekty. W listopadzie 2008 roku rząd Chin przedstawił plan stymulacyjny wartości 4 bilionów juanów (586 mld dolarów). Porównując go z planami administracji rządowej USA, bliżej mu do planu Obamy – głównym jego celem jest ożywienie konsumpcji i ratowanie przyrostu PKB wskutek inwestycji bezpośrednich. Jako kluczowe wskazano inwestycje infrastrukturalne – budowy i remonty dróg, lotnisk, inwestycji komunikacyjnych. Druga część planu polega na programie tanich i łatwo dostępnych pożyczek dla przedsiębiorców47.

Przemysł  Chin48 nie doznał bezpośrednich obrażeń wskutek kryzysu finansowego. Jego problemem był drastyczny spadek popytu zewnętrznego. Chiński pakiet stymulacyjny  został więc zorientowany na zmniejszenie wagi eksportu na rzecz popytu wewnętrznego49. Zaletą tego rozwiązania jest jego dalekowzroczność – Chiny muszą się uporać z uzależnieniem jakie łączy ich wzrost gospodarczy z popytem na chińskie produkty na całym świecie.

Warto też zauważyć, że na walkę z kryzysem, w przeciwieństwie do państw zachodnich, Chiny nie musiały pożyczać. Co więcej, pakiet stymulacyjny nie uszczuplił znacznie rezerw zgromadzonych w Ludowym Banku Chin. W jego sejfie znajduje się wciąż 1100 ton złota (30 mld dolarów) a w aktywach zagranicznych (głównie papierach dłużnych państw) gigantyczna kwota 1,95 biliona dolarów, w tym 1,2 biliona ulokowana w amerykańskich obligacjach.

Chiński pakiet stymulacyjny zaczął też bardzo szybko działać. O ile w IV kwartale 2008 roku chińska gospodarka zwiększyła się zaledwie o 6,8% rok do roku (w 2007 roku wzrost wyniósł 13%), w pierwszym kwartale roku 2009 o 6,1%, to już w II kwartale wzrost wyniósł przyzwoite 7,9%. Chińczycy oczekują wzrostu o 8% w całym 2009 roku. Chcą to osiągnąć przez kontynuowanie rządowej stymulacji gospodarki. Rozsądnie brzmią słowa premiera Wen Jiabao, który mówi:

Te słowa rozwagi pozytywnie kontrastują z przekonaniem prezydenta Obamy, który zaraz po tym, jak stopa bezrobocia spadła o 0,1 punktu procentowego51 mówił o „początku końca recesji”.