Rosja szykuje nową marynarkę

ptg1Obecny stan floty należącej do Federacji Rosyjskiej jest delikatnie mówiąc opłakany. Jednostki, które w dniu dzisiejszym znajdują się w czynnej służbie, wolnym lecz stanowczym dryfem zmierzają ku dawno zasłużonej emeryturze. Podczas ostatnich, rosyjsko – białoruskich manewrów o dwuznacznym kryptonimie ZAPAD 2009 (zachód 2009) prezydent Rosji – Dmitrij Miedwiediew uroczyście oświadczył, iż w ciągu najbliższej dekady zamierza odbudować potęgę morską Federacji. Nasuwa się pytanie czy jest to projekt realny, czy raczej jedynie kolejne z pobożnych życzeń prezydenta Miedwiediewa.

Rosja w swej, tu i ówdzie, chwalebnej historii nigdy nie była prawdziwą  potęgą morską. Wiązało i wiąże się to przede wszystkim z geografią tego ogromnego państwa. Z uwagi na rozmiar lądowych granic, brak naturalnych barier oraz ograniczone zasoby, Moskwa zwykle utrzymywała ogromną armię, bo tylko taka zdolna była zapewnić jej względne bezpieczeństwo. Flota natomiast, była automatycznie tym na czym się oszczędzało, co schodziło na dalszy plan. Właśnie dlatego były premier Wielkiej Brytanii, Winston Churchill podczas rozmów ze Stalinem używał swych wysoce obrazowych porównań, określając Wielką Brytanię jako stworzenie morskie, Rosję natomiast jako lądowe.

Czym jest flota w współczesnym świecie oraz jak ważną odgrywa rolę nie należy chyba wyjaśniać.
Obecnie, największą potęgą morską są Stany Zjednoczone, których dominacji na morzach i oceanach nikt nie jest w stanie zagrozić. Natomiast reszta, obecnych bądź przyszłych, światowych mocarstw próbuje dogonić Amerykę, by podważyć jej, względnie łatwo utrzymywany, prymat. Moskwa nie jest tu wyjątkiem, decydenci kremla doskonale wiedzą, że w przypadku Rosji, różnica miedzy silną a słabą flotą sprowadza się do hamletowego “być, albo nie być”.

Dzieje się tak z uwagi na wspomnianą już specyfikę rosyjskiej geografii. W bardzo dużym skrócie, najważniejsze rosyjskie porty znajdują się nad Bałtykiem oraz nad Morzem Czarnym. Jeżeli spojrzymy na mapę polityczną północnej półkuli, widzimy, że szlaki morskie wiodące do portów nad wymienionymi wcześniej wodami, można w bardzo łatwy sposób zablokować. Używając przy tym relatywnie niewielkich zasobów. Szczególnie, że są to cieśniny, będące wąskim gardłem dla ruchu morskiego, ponadto w przypadku obu akwenów znajdują się w rękach NATO (Turcja, Dania). Czyli sojuszu, który do tej pory postrzegany jest przez Moskwę przez pryzmat rywalizacji.

NATO_ciesn

Oczywiście Moskwa nie może sobie pozwolić na zachowanie obecnego stanu rzeczy, z bardzo prostej przyczyny; w przypadku ewentualnego konfliktu, zachód mógłby bardzo łatwo, angażując relatywnie niewielkie zasoby, skutecznie zablokować zarówno flotę czarnomorska, jak również bałtycką. Nie wspominając o łatwości w egzekwowaniu np embarga czy innego rodzaju sankcji, związanych z dostępem do globalnych szlaków handlowych. Właśnie dlatego prezydent Miedwiediew oświadczył, że silna zmodernizowana flota jest istotnym czynnikiem w przyszłej strategii Kremla. Nie tylko jako gwarant bezpieczeństwa, ale również jako narzędzie realizacji bardziej asertywnych planów.

Jeżeli ufać naszym naukowcom, to w niezbyt odległej przyszłości, lody Arktyki ulegną rozpuszczeniu a bogactwa naturalne pod nimi ukryte będą czekały na śmiałka, który nie tylko głośno wyrazi swe względem ich roszczenia, ale też będzie zdolny do tego aby poprzeć swe argumenty silną i dobrze wyposażoną armią. Wprawdzie Moskwa, w dość widowiskowy sposób, zaprezentowała swoje ambicje względem  (jeszcze nie wartej by się o nią zabijać) Arktyki. Jednak aby skutecznie zapewnić sobie realne szanse w wyścigu po ogromne bogactwa, Kreml zmuszony jest zmodernizować swe siły zbrojne. W największym stopniu marynarkę, tak aby wyeliminować wspomniane, stwarzane przez współczesną geopolitykę zagrożenia.

W dobie ogólnoświatowego kryzysu wpływy z eksportu rosyjskich surowców znacznie uszczupliły budżet federacji. Zdawać by się mogło, że adekwatnie zmniejszono wydatki na zapoczątkowaną przez Władymira Putina, modernizację sił zbrojnych. Prawda jest jednak zupełnie inna. Pieniądze, które rząd przeznaczył na zbrojenia, szczególnie na marynarkę, nie zostały cofnięte. Owszem, do pewnych cięć doszło, jednak konstrukcja nowej floty jest nadal finansowana bez większych opóźnień ( Pomijając modernizację przeznaczonego dla Indii, lotniskowca Admirał Gorszkow, ale to zupełnie inna bajka).

Stratedzy i decydenci kremla mają bardzo jasno sprecyzowane cele, do realizacji których podchodzą z chłodnym pragmatyzmem i żelazną konsekwencją. Pomijając sferę społeczną, której tragizm sytuacji nie rokuje szybkich, i spektakularnych osiągnięć, armia jest miejscem gdzie rządowe inwestycje mają szansę zwrócić się z dużym zyskiem. Wizja silnej, dobrze wyszkolonej i wyposażonej armii, zaspokaja również w pewien sposób tęsknotę za dawną świetnością. Problem w tym, że przyjemna świadomość własnej siły, bardzo szybko rodzi przekonanie o słuszności własnych, wyłącznie, argumentów.

Prezydent Miedwiediew twierdzi, że w momencie, kiedy globalny kryzys uda się przezwyciężyć (wg. Prezydenta nastąpi to w 2011 roku) wydatki na marynarkę i nie tylko na nią znacznie wzrosną. Oczywiście, Moskwa nie będzie w stanie zafundować sobie floty równej bądź zbliżonej do amerykańskiej i to zarówno pod względem ilości jak i jakości. Na pewno nie w ciągu jednej czy nawet dwóch dekad, prawdopodobnie nigdy. Niemniej, zakładając, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, Moskwa uzyska narzędzie, dzięki któremu będzie mogła z większą niż dotychczas skutecznością, dbać o zabezpieczenie własnych interesów w najdalszych nawet zakątkach globu.  Oczywiście nie jest powiedziane, że wyłącznie na płaszczyźnie dyplomatycznej.

rossija.

PS. Znalazłem jeszcze to. Wygląda na to, że  ktoś wyciął z całości dokumentu kawałki, które w samych superlatywach malują obraz rosyjskiej floty i zaprezentował je w tym krótkim filmiku. :)