Pragmatyzm w sprawie Iranu nie oznacza lekceważenia

iran01

Od kilku tygodni trwa ożywiona dyskusja w sieci na temat Iranu i skutkach możliwego zdobycia przez ten kraj broni atomowej. W międzyczasie trwają negocjacje i istnieje szansa na to, że Islamska Republika Iranu pozwoli, by wzbogacanie uranu odbywało się poza terytorium jego kraju. Według doniesień prasowych podpisanie takiej umowy jest całkiem prawdopodobne, chociaż Teheran stawia jeszcze warunki – chce wysyłać mniej uranu i w mniejszych partiach. Wszystkie inne kwestie są już uzgodnione.

Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Rozmowy Iranu z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej należy oceniać pozytywnie. Oznacza to tyle, że – przynajmniej teoretycznie – istnieje pewne pole porozumienia. Zasadniczą kwestią jest tylko wątpliwość, czy Iran rzeczywiście jest w stanie zrezygnować z zamiaru posiadania broni atomowej, czy to jedynie zabawa w kotka i myszkę, wzorem Kim Dzong Ila, a zaraz pojawią się problemy z realizacją ewentualnego porozumienia.

Chciałbym powrócić do dyskusji na temat konsekwencji zdobycia przez Iran broni atomowej. Istnieją tutaj podzielone opinie. Z jednej strony sporu znajdujemy się ja oraz Piotr Wołejko. Uważamy z Piotrem, że zdobycie dostępu do w/w broni nie będzie oznaczać automatycznego ataku na Izrael z bardzo pragmatycznego powodu – agresja taka zwyczajnie się Teheranowi nie opłaca. Z drugiej strony znajdują się Witold Repetowicz oraz Michał Wiśniewski związani z Fundacją Europa 21. Ich zdaniem polityką zagraniczną Iranu kieruje ideologia i broń atomowa w rękach tego państwa prowadzić będzie w linii prostej do wojny. Przecina nas wszystkich Artur Makolągwa, który w kwestii pragmatyki polityki zagranicznej zgadza się ze mną oraz Piotrem, ale w swoim tekście pt. „Nie lekceważmy Iranu” dostrzega inne, jego zdaniem większe, niebezpieczeństwa takiej sytuacji. Do tego tekstu zamierzam się kilku zdaniach odnieść.

iran_atom

Atomowy Iran – debata:

Debata na forum»
A Ty – co o tym myślisz? Dołącz do dyskusji i daj nam znać w komentarzu lub na Blipie lub Facebooku!

Ustalmy jedną rzecz dla porządku. Dyskutujemy nad konsekwencjami zdobycia przez Teheran broni atomowej, jednak nie czyni z nas to automatycznie zwolenników takiego rozwiązania. Iran z dostępem do broni nie oznacza bowiem – według mnie – niczego dobrego. Atakować Izraela nie będzie, wojny nie wywoła, ale zburzy pewien istniejący do tej pory porządek. Mimo wszystko lepiej – ze względu na pewnego rodzaju równowagę – gdy to Izrael dysponuje przewagą nad wrogimi wobec niego państwami muzułmańskimi. Trudno jednak nie reagować, gdy w w prasie i blogosferze pojawia się mnóstwo artykułów, które z Ahmadineżada czynią drugiego Adolfa Hitlera. Irańska broń atomowa jest narzędziem politycznym – lekarstwem na izraelską przewagę strategiczną oraz sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa, a nie pomysłem na drugi Holocaust, bo takowy dotknąłby jednocześnie Persów.

Polityka izraelska i irańska są zatem jak najbardziej logiczne i zgodne z racją stanu tychże państw. To normalne, że Iran dąży do umocnienia swojej pozycji, a Izrael oraz Amerykanie próbują temu zapobiec. Swoje interesy rozgrywają też Rosjanie i Chińczycy. Tak właśnie funkcjonuje polityka, która czasami uzasadniana jest ideologią. Irańczycy działają racjonalnie i pragmatycznie, ale nigdy nie twierdziłem, że jest to zachowanie odpowiedzialne. Zdobycie dostępu do broni atomowej może przyczynić się do destabilizacji w regionie, a irański prestiż i wpływy wzrosną nieporównywalnie – kosztem innych państw. Poza tym, broń atomowa to najlepsza broń defensywna na świecie. To oczywiste, że sąsiedzi irańscy czuliby się – delikatnie mówiąc – niekomfortowo. Radowaliby się za to w Libanie, a imprezę w swojej kryjówce rozkręcałby lider Hezbollahu – Hassan Nasrallah.

Artur Makolągwa uważa, że zdobycie przez Iran broni atomowej kompletnie załamałoby reżim układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT). Tego układu nie trzeba łamać, bo po co robić coś, co już zostało zrobione? Trzy państwa posiadające broń atomową nie należą do sygnatariuszy NPT – Izrael, Indie i Pakistan. Państwa te nie wydają się cierpieć zanadto z tego powodu. Układ wypowiedziała również Korea Północna. Do tego należy dodać niejasną rolę Rosji i ChRL w irańskim programie atomowym.

W mediach europejskich przedstawiana jest tylko i wyłącznie narracja izraelsko-amerykańska. Według niej Iran dąży do wywołania wojny, a środkiem, którego może w niej użyć, jest broń atomowa. Stanowi ona śmiertelne zagrożenie dla państw regionu, a nawet Europy. Sprytne, ale na razie najbardziej narażonym na atak państwem pozostaje Iran. Ewentualne bombardowanie przedstawione zostanie jako atak prewencyjny. Nie pisze się praktycznie nic o interesach irańskich i pomysłach na ich realizację. Zamieszki w Teheranie przedstawiane były jako rewolucja, a Mir-Hosejn Musawi jako dzielny opozycjonista. Sam jestem przeciwnikiem posiadania przez Iran broni jądrowej, ale tak jednostronna narracja zawstydziłaby nawet TurboDymoMana. To nieuczciwe i ogłupiające. Już w przypadku Iraku mieliśmy do czynienia z zarzutem posiadania przez Saddama Husajna broni masowego rażenia, a później okazało się, iż administracja amerykańska najzwyczajniej w świecie kłamała. Swój cel osiągnęła, a prawo międzynarodowe miała tam, gdzie Kim Dzong Il zasadę suwerenności narodu.

Należy mieć nadzieję, ze irańscy przywódcy bardziej niż broni, potrzebują spokoju. Irańska gospodarka wymaga podłączenia do kroplówki. Bez nowoczesnych technologii, Iran pozostanie państwem pretendującym do bycia mocarstwem. Nikt z Zachodu nie poda ręki Teheranowi, dopóki ten będzie dążył do zbudowania broni atomowej. Metoda kija się nie sprawdziła, to może zadziała marchewka? Iran, o czym się nie mówi, poddawany jest obecnie ogromnej presji. Niewyjaśniona zostaje rola Rosji, która uczestniczy w rozmowach z Iranem. Niewykluczone, że rezygnacja Obamy z pierwotnego projektu tarczy antyrakietowej spowodowała, iż Moskwa działa w bardziej kreatywny sposób, oficjalnie nie zmieniając jednak swojej linii. Jednym z elementów porozumienia ma być wysyłanie do Moskwy 75% zasobów niskowzbogaconego uranu.

Następny krok należy do Iranu. Niedługo okaże się, jaką taktykę obrał na najbliższe miesiące Teheran – konfrontacji, pokoju czy gry na czas.