Irańska ruletka

iran_rosjaOstatnimi czasy, mieliśmy przyjemność oglądać zmagania największych, mające na celu uregulowanie problemu irańskiego atomu. Byliśmy też świadkami, próby podjętej przez prezydenta Obamę, która polegała na użyciu wobec Rosji, jakże popularnej metody kija i marchewki . Ekipa prezydenta Busha juniora, najczęściej używała kija, efektem czego nastąpiło znaczące pogorszenie relacji na linii Waszyngton – Moskwa.

Nowa administracja Białego Domu postanowiła sięgnąć po marchewkę, w postaci rezygnacji z planów rozmieszczenia elementów BMD (balistic missle defence) w Polsce i Republice Czeskiej. Pomijając kontrowersje na temat, zweryfikowanej przez demokratów, rzekomej nieskuteczności owego systemu, był to ewidentny ukłon w stronę Moskwy. Coś w rodzaju zachęty do porzucenia wzajemnych animozji, oraz zaproszenia do wspólnego rozwiązywania aktualnych problemów. Jak przystało na poważnego gracza, Moskwa ofertę przyjęła z umiarkowaną radością, nie obiecując nic wymiernego w zamian. Waszyngton natomiast spodziewał się bardziej entuzjastycznej, przekładającej się na namacalne korzyści reakcji.

iran_atom

Atomowy Iran – debata:

Debata na forum»
A Ty – co o tym myślisz? Dołącz do dyskusji i daj nam znać w komentarzu lub na Blipie lub Facebooku!

Na temat tego czy decyzja Obamy była decyzją polityczną, podyktowaną chęcią przypodobania się Moskwie w celu umożliwienia przez Kreml realizacji amerykańskich planów względem Iranu, pisało już wielu komentatorów. Oczywiście zdania na ten temat, były i nadal są podzielone. Oficjalna wersja, przedstawiana przez prezydenta Obamę, jest taka, że na decyzję prezydenta miał wpływ jedynie raport na temat zweryfikowanej skuteczności stacjonarnego systemu BMD.

Najbliżsi odpowiedzi na pytanie, jak oficjalna wersja ma się do skompilowanej rzeczywistości, będą za kilka dekad historycy.

Z jednej strony, mając ograniczony dostęp do poufnych danych, możemy jedynie spekulować na temat tego jaką rolę w decyzji prezydenta Obamy odegrał czynnik moskiewski. Z drugiej natomiast doskonale wiemy, że USA znalazły się w sytuacji, w której dobra wola Moskwy jest elementem decydującym o powodzeniu planów Waszyngtonu.

Biorąc pod uwagę tę prostą zależność możemy dojść do wniosku, że wycofanie Waszyngtonu z planów instalacji BMD w Europie Wschodniej było znakiem zachęty dla decydentów Kremla.

Nie bez znaczenia jest również data, jaką prezydent Obama wybrał aby poinformować swych europejskich sojuszników o nieoczekiwanej zmianie planów. Niefortunny, 17-ty września ma dwa wytłumaczenia. Pierwszym z nich to zwykła pomyłka, niedoinformowanie lub pewne braki w zasobach wiedzy, wśród amerykańskich specjalistów od Europy Wschodniej. Drugim wytłumaczeniem, ktoś może zarzucić, że nazbyt ekstremalnym, jest celowy wybór tej daty przez administrację Białego Domu. W razie gdyby Kreml uznał samą rezygnację z planów rozmieszczenia BMD w Europie, jako niewystarczający, nie gwarantujący dobrej woli USA gest.

Jeśli przyjmiemy, że decyzja prezydenta Obamy była w pewnym stopniu podyktowana, niezłomnym stanowiskiem Kremla w kwestii Irańskiego programu atomowego, to z punktu widzenia amerykańskiej racji stanu, była to decyzja słuszna. Obecne zaangażowanie wojsk USA w Iraku i Afganistanie, oraz problemy logistyczne w przypadku Afganistanu a także zależność w wielu kwestiach od Moskwy, skutecznie studzą zapał do konfrontacji, wśród najbardziej nawet krewkich spośród amerykańskich polityków.

Pan Fareed Zakaria w swej książce pod tytułem The Post-American World, porównuje obecną sytuację USA do sytuacji w jakiej znalazła się Wielka Brytania u schyłku świetności imperium. Podobnie jak wówczas Londyn, obecnie Waszyngton zaangażował się w konflikty, które ukazują jego niespodziewaną słabość. Słabość, która jak drobne ślady pęknięć na dotychczas solidnym naczyniu, oznaczają początek końca tego naczynia. Oczywiście, nie końca Ameryki a jedynie pewnego okresu we dziejach ludzkości, którego cechą charakterystyczną była globalna dominacja Stanów Zjednoczonych.

Wracając do tematu, miejscem, w którym należało spodziewać się reakcji Moskwy na hipotetyczne ustępstwa Waszyngtonu, były rozmowy , które odbyły się 1-go października w Genewie. W trakcie spotkania przedstawicieli szóstki możnych tego globu, z irańskimi negocjatorami, nie doszło do żadnego przełomu, tym bardziej konsensusu. Prasa uzyskała i przekazała niewiele informacji, co samo w sobie można uznać za wielce wymowne. Gdyby wypracowano niewielkie nawet, sukcesy, można by je nieco podkolorować, co zadowoliłoby mniej wnikliwych. Tymczasem, jedynym sukcesem jaki udało się osiągnąć i zakomunikować, była zgoda Teheranu na kolejne, zapewne również bezowocne spotkanie.

W jaki sposób przebiegały genewskie rozmowy i która ze stron przyczyniła się do braku rozsądnego porozumienia względem irańskiego atomu, możemy jedynie spekulować.

Generalnie, szóstkę można całkiem łatwo podzielić, według ich intencji względem Teheranu. Pierwszą grupę stanowią państwa, w których interesie leży powstrzymanie atomowych ambicji Iranu, nawet za pomocą sankcji czy w ostateczności, zbrojnej interwencji. Druga grupa, to państwa ostrożnie podchodzące do ekonomicznej przemocy, bo ta godziłoby w ich interesy.

Do grupy pierwszej z całą pewnością można zaliczyć USA oraz Wielką Brytanię. W przypadku Francji i Niemiec sprawa przedstawia się nieco inaczej. Dzieje się tak, z uwagi na zaangażowanie niemieckich i francuskich firm w irańską gospodarkę. Korporacje, należące do europejskiego tandemu, dostarczają Iranowi m.in. maszyn i samochodów, budują elektrownie i drogi, modernizują i rozbudowują sieci przesyłu energii a koncern spożywczy Hochland, buduje w Iranie własne mleczarnie w celu uruchomienia produkcji serów.

Pomijając stanowisko Rosji, która również inwestuje w Iranie, a także Chin, dokonujących zakupów irańskich surowców,  może to właśnie interesy Niemiec, być może w mniejszym stopniu Francji, zaważyły o braku porozumienia względem nowych sankcji?

W dobie dzisiejszego kryzysu, zerwanie więzów gospodarczych z partnerem, który wtłacza w budżet państwa brakujące euro, wydaje się posunięciem nieracjonalnym.

Wracając do elementu rosyjskiego w irańskiej układance, wygląda na to, że Moskwa nie chwyciła, hipotetycznego haczyka i nie dała się przekonać amerykańskim namowom, skierowanym przeciwko gospodarce Iranu. Na decyzje Kremla wpłynął zapewne Pekin, któremu amerykański pomysł sankcji jest zupełnie nie na rękę. Nie należy bagatelizować również, irańskiego zaangażowania kontynentalnej dwójki, czyli Niemiec i Francji.

Dlaczego Moskwa nie chwyciła wspomnianego haczyka? Powód jest prosty: Rosja, jako producent gazu i ropy jest zainteresowana utrzymaniem jak najwyższego kursu sprzedaży tych surowców. W dużym uproszczeniu, im więcej źródeł ropy i gazu na rynku, tym mniej te surowce kosztują. Przeciągający się konflikt wokół państwa Ajatollahów sprawia, że irańskie surowce nie docierają na globalny rynek, co automatycznie gwarantuje wyższe ceny rosyjskiego eksportu.

Miałby rację, ten kto powie, że przecież Moskwa powinna w takim razie zgodzić się na proponowane przez USA sankcje, bo przecież gwarantowały by jej to, o co zabiega, czyli rosnące ceny surowców.

Decydenci Kremla myślą jednak nieco szerzej. Zgoda na sankcje gwarantowałaby wprawdzie wyższe ceny za rosyjskie surowce, jednak nie byłby to efekt trwały lecz tymczasowy. Ewentualne sankcje, w skutkach długoterminowych, wiązałyby się z bardzo prawdopodobną zmianą u sterów w Teheranie. Z cała pewnością na drodze rewolucji, jednak tym razem zdecydowanie antyradykalnej.

Ostatnie wybory prezydenckie w Iranie, dały nam świadectwo istnienia, masowego oporu przeciw Ahmadineżadowi oraz twardogłowym radykałom z jego otoczenia. Ponadto, demonstranci skandowali antyrosyjskie hasła. Wzbudza to uzasadniony niepokój Kremla dlatego, że ewentualna utrata Teheranu, wpłynie negatywnie na wielkomocarstwowe ambicje Moskwy. Być może  zupełnie je przekreśli.

Gdyby Moskwa zgodziła się na niekorzystne dla niej sankcje a tym samym ziściła pre-resetowe marzenia Obamy, utraciłaby tym samym, kruchą sympatię Teheranu. Bez przychylnego Teheranu, kto zajmie część uwagi amerykańskiego molocha, kiedy Rosja zajęta będzie budowaniem nowego ładu bezpieczeństwa w Europie? Albo, kiedy upomni się o swoje, bo leżące na przedłużeniu grzbietu Łomonosowa, surowce Arktyki?

Celowo nie wspomniałem o ewentualnej interwencji zbrojnej, dlaczego? Wygląda na to, że jeżeli mocarstwa nie są w stanie osiągnąć porozumienia względem sankcji a USA ich przeforsować, ryzyko konfliktu, a właściwie ryzyko zgodnego przyzwolenia na interwencje jest minimalne. Choć nie jest też wykluczone. Należy jednak pamiętać, że zasoby Waszyngtonu są obecnie w dużym stopniu zaangażowanie w Iraku i Afganistanie, a ewentualna interwencja bez jednomyślnej zgody szóstki, wiązałaby się z adekwatną reakcją Moskwy i Pekinu.

Część analityków jest zdania, że Moskwa celowo utrzymuje obecną sytuację wokół Iranu po to, aby zaangażować USA w konflikt (niekoniecznie zbrojny), który zmusi je do skupienia swej uwagi oraz poświęcenia niemałych zasobów w celu neutralizowania zagrożenia płynącego ze strony Teheranu.

Ci, bardziej radykalni mówią, że Kreml potajemnie wysyła swoich specjalistów od broni jądrowej do Iranu , aby ci pomogli skonstruować pierwsze głowice nuklearne. Podobno, ostatnia wizyta premiera Netanjahu w Moskwie, została złożona w celu dokonania wyjaśnień względem rzekomych tego dowodów, przedstawionych przez izraelski wywiad. Oczywiście, Kreml zgodnie odpowiada, że to nieprawda.

Spekulacje, spekulacjami, jednak faktem jest, że do porozumienia na szczycie G5+1+IRAN, nie doszło.    Być może dlatego prezydent Obama wysyła wiceprezydenta Bidena do Warszawy i Pragi. Po to aby ten zapowiedział, że w Polsce i Czechach zostaną jednak usytuowane pewne, bliżej niesprecyzowane elementy nowego BMD. Ktoś wspomniał również o potrzebie rozpoczęcia procesu ratyfikacji umowy, zawartej jeszcze za ekipy prezydenta Busha, w której mowa m.in o stacjonowaniu amerykańskich żołnierzy na polskiej i czeskiej ziemi.

Ostatnio, wiele mówi się na temat gasnącej potęgi Stanów Zjednoczonych. Geopolitycy przewidują, że kwestią zaledwie kilku dekad, jest przesunięcie środka ciężkości naszego globu na wschód, w kierunku Azji.

Jak potoczy się gra, w której główną wygraną jest godny pozazdroszczenia, decydujący wpływ, jaki zwycięzca będzie miał na przyszłe losy naszego globu? Na podobnie zadane pytanie, trudno jest dziś jednoznacznie odpowiedzieć. Możemy jednak próbować zrozumieć pewne mechanizmy i zależności, które są nieodłącznymi elementami współczesnych, geopolitycznych szachów.

Żyjemy w świecie, w którym odzywają się uśpione nacjonalizmy, duma narodowa oraz mocarstwowe ambicje budzących się z długiego letargu dawno-minionych potęg, zaczynają agresywnie upominać się o swój kawałek globalnego tortu. Stany Zjednoczone, podobnie jak wcześniej Imperium Brytyjskie, poszło o dwie wojny za daleko. Natomiast, reszta spostrzegła, że nie taki diabeł straszny, jak go malują..

Dla wytrwałych,  krótki wywiad telewizji BBC z Fareedem Zakarią, autorem książki The Post American World.

[youtube wA7srwym3Yk nolink]