Obchody wybuchu II wojny światowej z perspektywy USA

ameryka_wojnaOd uroczystości minęło kilka dni. W polskich mediach dużo już napisano na ten temat. A w Stanach?

Dla Stanów Zjednoczonych II Wojna Światowa nie zaczęła się 1 września 1939 roku. Reakcje i relacje z obchodów tej rocznicy w głównych amerykańskich mediach nie pozostawiają co do tego wątpliwości.

Najważniejsze gazety Washington Post i The New York Times z kronikarskiego obowiązku odnotowały wydarzenia z Gdańska. Krótkie relacje starano się przedstawić przede wszystkim w kontekście wizyty Putina i skompilkowanych stosunków Polski z Rosją. Co istotne, bez deliberowania nad „wielką krzywdą” wyrządzaną Polsce przez administrację Obamy.

Jedyną ważną autorką, która zdecydowała się podjąć temat nieco szerzej była Anne Applebaum – uznana w Ameryce dziennikarka, a prywatnie żona Radka Sikorskiego. Jej felieton ukazał się w Washington Post oraz w magazynie internetowym Slate.com. Applebaum stawia w nim jedno pytanie – dlaczego europejscy politycy wciąż z wielką pompą celebrują pierwszy września?

Odpowiedź dziennikarki jest zimną analizą współczesnej polityki: przywódcy nie przyjeżdżają ze wględu na personalne doświadczenia, są na to za młodzi, to już inna generacja. Ich obecność można wytłumaczyć mieszanką interesów narodowych oraz kształtującą je głęboko zakorzenioną pamięcią historyczną, która wciąż jest ważną częścią tożsamości Europejczyków.

I tak, według Applebaum, Angela Merkel przyjechała, bo jak żaden niemiecki kancelerz nie chce podważyć wiary sąsiadów w niemieckie poczucie winy za rok 1939, co mogłoby niepotrzebnie skomplikować prowadzenie polityki zagranicznej jej kraju. Przywódcy z Francji i Wielkiej Brytanii zawitali, ponieważ Polska, jako pełnoprawny członek najważniejszych instytucji (NATO, UE) z wieloma głosami, może być w nich pożądanym partnerem. Natomiast Putin zjawił się, aby pilnować rosyjskiej wersji wydarzeń sprzed pół wieku oraz delikatnie podtrzymywać niepokój wśród mniejszych sąsiadów, co jest dokładnym przeciwieństwem celów Niemiec.

Huczne obchody kolejnych rocznic wybuchu II Wojny Światowej będą odbywać się z dotychczasową regularnością, konkluduje amerykańska dziennikarka, właśnie ze względu na współczesne interesy narodowe państw. Wykorzystując historię każdy chce coś ugrać.

Być może dlatego Amerykanie nie przywiązują do tych celebracji większej wagi – na początku XXI wieku najważniejsze dla nich rozgrywki toczą się tysiące mil od gdańskiego wybrzeża. Trochę powinno nas to cieszyć (nie ma w naszej części świata zagrażających życiu kłopotów), trochę martwić (sojusznik nas ignoruje), ale przede wszystkim nie należy ulegać emocjom.

Jeśli UE nie zdecyduje się na pogłębianie integracji w polityce zagranicznej i obronnej, to lepiej nie zabierajmy wszystkich zabawek, nie palmy mostów przewieszonych nad Atlantykiem. Polacy żyją iluzją, że coś nam się należy z samej racji, że istniejemy. Należy nam się tyle, ile sami potrafimy ugrać, bez fochów, z podwiniętymi rękawami i krytycznym umysłem. Trzeba mieć dobre układy z sąsiadami i szukać sposobów na promowanie swoich interesów w Waszyngtonie. Nie ułatwiajmy życia naszym politykom – zamiast prostego zwalania winy na „głupiego”, „niewdzięcznego” lub „cynicznego” Obamę, lepiej wymagajmy od nich, aby przedstawili realne pomysły na to, jak mała Polska może dziś wpływać na wielką Amerykę. Polskiej myśli politycznej wysiłek intelektualny nie zaszkodzi. Kreacja, nie negacja.

  • Roman

    Polska w latach 70 i 80 ubieglego stulecia, na mapie politycznej swiaty byla sila, ktora miala znaczenie i szacunek. Obecnie pragnieniem polskich politykow jest bycie mocarstwem regionalnym i to pragnienei jest propagowane przez obecny rzad. Realia sa jednak zupelnie inne, jak to pokazaly ostatnie obchody uroczystosci rozpoczecia ii wojny swiatowej. Polska stala sie nieistotnym krajem na arenie miedzynarodowej. W Europie glownie ze wzgledu na klotliwosc i brak rozsadku politycznego w negocjacjach z silniejszymi partnerami. W relacjach z USA polskie elity polityczne wyglupily sie i pokazaly, ze tak naprawde nie dorosly do miedzynarodowej polityki. To Radek Sikorski, maz Anne Applebaum – zydowskiej dziennikarki, przed wyborem Obamy na prezydenta popisal sie absolutnie niedopuszczalnym zartem odnosnie domniemanej rodziny Obamy. Radek ow, majacy ponoc ukonczone studia na Oxfordzie, nie zrozumial, ze w momencie wyboru Obamy na praeydenta powinien sie podac do dymisji, a w przypadku pozostania na tym stanowisku powinien byc zdymisjonowany i pozegnac sie z polityka. Efekty dzialan przelozonych Radka widac wyraznie jak Polska zostaje traktowana przez obecna administracje. Wizy pozostana mzonka jak dlugo ministrem spraw zagranicznych pozostanie ow slawny Radek i owi, ktorzy go nie zdymisjonowali.
    Polityka zagraniczna Polski i polska racja stanu powinna byc powyzej jakiejkolwiek osoby. Niestety kultura polityczna elit politycznych wydaje sie istniec w czasie przeszlym.
    Jestem przekonany, ze gdy w Polsce nastapia zmiany personalne na szczytach wladzy, wizy do USA, notabene juz bez jakiegokolwiek znaczenia, stana sie faktem.
    Faktem jest rowniez, ze elity polityczne bez wzgledu na projekt, popra Stany Zjednoczone, zamiast dumnie i z rozsadkiem dokonywac wyborow, ktore bylyby z korzyscia dla kraju. Rozegranie tarczy, w mojej opinii, bylo dyletanckie i naiwne. Polscy dycydenci powazniej powinni pouczyc sie geografii jak i logiki. Wypowiedzi poperajace tarcze przeciwko rakietom iranskim byly wypowiedziami dyletantow, nie majacych pojecia o geografii. Wyborcy polscy powinni zapamietac ich nazwiska i w nastapnych wyborach poslac ich do lamusa, za probe stworzenia zagrozenia i probe wystawienia polskich terenow pod rakiety rosyjskie.
    Nalezy podziekowac prezydentowi Obamie, ze podjal logiczna decyzje i zignorowal polskie prosby o budowe tarczy na jej terenie.

    Wydaje sie, ze musi nastapic zmiana pokoleniowa by polska mysl polityczna mogla nabrac ponownie jakiekolwiek znaczenie. Budowa polskiej polityki zagranicznej na podstawie obecnej ekipy, bez powaznych zmian personalnych nie rokuje sukcesow i nie przyniesie korzysci narodowi polskiemu.
    Dumna Polska, dbajaca o swoje interesy, a nie interesy USA, moze powoli starac sie odzyskac utracony szacunek w Europie jak na swiecie. USA, jako najwieksza potega militarna i polityczna na swiecie, nigdy nie liczy sie ze slabymi czy tez takimi, ktorzy nie maja niezaleznej polityki. Bycie lapdogiem jest moze i wygodne ale nie wzbudza zachwytu do obecnych politykow w Europie, tym bardziej w USA.

  • Tom

    Może starcza demencja sprawiła, że nie pamiętam aby Polska w latach 70. i 80. była znaczącą siłą polityczną, „ktora miala znaczenie i szacunek”, a może po prostu Romanie żyłeś w jakimś innym, równoległym wymiarze. Polska była, jest i będzie krajem niewiele znaczacym na arenie międzynarodowej i żadne czary tego nie zmienią.

    Jedynym atutem Polski w czasach żelaznej kurtyny było strategiczne położenie – „wyjście na Niemcy”. Pod względem gospodarczym byliśmy gorsi od Czechosłowacji, NRD i Wegier – żeby tylko wspomnieć o naszych najbliższych sąsiadach.

    A co do szacunku, to opowiem króciutką anegdotkę z własnego życia (choć sprzed okresu o którym piszesz Romanie) – od 1967 r do połowy lat 70 jako nastolatek przebywałem z rodzicami w Pakistanie. Gdy rozpoczynały się przemiany 68 w Czechosłowacji, mój ojciec założył się z kolegami z pracy (wielonarodowe towarzystwo – Pakistańczycy, Amerykanie, Kanadyjczycy, Anglicy, Wegrzy itd.), że Polska nie dołączy do ewentualnej rozprawy z czechosłowackimi reformatorami, a jeśli już pójdzie to przymuszona przez Moskwę; koledzy się z niego śmiali i mówili, ze Polska będzie pierwsza do bitki. Gdy zapytał dlaczego tak myśleli, odpowiedzili: bo Polska to teraz taki parszywy, dwulicowy kraj… Co się okazało? – Gomułka jak mało kto zabiegał o to, by zdusić Dubceka. Do zdiś mój ojciec nie może w to uwierzyć…

    A później – lata 70 to okres względnego spokoju na świecie. Lata 80 – stan wojenny, embargo itd.

    Z moich doświadczeń powiem tak: świat ma jako takie poważanie dla Polaków – jako bytu nieco abstrakcyjnego, ale jeśli chodzi o konrkety to nigdy nas jakoś szczególnie nie poważali. Bo i za co? Jesteśmy jednym ze 150 państw, które nie mają żadnego wiekszego znaczenia dla polityki na świecie. Ale to i lepiej – przynajmniej żyjemy spokoniej.

  • Roman

    Lat 70 nie pamietam i swoje zdanie opieram na spostrzezaniach z lat 80 i opiniach wybitnych osob, glownie historykow XX wieku jak i politologow, z ktorymi mam kontakt. Obecna polityka Polski jak i jej znaczenie obecnie jest znacznie mniejsze.

    Polska jest obecnie lapdogiem USA, ktore chocby z tego wzgledu jej nie szanuja. To Polska dziala przeciwko wspolnej polityce miedzynarodowej Europy, chcac przy tym korzystac z przywilejow jakie daje udzial we wspolnocie europejskiej. To Polska miedzy innymi jest przeciwko wspolnej integracji w polityce obronnej Europy, czym wzbudza niechec niektorych poteg europejskich.Autor powyzszego artykulu ma skrzywione spojrzenie i jego rady sa radami osoby nie majacej na celu dobra Polski. Wielu jest takich, ktorzy patrzac na swiat ze strony Ameryki, nie zauwazaja realiow swiata wspolczesnego. Niezaleznosc polityczna i integracja Polski z Europa, a nie odwrotnie, Europy z Polska, to przyszlosc dla Polski i jej dobrobytu jak i jej pozycji na swiecie.

    Mysle, ze swiat ma do takie powazanie do Polakow jakie oni sami maja wobec siebie, czyli niewielkie. Osobiscie, praktycznie nie mam problemow jak Polacy sie zachowuja wobec siebie czy innych. Te zachowania sa objawem kultury poszczegolnych osob i zbyt dlugo mieszkam na zachodzie by mnie to razilo. Byl jakkolwiek jeden przypadek, ze osobiscie bylo mi wstyd, ze bylem Polakiem. Byl to przypadek masowego amoku polskiego spoleczenstwa po smierci Karola Wojtyly. Duzo pisala o tym prasa zachodnia wtedy i pozostalo to w pamieci wielu.
    Jakiekolwiek zachowania politykow idiotow mozna wytlumaczyc, to zachowanie calego narodu jest niewytlumaczalne i cokolwiek by sie chcialo powiedziec w obronie Polakow, to nie bardzo sie da. Ja osobiscie nie znalazlem wytlumaczenia i zapytany o swoje zdanie w owej kwestii, amoku nie umialem wytlumaczyc. Byl to rowniez brak szacunku calego spoleczenstwa dla samego siebie.

  • Tom

    Ja lata 70. pamiętam całkiem nieźle, choćby dlatego, że był to okres mojego dojrzewania (wstyd się przyznać, alem rocznik 54) i mogę zaświadczyć, że tak jak i teraz, tak i wtedy nikt się Polską za bardzo nie przejmował. Jeśli byliśmy ważni to tylko jako państwo frontowe w razie wybuchu wojny, której nikt nie chciał (na szczęście). Polskie inicjatywy na forum ONZ traktowano mniej więcej tak: oto \"miękki\" wasal \"twardej\" Moskwy wyraża jej zdanie w sposób nieco bardziej kompromisowy. Ale jego blok polityczny na tym, co Polska proponuje zyskuje najwięcej. Smutne, ale prawdziwe. Przez pewien czas mnie to szokowało, ale w pewnym momencie przyzwyczaiłem się i choć nigdy się z tym nie pogodziłem, uznałem, że zawsze dobrze wiedzieć, jak dana sytuacja wygląda z drugiej strony.

    I dlatego podoba mi się ten tekst autora: pokazuje jak myślą Amerykanie i ich polityczne elity. Rzeczy dla nas niemiłe, ale prawdziwe. Moim zdaniem podsumowanie artykułu doskonale pasuje do tego, co obaj myślimy: nie można być ślepo zapatrzonym w USA, trzeba myśleć i działać samodzielnie, realnie patrzeć na nasze możliwości i interesy. A z USA warto się układać, bo to nadal wielka potęga polityczna i gospodarcza.

    Smutne to co piszesz o Janie Pawle II. Tym smutniejsze dla mnie, jako katolika jest to, że muszę się zgodzić z tym co napisałeś 🙁 Dla mnie to też jest niezrozumiałe. Zrobiono z niego złotego cielca, nie można o nim napisać czy powiedzieć nic złego; to straszna infantylizacja problemu. I faktycznie można poczuć wstyd, szczególnie gdy widzi się to z oddali, np. z innego państwa.