Książę w Nowym Jorku

ahmanyJutro w kwaterze głównej Organizacji Narodów Zjednoczonych odbędzie się dwudniowa konferencja na rzecz zakazu prób z bronią jądrową. Dziś z kolei odbywa się spotkanie zainicjowane przez Sekretarza Generalnego ONZ pt. „Przyszłość w naszych rękach: zmiany klimatyczne wzywaniem dla współczesnych przywódców”. Równolegle do rozmów na najwyższych szczeblach państw mają miejsce protesty przeciwko Mahmudowi Ahmadineżadowi.

Przez najbliższe trzy dni Nowy Jork będzie cały zielony. Akcje organizowane przez portale społecznościowe takie jak „facebook”, czy „twitter” przynoszą niebywałe efekty. Na placu Daga Hammarskjölda, odziani na zielono obywatele Stanów Zjednoczonych, przedstawiciele irańskiej diaspory oraz członkowie organizacji pozarządowych pokroju Amnesty International organizować będą głośne protesty przeciwko łamaniom fundamentalnych praw człowieka przez prezydenta Iranu Ahmadineżada. Nowy Jork zalały plakaty informujące o akcji „Morze zieleni” wzywające do manifestacji w nadchodzących dniach pod hasłem „Nie dla Ahmadineżada! Tak dla praw człowieka!”, kiedy to gościem w Stanach Zjednoczonych będzie prezydent Iranu.

Działania przeciwko prezydentowi, który nie posiada legitymacji narodu do sprawowania swej władzy, rozpoczęły się na dobre w ubiegły piątek – będący ostatnim piątkiem Ramadanu oraz dniem solidarności z Palestyną „Quds”. Podczas swego porannego przemówienia na Uniwersytecie Teherańskim Ahmadineżad we właściwy sobie sposób zanegował Holocaust twierdząc, że „był to jedynie spisek mający na celu utworzenie państwa Izrael kosztem Palestyny”. Wypowiedź ta odbiła się echem zarówno w Iranie jak i poza jego granicami. Dwa nowojorskie hotele, w których miał się zameldować irański prezydent, odmówiły Ahmadineżadowi gościny zarzucając mu antysemityzm. Internauci z całego świata, którzy śledzili na portalach społecznościowych wydarzenia Quds odpowiedzieli na wezwania do bojkotu znienawidzonego prezydenta skutecznie lobbując u właścicieli „New York Helmsley Hotel” i „The Intercontinental Barclay Hotel”. Zdaniem rzeczników tych hoteli osoba publicznie kwestionująca Holocaust oraz głosząca postawę antysemicką nie jest mile widziana.

caravanPlac Daga Hammarskjölda w Nowym Jorku ma być oblegany przez ciężarówki z wymalowanym wizerunkiem Ahmadineżada oraz głównymi hasłami praw człowieka, których łamanie zarzuca się prezydentowi Iranu. Ciężarówki te mają powitać Ahmadineżada przed budynkiem kwatery głównej ONZ. „Peace and Freedom Caravans”, czyli Karawany Pokoju i Wolności jeżdżą ulicami Nowego Jorku od kilku dni budząc w amerykańskiej opinii publicznej świadomość uciekania się do niehumanitarnych metod walki z opozycją przez irański reżim. Co ważne, podkreślają organizatorzy tej oraz wszystkich innych akcji protestacyjnych w Nowym Jorku, chodzi o to, aby pokazać światu jaka jest władza w Iranie unikając przy okazji rozlewu krwi oraz wspierać Irańczyków w ich walce o demokrację i poszanowanie praw człowieka.

Jutro, w czasie sześćdziesiątego czwartego dorocznego zjazdu przedstawicieli ONZ, Ahmadineżad wchodzić będzie do kwatery głównej Organizacji Narodów Zjednoczonych przy głośnym proteście manifestujących. Z Iranu przywędrowała za nim do Stanów Zjednoczonych „zielona fala” – symbol opozycji. Ubrani na zielono, przepasani wstążkami tego samego koloru Irańczycy oraz wszyscy chętni stanąć w obronie praw człowieka zgromadzą się i nieść będą nad głowami kilkudziesięciometrową wstęgę barwy – oczywiście – zielonej. „Kiedy staniesz przed budynkiem ONZ, przypomnij sobie jak jesteśmy terroryzowani, torturowani oraz zabijani każdego dnia na ulicach Iranu” – nawołują protestujący.

W obliczu internetowej i medialnej nagonki na prezydenta Iranu obojętne nie pozostają także państwa Zachodu. Przedstawiciele Kanady zapowiedzieli już, że gdy tylko przy mównicy pojawi się Mahmud Ahmadineżad zamierzają ostentacyjnie opuścić pomieszczenie. Rząd Wielkiej Brytanii nie był aż tak radykalny, ale stwierdził, że jego reprezentanci opuszczą zgromadzenie jeśli tylko prezydent Iranu uderzy w antysemicki ton. Podczas tegorocznej wizyty w USA Ahmadineżad planował, jak co roku, spotkać się z przedstawicielami uniwersytetów: profesorami i myślicielami amerykańskimi. Wielu spośród tych, którzy dotychczas chętnie spotykali się z irańskim liderem, odmówiła woli spotkania się. Gary Sick – profesor Columbia University – powiedział: „Doszedłem do wniosku, że rozmowa z nim [Ahmadineżadem] jest jak mówienie do ściany”.

Ahmadineżad, który zgrywa ostatnio panmuzułmańskiego populistę i o którym w Iranie mówi się, że lepiej żyje z Arabami niż z Irańczykami, czeka w Stanach Zjednoczonych niemiłe rozczarowanie. Prezydent Barack Obama wcześniej już zapowiedział, że nie ma czasu na to, aby spotkać się ze swoim irańskim odpowiednikiem w cztery oczy. Kolejny bolesny policzek spadł na Ahmadineżada z Izraela. Premiera Benjamina Netanyahu stwierdził wczoraj, iż „irański reżim jest o wiele słabszy niż ludziom się wydaje”. Szczęśliwie dla Irańczyków amerykańscy prawodawcy zapowiedzieli, że wstrzymają się z sankcjami na Iran do kolejnych rozmów na najwyższych szczeblach państw. Na szczęście ponieważ jak pokazuje historia na sankcjach cierpi nie reżim, a zwykli obywatele. Wątpliwe ponadto, aby udało się nałożyć na Iran sankcje decyzją ONZ ponieważ jak się okazało Chiny – stały członek Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych – sprzedają Iranowi ropę i nic nie wskazuje aby miały zrezygnować ze swoich umów handlowych tym bardziej mając okazję wypiąć się tym samym na Stany Zjednoczone.

Mahmud Ahmadineżad ze swoim wybujałym ego oraz nieprzejmowaniem się zupełnie faktem, że obecna kadencja, którą sprawuje jest nielegalna i pochodzi ze sfałszowanych wyborów, sprawia wrażenie perskiego kalifa – szczególnie mając na względzie ostatnie próby odsunięcia od władzy duchownych. Ironizując więc tytuł filmu Johna Landisa pt. „Książę w Nowym Jorku” śmiało można założyć, że powitanie prezydenta Iranu w Nowym Jorku do książęcych z pewnością należeć nie będzie, tym bardziej, że nawet oficjalne przedstawicielstwo USA oraz ONZ witało go przed kilkoma godzinami na lotnisku nad wyraz skromnie. Trudno wyrokować czy „książę” wyciągnie z tej nauki lekcje, czy może zaraz po wizycie w USA poleci połechtać swą próżność do Caracas bądź do Pekinu.