Koniec żartów

nuclearIranIran jest słaby wewnętrznie, a światowe mocarstwa zdają sobie doskonale sprawę, że to najlepszy moment do ofensywy. Rosja stanęła po stronie Zachodu w kwestii sankcji, które ONZ planuje nałożyć na Iran. Żarty się skończyły.

Iran jawi się na arenie międzynarodowej jako kraj nieprzewidywalny, niebezpieczny i posiadający broń atomową. W rzeczywistości jest to państwo niebywale słabe, niszczone dodatkowo od wewnątrz przez opozycję. Fundamenty teokratycznego reżimu zdają się kruszyć. Wkrótce zaś grozi im całkowite zawalenie.

Obecnie ten „kolos na glinianych nogach” jest zupełnie niegroźny. To drapieżnik bez pazurów. Większe zwierzęta, którymi są światowe mocarstwa, jak to w przyrodzie bywa, zwietrzyły swą szansę i gremialnie przystępują do ataku.

Prezydent Izraela Benjamin Netanyahu obwieścił, iż nadszedł w końcu czas na zaostrzenie sankcji wobec Iranu, który nie chce poddać obcej kontroli swojego programu nuklearnego. „Wierzę, że to właściwy czas, na wprowadzenie surowych działań przeciwko Iranowi. Jeśli nie teraz, to kiedy? Sankcje mają sporą szansę przynieść oczekiwany rezultat” – mówił prezydent.

W odpowiedzi na ten gest, prezydent Rosji Miedwiediew zapowiedział zwrot w swojej polityce wobec Iranu. Niechętny dotychczas propozycjom sankcji na Iran kierował się pragmatyzmem, Moskwę łączy bowiem z Teheranem szereg prosperujących relacji handlowych. Mimo to Miedwiediew wyraził chęć współpracy z Zachodem w tej materii. Ciężko wyrokować na ile faktycznie Rosja dąży do nałożenia na Iran sankcji ekonomicznych, a na ile flirtuje z Zachodem. Być może jest to tylko polityczny wybieg, aby zmusić Ahmadineżada do ugody i umożliwienia zbadania irańskiego programu wzbogacania uranu przez pracowników Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA). Wilk syty i owca cała – przy założeniu, że Iran faktycznie nie posiada broni atomowej.

Jeszcze w tym miesiącu odbędą się szczyty ONZ oraz G20 w Stanach Zjednoczonych, których głównym problemem ma być rzekoma broń atomowa Iranu i próby zahamowania postępów jej budowy. Aby alienacja handlowa Iranu mogła się udać w pełni, jednym głosem będzie musiała przemówić Rada Bezpieczeństwa ONZ w składzie: Stany Zjednoczone, Rosja, Wielka Brytania, Francja oraz Chiny. Po przyłączeniu się Rosji do państw Zachodu, sankcje na Iran zdają się być przesądzone.

Prezydent Obama od samego początku opowiadał się za dyplomatyczną formą rozwiązania konfliktu i lobbował na rzecz negocjacji. Jednakże upór prezydenta Ahmadineżada, który wciąż powtarzał, iż wzbogacanie uranu służyć ma jedynie celom pokojowym, doprowadziły do ofensywy światowych mocarstw. Atak przybrał na razie formę polityczną, nie wykluczone jednak, że w niedalekiej przyszłości przyodzieje barwy militarne. „Izrael nie będzie tolerował Iranu, który posiada broń atomową” – powiedział Mark Fitzpatrick, analityk z International Institute for Strategic Studies (IISS). „Jeśli okaże się, że Iran rzeczywiście posiada broń masowego rażenia, Izrael zaatakuje”.

Iran jest sygnatariuszem „Układu o nieproliferacji broni jądrowej” (ang. Nuclear Non-Proliferation Treaty, NPT), podobnie zresztą jak każde z państw, które domaga się zbadania irańskiego programu atomowego (z wyjątkiem Izraela, który nie podpisał NPT). Zgodnie z postanowieniami NPT, sygnatariusze mają prawo do wzbogacania uranu w celach medycznych, naukowych, rolniczych oraz energetycznych. Dlaczego więc, zakładając nawet, że Iran rzeczywiście posiada broń atomową, forsuje się ideę „równych i równiejszych”? Dlaczego członkowie stali Rady Bezpieczeństwa ONZ nie stosują tych samych paradygmatów względem Pakistanu, czy Indii? Postanowienia NPT były łamane od dnia podpisania układu 1 lipca 1968 roku. W okresie zimnej wojny państwa z przeciwnych biegunów politycznych prześcigały się w budowie broni atomowej jawnie depcząc świeżo podpisane postanowienia. W związku z powyższym – każdy ze stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ pogwałcił wielokrotnie postanowienia traktatu, do którego przestrzegania dziś nawołuje – kierując się tylko i wyłącznie pragmatyzmem oraz interesem własnym.

Kwestia Iranu, który rzekomo posiada broń atomową ma kilka istotnych niedomówień. Zasadniczą różnicą jest posiadanie broni atomowej, a teoretyczna możliwość jej budowy. Należałoby więc, zdaniem Marka Fitzpatricka, wytyczyć sensowną granicę, która w przyszłości zapobiegałaby zbyt pochopnym reakcjom ze strony Zachodu. Dzisiejsza dyplomacja mocarstw nie może pozwolić sobie na tak istotne uchybienia w oczach opinii publicznej, jak wprowadzanie sankcji na suwerenne państwo za swoje fobie, bez zdobycia niezbędnych dowodów. Fakt, że Iran utrudnia ich zdobycie, ale to wciąż nie powinno przesądzać. Raz już popełniono błąd, argumentując atak na Irak w 2003 roku rzekomym posiadaniem broni atomowej przez Saddama Husajna. Czyżby ta lekcja niczego nie nauczyła światowych mocarstw? Iran – warto dodać – posiada, podobnie jak Irak, ropę naftową. Przez cały XIX wiek toczyły się walki o wpływy w Persji pomiędzy Rosją, a Wielką Brytania. Ostatecznie wygrała Wielka Brytania kładąc rękę na perskich złożach ropy i uzyskując w 1908 roku koncesję na jej eksploatację od szacha – w ten oto sposób powstał gigant British Petroleum (BP). Kto dziś chciałby położyć łapę na Iranie? ExxonMobil, Shell, BP, Chevron, czy może Rosnieft? Niebawem może się rzeczywiście okazać, że sankcje nałożone na Iran zniszczą ten kraj całkowicie. Teokracja się rozpadnie, a rządy przejmie laicka władza w pełni zależna od mocarstw, czyli nic innego, jak powtórka z historii. Za kilkanaście lat zmęczeni spolegliwością Iranu wobec Zachodu Irańczycy ponownie zwrócą się w stronę religijnych przywódców i tak w kółko. Czy tak mają wyglądać te „oczekiwany rezultaty”, o których wspomniał Netanyahu? Trzeba ten proceder zatrzymać. Obywatele Iranu muszą być całkowicie niezależni od obcych wpływów, a nade wszystko wolni, tak wewnętrznie jak i zewnętrznie. Mocarstwa mają jednak do siebie to, że lubią mieszać się w sprawy wewnętrzne suwerennych państw.. Zrobiły to już wielokrotnie. Najpierw obalając rząd Mossadeqa, a następnie wspierając Chomeiniego, czego skutki widać do dziś. Najgorsze, że konsekwencje tych działań ponoszą niewinni cywile, a współwinni zaistniałej sytuacji umywają od tego ręce. Koniec żartów, Iran poradzi sobie sam z teokracją, a nowy rząd podda się kontroli IAEA zachowując jednak niezależność – mam szczerą nadzieję.