Hugo Chavez w objęciach niedźwiedzia

Prezydent Wenezueli, Hugo Chavez, z prezydentem Rosji, Dimitrijem Miedwiediewem
Prezydent Wenezueli, Hugo Chavez, z prezydentem Rosji, Dimitrijem Miedwiediewem

Prezydent Wenezueli, Hugo Chavez podczas swojego tournée po zaprzyjaźnionych stolicach odwiedził Moskwę. W trakcie wizyty, obok rozmów z prezydentem Miedwiediewem i premierem Putinem, doszło do podpisania kilku porozumień dotyczących energii, handlu i zbrojeń. Analitycy twierdzą, że mimo faktu, iż umowy należą raczej do symbolicznych – to ogólna tendencja zbliżeniowa między Caracas i Moskwą ma na celu odtworzenie zimno-wojennych stosunków Rosji z Ameryką Południową.

Jednym z najważniejszych ustaleń, zawartych podczas dwudniowej wizyty Chaveza w Moskwie, jest umowa dotycząca współpracy przy eksploatacji ogromnych złóż ropy naftowej, zalegającej na trudno dostępnych głębokościach w dorzeczu Orinoko. Problem polega na tym, że ropa z tych pól będzie bardzo kosztowna, biorąc pod uwagę, niezbędne do wydobycia surowca, nakłady finansowe i technologie (których Wenezuela nie posiada). Specjaliści wskazują na jeszcze jeden, bardzo istotny aspekt. Otóż nie jest jasnym czy Moskwa zgodzi się na inwestycje w pola naftowe z których surowiec, z racji położenia Wenezueli, najprawdopodobniej będzie sprzedawany do USA.

Problemy z pozyskaniem przez Wenezuelę kapitału wynikają, podobnie jak w Rosji, z postawy rządu względem niezaprzyjaźnionego kapitału. Krótko mówiąc, kiedy do władzy doszedł Chavez, zaczęto na masową skalę nacjonalizować pola naftowe znajdujące się w rękach międzynarodowych, głównie zachodnich koncernów. Problem pojawił się dopiero w momencie, kiedy brak zachodnich technologii oraz kapitału, czyli czynników niezbędnych w eksploatacji trudno dostępnych złóż, wpływa negatywnie lub nawet uniemożliwia wydobycie surowca.

Podczas wizyty podpisano również szereg umów na zakup rosyjskiego uzbrojenia. Transakcje mają być fundowane z pożyczki jaką Caracas uzyskało od Rosji. Nie jest do końca pewne czy Moskwa uruchomiła nową pożyczkę, czy raczej mowa jest o tej, która została udzielona Wenezueli w zeszłym roku. Obok wcześniejszych zamówień, tegoroczne opiewają m.in. na blisko setkę czołgów T-72 i T-90, około 20  systemów obrony przeciwlotniczej Tor- M2E, 24 myśliwce su-30, ponadto kilkadziesiąt helikopterów i samolotów transportowych.

Potrzebę dozbrojenia wenezuelskiej armii, Chavez argumentuje zwiększoną obecnością wojsk amerykańskich m.in. w Kolumbii. Nawiasem mówiąc, specjaliści twierdzą, że zakupione czołgi nie będą przydatne w razie ewentualnego konfliktu z uwagi na rodzaj terenu w którym przyszło by prowadzić działania. Znawcy podpowiadają, że Caracas pragnie wejść w posiadanie czołgów ponieważ rząd Chaveza nie należy do najstabilniejszych, dlatego prezydent pragnie mieć wspomniane czołgi w odwodzie, aby w razie wewnętrznych niepokojów móc wyprowadzić je na ulice.

Istotnym z punktu widzenia Moskwy, jest fakt uznania przez prezydenta Wenezueli niepodległości dwóch zbuntowanych gruzińskich prowincji – Abchazji oraz Osetii Południowej, które zostały faktycznie oderwane od Gruzji przez Rosję w wyniku zeszłorocznego konfliktu na Kaukazie. Moskwa stara się pozyskać jak największą liczbę państw, które ryzykując dobre relacje z „jeszcze największym mocarstwem”, zdecydowałyby się na uznanie niepodległości wspomnianych prowincji. Do tej pory, Kremlowi udało się nakłonić do podjęcia tego kroku jedynie trzy państwa. Oczywiście Rosję, Nikaraguę i – o czym zadecydował Chavez w trakcie swego pobytu w Moskwie – Wenezuelę.

Hugo Chavez jest jednym z tych polityków, którzy kreują i utrzymują poparcie swego elektoratu poprzez agresywny anty – amerykanizm. Ostatnia wizyta prezydenta Wenezueli w stolicy Rosji świadczy o zaniepokojeniu Caracas ewentualnym konfliktem z USA, dlatego w myśl powiedzenia “wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”, Chavez szuka patrona wśród państw wrogich Ameryce. Doskonałym kandydatem na takiego opiekuna jest Rosja, która z kolei pragnie odbudować swe wpływy w Ameryce Południowej. Nie bez znaczenia dla Kremla jest zaangażowanie USA na Kaukazie i Ukrainie, dlatego w duecie Moskwa – Caracas bardzo istotnym czynnikiem jest podejmowana przez Rosję próba rewanżu za ingerencję Waszyngtonu w „nieswoje strefy wpływów”. W układzie tym, Moskwie chodzi przede wszystkim o to aby pokazać USA, że skończyły się czasy imperialnego monopolu, kiedy to Ameryka rozstawiała wszystkich po kątach wedle własnego uznania a nastały czasy, kiedy Waszyngton musi liczyć się ze zdaniem Niedźwiedzia.